Pod koniec marca 2017 roku stracili w pożarze domu cały dobytek. Z pomocą "w życiu od zera" przyszli dobrzy ludzie, dzięki którym rodzina Milewskich z Parszowa ma upragnionych dach nad głową.
O sytuacji pani Joanny i jej trójki dzieci pisaliśmy już na łamach Tygodnika. Pożarł wybuchł w nocy z 26 na 27 marca 2017 roku.
Podkładałam wieczorem do pieca. W pewnym momencie wszystko się cofnęło i zaczęło się palić. Byłam w szoku. Najpierw próbowałam sama ugasić ogień, jednak bardzo szybko zaczął rozprzestrzeniać na cały dom - opowiadała o swojej tragedii Joanna Milewska z Parszowa.
Spaliło się wszystko: począwszy od mebli, sprzętu RTV i AGD, narzędzi, ubrań, dokumentów, pamiątek, kończąc na zeszytach i książkach dzieci. Rodzina z dnia na dzień została bez dachu nad głową, zmuszena praktycznie zaczynać życie od zera.
Zaraz po pożarze otrzymali tymczasowe schronienie, zawiązał się Społeczny Komitet "Na odbudowę spalonego domu" w Parszowie, była impreza charytatywna w Wąchocku, trwała internetowa zbiórka pieniędzy, w którą włączyli się również radni. Z pomocą szli strażacy, mieszkańcy wsi Parszów i gminy Wąchock, nie zabrakło wsparcia ze strony samorządu oraz Fundacji Fabryka Marzeń. Wkład Fundacji w pomoc pogorzelcom był nieoceniony.
Choć przyszłość nie jawiła się w różowych barwach, trudne początki w walce o przyszłość rodzina Milewskich ma już za sobą i może cieszyć się nowym domem, który wymaga jeszcze nakładu pracy, ale jego stan pozwala na zamieszkanie. Ten wielki dzień nastąpił w połowie lutego, kiedy w nowym domu w Parszowie, spotkały się osoby, którym los pani Joanny i jej trójki dzieci przez ten cały czas nie był obojętny.
Dzieci wprowadziły się do osobnych, pięknie urządzonych pokoi. Sypialnia pani Asi jest prawie gotowa, a kuchnia zachęca do gotowania rodzinnych posiłków - czytamy na stronie miasta i gminy Wąchock.
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze