Wchodzimy do sali baletowej w starachowickim Domu Nauczyciela, gdzie połysk parkietu odbija popołudniowe słońce. W powietrzu unosi się delikatny zapach kalafonii i drewna, a na ścianach wiszą lustra, które widziały dziesiątki układów choreograficznych. Naprzeciwko mnie siada Małgorzata Dziamka: tancerka, choreografka, pedagog, absolwentka muzykoterapii we Wrocławiu i wychowania muzycznego w Kielcach, wyróżniona Nagrodą Prezydenta Miasta. Kobieta, która od 1992 roku współtworzy historię, jaka złotymi zgłoskami pisze się na kulturalnej mapie Starachowic. Rozmawiamy po zajęciach, kiedy sala milknie.
Ewelina Jamka: Gdybyśmy spróbowały zdefiniować kulturę nie przez pryzmat wielkich podręczników, ale codziennego doświadczenia - czym ona jest dla Pani? To tylko to, co pokazujecie na scenie, czy coś, co buduje się każdego dnia w relacjach z ludźmi?
Małgorzata Dziamka: Kultura to szerokie pojęcie, dobrze zaprzyjaźnić się z nią w wieku dziecięcym, wzrastać w otoczeniu kształtującym kulturalne przeżycia.
Od lat obserwuje Pani nasze lokalne podwórko z perspektywy artystki i animatorki. Jak z tej pozycji ocenia Pani dzisiejszy potencjał kulturalny Starachowic?
Bardzo bogata oferta, szczególnie za sprawą prężnie działającego Parku Kultury, ale także innych instytucji oraz firm prywatnych.
Wróćmy pamięcią do 1992 roku. Ponad trzy dekady temu powołała Pani do życia Szkołę Tańca MiM. Czy pamięta Pani ten konkretny moment, ten jeden błysk, w którym pojawiła się odważna myśl: "zakładam własne miejsce"?
Szkołę założyłam we współpracy z Marią von Hertzen – tancerką i choreografką z Finlandii, obecnie mieszkającą w Szwecji, która zauważyła we mnie potencjał artystyczny i zaproponowała mi wspólne poprowadzenie szkoły tańca. Od ponad 30 lat tworzę wspólnie z innymi piękną historię, która zapisała się złotymi zgłoskami w historii miasta. Przez ten czas przewinęło się przez MiM ponad 3000 tancerzy, ponad 300 choreografii, setki absolwentów. Z MiM-em współpracowało 32 choreografów i instruktorów tańca, w tym obecna kadra.
Taniec to nie tylko technika ruchu, pamięć mięśniowa i sprawność fizyczna. Czego ta dyscyplina nauczyła Panią prywatnie, jako człowieka, w sposobie patrzenia na drugiego ludzkiego partnera?
Taniec dodaje pewności siebie i wzbogaca osobowość – mnie nauczył dyscypliny, pokory i szacunku do drugiego człowieka.
Przez salę MiM-u przewinęły się już tysiące młodych osób. Gdy gasną światła, muzyka cichnie, a uczniowie schodzą z parkietu – jaka jest ta najważniejsza wartość, którą chce Pani w nich zostawić poza samymi krokami i dyplomami?
Najważniejsza jest współpraca: ucznia z instruktorem, ucznia z innymi tancerzami tworzącymi zespół, który może polegać na sobie w każdej sytuacji, nie tylko artystycznej, ale też życiowej.
Często narzeka się na współczesną młodzież, że jest zapatrzona w ekrany telefonów. Czy dzisiejsze dzieciaki podchodzą do tańca, do tego fizycznego wysiłku, inaczej niż pokolenia, które uczyła Pani piętnaście czy dwadzieścia lat temu?
Jeżeli nauka tańca jest przyjemnością, to nic się nie zmieniło.
W tańcu niezwykle ważna jest żelazna dyscyplina, ale bez wolności i emocji sztuka staje się rzemiosłem. Jak udaje się Pani odnaleźć tę idealną równowagę między twardymi wymaganiami a rozwijaniem wrażliwości i kreatywności młodych tancerzy?
???? Wykształcenie dobrego tancerza to wieloletni proces. Dobry pedagog-instruktor powinien być wymagający, ale zwracać też uwagę na indywidualne predyspozycje i chęci ucznia-tancerza.
???? Wiele z Pani dzieciaków dorosło na Pani oczach. Czy pamięta Pani takich wychowanków, którzy zaczynali od pierwszych, niezdarnych kroków w MiM, a dziś sami zawodowo tworzą kulturę w kraju lub za granicą?
???? Oczywiście - jest ich bardzo wielu. Pracują zarówno w kraju, jak i za granicą. Nie zawsze związani tylko z tańcem, ale także innymi dziedzinami sztuki.
???? Przez ponad trzydzieści lat uzbierała się potężna kolekcja festiwali i nagród. Czy jest jednak taki jeden konkretny występ lub konkurs, który do dziś wywołuje u Pani gęsią skórkę na samo wspomnienie?
???? Przychodzi mi na myśl wiele takich występów, ale chyba szczególnie wspominam występ na konkursie w Koninie z choreografią "Mother", kiedy na sali zapanowała absolutna cisza - publiczność została oczarowana naszą prezentacją.
???? Co po tych wszystkich latach karmi Panią bardziej jako twórcę: błysk złotych medali i pucharów przywożonych do Starachowic czy ten cichy moment, kiedy widzi Pani osobistą ewolucję konkretnego dziecka?
???? Nagrody i medale dają dużo satysfakcji, ale przede wszystkim cieszy mnie, gdy widzę, jak uczniowie rozwijają się na moich oczach, stając się coraz lepszymi tancerzami.
Gdyby przed Panią stanął niezdecydowany rodzic i miała Pani tylko jedno, krótkie zdanie, by przekonać go, że warto posłać dziecko na zajęcia taneczne - jak by ono brzmiało?
Taniec to dla dziecka sztuka bardzo rozwojowa zarówno pod względem fizycznym, ale także emocjonalnym i umysłowym.
Ponad trzy dekady tytanicznej pracy. Gdzie po tylu latach, po tylu godzinach spędzonych na sali, wciąż szuka Pani świeżej, artystycznej inspiracji? Co Pana napędza?
Świadomość, że moja wieloletnia praca przyczynia się do rozwoju pokoleń młodych starachowickich tancerzy.
Osiągnęła Pani w tym mieście właściwie wszystko. Czy na horyzoncie tli się jeszcze jakieś niespełnione dotąd artystyczne marzenie?
Wyprodukować z wielką pompą koncert na 35-lecie Szkoły Tańca MiM.
A to wielkie świętowanie przecież już w przyszłym roku... Czego z całego serca Pani życzę!
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze