Reklama

Waldek, co w mieście krowy trzyma, ucierpiał w wypadku

Znany w mieście hodowca krów ucierpiał we wtorkowym wypadku z udziałem traktora i samochodu marki mercedes. 75-letni pan Waldemar jest w ciężkim stanie. Na razie opiekę nad zwierzętami przejęli najbliżsi, ale los zwierząt stoi pod ogromnym znakiem zapytania.

75-letni Waldemar ze Starachowic prawdopodobnie jako jedyny w mieście hoduje i wypasa krowy. Choć nie ma rolniczych korzeni, bo rodzice nie pochodzili ze wsi, od zawsze były mu bliskie sielskie klimaty i życie w zgodzie z naturą. Przez lata pracował w Kółku Rolniczym w Wąchocku, potem był konserwatorem w Zespole Szkół Zawodowych nr 1 w Starachowicach, krótko pracował w starachowickich zakładach i chodził z łopatą "na wagony". Wypracował emeryturę, z której niejednokrotnie dokładał do krów. Jak mówił, te zwierzęta to całe jego życie!

- Od małego lubiłem chodzić na targ, gdzie doglądałem zwierząt, jak handlowali nimi. I przychodziłem za dzieciaka na działkę, gdzie mama trzymała krowę. Tu mam dziś swoje gospodarstwo na obrzeżach miasta, gdzie hoduję krowy - mówił gospodarz, który swoje zwierzęta wypasał koło domu, na Kornatce i nad rzeką Kamienną na nieużytkach.

Reklama

Ile życia i sił starczy

Znany w mieście jako Waldek, co w mieście krowy trzyma, nawet na weselu wnuczki nie był, bo odejść krów nie mógł. 

- Jakbym zwierzyny nie dokarmił na noc, to bym nie usnął. To całe moje życie. Wcześniej, jak pracowałem, to parę razy na jakimś urlopie byłem, ale wolnego od krów nie ma. Muszę być przy zwierzętach. Ile życia i sił wystarczy, to będę się nimi zajmował - deklarował.

Codzienność pana Waldka to objazdówka po mieście od przedszkoli do szkół m.in. Na Szlakowisku i Granicznej, Armii Krajowej, aż do stołówki Caritas, skąd każdego dnia odbierał zlewki ze stołówek, co wykorzystywał dla zwierząt.  

Reklama

I właśnie podczas takiego objazdu doszło do tragicznego w skutkach zdarzenia, które zmieniło diametralnie los i życie całej rodziny pana Waldka. 

Wypadek zmienił wszystko

Do groźnego wypadku z udziałem ciągnika i mercedesa doszło 17 marca ok. godz. 14.00 przy ul. Kopalnianej. Ze wstępnych ustaleń policji wynikało, że oba pojazdy poruszały się w tym samym kierunku. Na czele jechał ciągnik rolniczy a za nim samochód osobowy kierowany przez 50-latka - informował asp. Paweł Kusiak z KPP w Starachowicach. - W pewnym momencie kierujący ciągnikiem rozpoczął manewr skrętu w lewo. W tym samym czasie kierowca Mercedesa podjął próbę wyprzedzania. Doszło do zderzenia - samochód osobowy uderzył w bok traktora, co doprowadziło do jego przewrócenia się na prawą stronę. 

Reklama

Poważnie ucierpiał pan Waldek, który kierował traktorem.

- Stan taty jest poważny, na razie nie ma z nim kontaktu. Ma dwa krwiaki, które nie chcą się wchłonąć, niewykluczona jest operacja. Ma połamane żebra, pękniętą czaszkę, leży na oddziale chirurgii i pewnie szybko nie wróci do swoich zwierząt - mówi córka. - Na razie szwagier wziął urlop i dogląda obejścia, ale nie wiemy, czy i kiedy tata dojdzie do siebie. Nawet jak wyjdzie ze szpitala szybko nie wróci do dawnych zajęć. Żyjemy w zawieszeniu, niewykluczone, że zwierzęta będzie trzeba sprzedać.

Reklama

Więcej o zdarzeniu przy ul. Kopalnianej piszemy tutaj

Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Źródło i opracowanie własne Aktualizacja: 19/03/2026 18:00
Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 


Reklama

Wideo Starachowicki.eu




Reklama