75-letni pan Waldek, znany w Starachowicach hodowca krów, po wypadku dochodzi do zdrowia już w domu pod opieką najbliższych. Jego zwierzęta wciąż wymagają wsparcia.
Znany w mieście hodowca krów ucierpiał w wypadku z udziałem traktora i samochodu marki mercedes w marcu br. Do zdarzenia doszło przy ul. Kopalnianej, koło Szkoły Podstawowej nr 12. Ze wstępnych ustaleń policji wynikało, że oba pojazdy poruszały się w tym samym kierunku. Na czele jechał ciągnik rolniczy a za nim samochód osobowy kierowany przez 50-latka - informował asp. Paweł Kusiak z KPP w Starachowicach. - W pewnym momencie kierujący ciągnikiem rozpoczął manewr skrętu w lewo. W tym samym czasie kierowca Mercedesa podjął próbę wyprzedzania. Doszło do zderzenia - samochód osobowy uderzył w bok traktora, co doprowadziło do jego przewrócenia.
Pan Waldek, który kierował traktorem poważnie ucierpiał i trafił do szpitala. Przez kilka dni był nieprzytomny. Miał krwiaki, połamane żebra, pękniętą czaszkę. Po kilkudniowym pobycie na oddziale chirurgii wrócił do domu, ale do pełni zdrowia jeszcze daleko.
- Tata wrócił do domu, powolutku dochodzi do siebie, ale wymaga wsparcia i opieki. Niewykluczone, że czeka go operacja, czeka na konsultacje lekarską, bo coś jest nie tak z kręgosłupem. Dogląda swoich zwierząt, ale pracować przy nich nie jest w stanie. Część krów została sprzedana, reszty dogląda szwagier, mój mąż w miarę możliwości i kolega. W obejściu jest sporo psów, jest problem z ich wykarmieniem, dlatego karma byłaby wciąż mile widziana - mówi córka pana Waldka.
75-letni Waldemar ze Starachowic prawdopodobnie jako jedyny w mieście hodował i wypasał krowy nad Kamienną. Zwierzęta to całe jego życie!
- Od małego lubiłem chodzić na targ, gdzie doglądałem zwierząt, jak handlowali nimi. I przychodziłem za dzieciaka na działkę, gdzie mama trzymała krowę. Tu mam dziś swoje gospodarstwo na obrzeżach miasta, gdzie hoduję krowy - mówił gospodarz w rozmowie z Tygodnikiem.
Z myślą o zwierzętach zbierał resztki jedzenia z miejskich szkół i przedszkoli. Tego feralnego dnia, kiedy zdarzył się wypadek, również jechał do SP na 12 po jedzenie dla zwierząt.
- Tata ma nadzieję, że wróci do tego, co było. Mówi o wypadku, choć nie bardzo pamięta, co dokładnie się stało. Traktor, który też ucierpiał w wypadku jest na podwórku, czeka na oględziny. Czy uda się go doprowadzić do użytku, nie wiem. Dla taty zwierzęta to całe życie, on nie wyobraża sobie życia bez nich... - dodaje córka.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Gdzie jest rodzina ?
Gdzie jest ten "gość" co się tak spieszył tym mercedesem. Czemu nic o nim nie piszą...
Dziękujemy za informację. Trzymamy kciuki, wspieramy.
Życzę Panu Waldkowi szybkiego powrotu do pełni zdrowia i sprawiedliwości.
Ja myślę że tam była współwina z pewnością rozstrzygnie sąd.
A to co Pan prezes klubu nie dołoży się do zbiórki? Czemu nie zorganizuje meczu dla tego Pana?
Są ubezpieczenia od tego poczekajmy na zakończenie dochodzenia .Jeśli jesteś takim fachowcem to czemu się nie przestawisz.
Są ubezpieczenia od tego poczekajmy na zakończenie dochodzenia .Jeśli jesteś takim fachowcem to czemu się nie przestawisz.
Pan z mercedesa ma w nosie że komuś stała się krzywda hmm dostanie mandat czy dostał i na tym się skończy a tu cierpi człowiek i zwierzeta
Chętnie pomogę i adoptuję te biedne krowy.
Gdzie jest rodzina ?
Gdzie jest ten "gość" co się tak spieszył tym mercedesem. Czemu nic o nim nie piszą...
Dziękujemy za informację. Trzymamy kciuki, wspieramy.