Reklama

Z nożyczkami w ręku od pół wieku... Cztery fryzjerki i dekady wspólnego rzemiosła na Żeromskiego

Blisko 190 lat doświadczenia zawodowego, setki stałych klientów i historia sięgająca lat 80. - zakład fryzjerski przy ul. Żeromskiego 5 w Starachowicach od dekad jest ważnym miejscem na osiedlu. Cztery fryzjerki: Irena Bojara (ponad 50 lat w zawodzie), Barbara Murzyn (47 l.), Małgorzata Rzeszowska (45 l.) i Marzena Wójcik (40 l.) wciąż strzygą, czeszą i dbają o swoich klientów. Dla wielu z nich wizyta tutaj to nie tylko fryzura, ale także spotkanie w znajomym, niemal domowym miejscu.

Zakład fryzjerski damsko-męski przy ul. Żeromskiego 5 w Starachowicach ma bogate tradycje, bo od pół wieku rzemieślniczy fach kultywują tu nie tylko doświadczone wiekiem, ale przede wszystkim stażem pracy panie. 

- Praktyki fryzjerskie robiłam w zakładzie u słynnego Leona i Jasia na Majówce - mówi pani Małgorzata. - W 1984 roku powstał ten zakład na Żeromskiego, będący kontynuacją Spółdzielni Pracy Przełom, która kształciła młodzież w różnych zawodach. Mama chciała, żebym została krawcową, ale nie chcąc być uwięziona przy maszynie wybrałam nożyczki, z którymi chyba umrę w rękach i zostanę pochowana - żartuje pani Małgosia. - Zawsze drzemała we mnie artystyczna dusza, co przekłada się na ten fach. Jeśli chodzi o moje doświadczenia zawodowe to najlepiej wspominam lata 90. Fryzjerstwo było wtedy piękne, dziś doszła kolorystyka. Szalone lata 90. to sylwestry, gdzie byłam w zakładzie od 8 - 20, bo panie szykowały fryzury na ten jedyny wieczór w roku. Były też wesela, kiedy cała sobota była wypełniona do po południa. To różnorodne uczesania. Każda klientka wychodziła inna - a fryzura dopasowana do sukienki, osobowości, stylu. Dziś to już wspomnienia.

Reklama

Kształcenie uczniów

Bo we fryzjerskim fachu liczy się nie tylko wyobraźnia, potrzeba jest pewna ręka, wiedza i wizja tego, co się uzyskać. 

- W swojej karierze zawodowej zrobiłam mistrza już w wieku 20 lat. Wyszkoliłam 19 uczniów w tym fachu, przeżyłam trzech dyrektorów w szkole na 1 Maja, z którą współpracowałam, jak również na Szkolnej. Zakład mający uczniów zawsze tętnił życiem. Uczennice chętnie przychodziły do mnie na praktyki, nie wagarowały, chciały uczyć się nowych rzeczy. Większość z nich została w mieście, gdzie pracują i płacą podatki - dodaje. 

Reklama

Po tym, jak w latach 90. rozwiązano umowy z SP Przełom, dzięki ówczesnym prezydentom miasta, panie pozostały na swoich stanowiskach i kontynuują pracę na własną rękę. Klientki cenią je za otwartość i niesamowitą atmosferę w zakładzie...

- Innej fryzjerki sobie nie wyobrażam - mówi pani Wacława, klientka. - Nie chodzi już o sprzęt, wystrój salonu, ale atmosferę, tu jest jak w domu, mam zaufanie.

Wymagający fach

- To jest bardzo wymagający i odpowiedzialny zawód, bo trzeba być na bieżąco z trendami a te się bardzo szybko zmieniają, dochodzą nowe techniki, kosmetyki, możliwości. W ostatnim czasie doszło kolorowanie, co wymaga trudnych zabiegów, często chemicznych i czasem - ze względu na dobro klienta - trzeba nawet ich odmówić. Ale ogólnie to ciekawa praca, która rozwija i daje dużo satysfakcji. Bo nie ma nic lepszego, jak zadowolona klientka. Osobiście staram się być nie tyle fryzjerem, co lekarzem włosów - a te są bardzo różne i różnie się poddają. Klienci też potrafią być wymagający - czasem wręcz potrafią "uczyć" fryzjera. Co bywa irytujące, ale też się nie dziwię, bo tzw. partaczy w naszym fachu nie brakuje i potem fama idzie dalej. Osobiście nigdy nie zdarzyło mi się, bym komuś "ciachnęła" za dużo, bo generalnie wolę przyciąć mniej niż więcej. Dobry fryzjer jeszcze w domu będzie myślał o fryzurze, którą zrobił, bo to my bierzemy odpowiedzialność za wygląd drugiego człowieka, to duże obciążenie, zwłaszcza, że bierzemy za to pieniądze. Dlatego tak ważna jest praktyka i danie możliwości wykazania się uczniom, z którymi praca zawsze była dla mnie przyjemnością. Przy nich człowiek zawsze czuł się młodziej. Poza tym dziś ma mnie, kto robić włosy - dodaje z uśmiechem pani Małgorzata.    

Reklama

Jak drugi dom

W zakładzie dominują stali klienci, ale pojawiają się też nowi. Panie pracują na zmiany, niektóre już na emeryturze dorabiają, nie chcąc bezczynnie siedzieć w domu. 

- Dziś fryzjer nie ma szans tak się wykazać, jak kiedyś. Niestety, ale z przykrością muszę stwierdzić, że panie mniej o siebie dbają, jeśli chodzi o włosy. Obcięte równo, związane z kitkę, to im wystarcza. Teraz panowie często mają bardziej wyszukane fryzury. Mało kto przyprowadza dzieci do zakładu. Najczęściej "za fryzjera robią" rodzice, babcie, ciocie i strzygą chłopców maszynką na okrągło, co jest bardzo złe dla włosa. A każdy klient wymaga indywidualnego podejścia, trzeba poznać człowieka i jego włosy, by zrobić dobre cięcie - dodaje pani Małgorzata. 

Reklama

- Na pewno damskie fryzjerstwo jest bardziej różnorodne, ale męskie jest bardzo wymagające, bo krótkie cięcia pokazują ewentualne niedoskonałości i trzeba się szczególnie przykładać. Mam stałych klientów, znamy się, znam ich włosy i preferencje, co do fryzur. Wtedy praca jest przyjemnością a zakład to, jak drugi dom - mówi pani Marzenka.

Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Źródło i opracowanie własne Aktualizacja: 14/08/2026 18:00
Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


 

 

 

 

 

 

 

 

 

 


Reklama

Wideo Starachowicki.eu




Reklama