Na parkingu Centrum Handlowego Galardia w Starachowicach widać sytuacje, w których wielu kierowców nie do końca wie, jakie zasady ruchu tam obowiązują. Problem dotyczy przede wszystkim pierwszeństwa przejazdu.
Wielu kierowców poruszających się po parkingu wychodzi z założenia, że skoro jadą tzw. "główną alejką", to automatycznie mają pierwszeństwo przed samochodami wyjeżdżającymi z bocznych alejek. Okazuje się jednak, że takie przekonanie może prowadzić do niebezpiecznych sytuacji - zgłasza problem Czytelnik.
Kluczowy jest znak "strefa ruchu", który znajduje się przy wjeździe na teren parkingu. Oznacza on, że na parkingu obowiązują przepisy ruchu drogowego, podobnie jak na drogach publicznych. Nie ma więc zasady, według której szersza, bardziej uczęszczana czy wyglądająca na "główną" alejka automatycznie ma pierwszeństwo.
- W miejscach, gdzie nie ma znaków określających pierwszeństwo przejazdu, obowiązuje "zasada prawej ręki" - wyjaśnia asp. Paweł Kusiak, rzecznik prasowy Komendy Powiatowej Policji w Starachowicach. - W praktyce oznacza to, że kierowca powinien ustąpić pierwszeństwa pojazdowi nadjeżdżającemu z jego prawej strony.
A co z namalowanymi trójkątami?
Na parkingu można zauważyć namalowane na jezdni małe trójkąty, które wizualnie przypominają oznaczenie "ustąp pierwszeństwa". One mogą dodatkowo wprowadzać kierowców w błąd - dodaje Czytelnik.
Samo oznakowanie poziome nie powinno być jednak traktowane w oderwaniu od oznakowania pionowego. Jeśli dane miejsce ma być oznaczone jako "ustąp pierwszeństwa", kierowca powinien otrzymać odpowiednie, czytelne oznakowanie zgodne z przepisami. To znaki i przepisy są kluczowe.
Warto przed kolejną wizytą na parkingu Galardii zwrócić uwagę na oznakowanie i przypomnieć sobie podstawowe zasady ruchu drogowego. Nie zakładajmy, że "główna alejka" oznacza pierwszeństwo. Patrzmy na znaki, a jeśli ich nie ma pamiętajmy o zasadzie prawej ręki.
Mateusz Błędziński
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Co za głupoty wygaduje. Tak wygląda tworzenie prawa w Polsce w praktyce. Robi się takie buble, które powodują, że zdecydowana większość kierowców, ma problem z właściwą oceną sytuacji. Namalowane trójkąty na jezdni sugerują, że należy się tam zatrzymać i przepuścić pojazd poruszający się drogą "główną". Okazuje się, że same trójkąty to za mało, bo powinien tam stać znak pionowy "Ustąp pierwszeństwa". Jednak prawie nikt o tym nie wie, bo jadący "główną" uliczką nie hamują przed tą z "trójkątami", a ci wyjeżdżający z "trójkątów" zatrzymują się i przepuszczają jadących "główną" uliczką od swojej lewej strony, chociaż nie powinni wg tych zagmatwanych przepisów. Należałoby problem rozwiązać, i w tym celu postawić znak "Ustąp pierwszeństwa" albo usunąć te trójkąty. Jednak ci, którzy odpowiadają za bezpieczeństwo, nie kwapią się, żeby sprawę sfinalizować, z pożytkiem dla obywateli. Ale po co się wysilać, lepiej zainkasować pensję i nie przemęczać się. Policja powinna wystąpić do właściwych organów o wykonanie oznakowania niebudzącego wątpliwości, jak należy się zachować, ale jak widać nie ma chęci do działania, bo lepiej wlepić komuś mandat, jak popełni błąd, bardziej wynikający ze złego oznakowania, niż z własnego gapiostwa.
Co za głupoty wygaduje. Tak wygląda tworzenie prawa w Polsce w praktyce. Robi się takie buble, które powodują, że zdecydowana większość kierowców, ma problem z właściwą oceną sytuacji. Namalowane trójkąty na jezdni sugerują, że należy się tam zatrzymać i przepuścić pojazd poruszający się drogą "główną". Okazuje się, że same trójkąty to za mało, bo powinien tam stać znak pionowy "Ustąp pierwszeństwa". Jednak prawie nikt o tym nie wie, bo jadący "główną" uliczką nie hamują przed tą z "trójkątami", a ci wyjeżdżający z "trójkątów" zatrzymują się i przepuszczają jadących "główną" uliczką od swojej lewej strony, chociaż nie powinni wg tych zagmatwanych przepisów. Należałoby problem rozwiązać, i w tym celu postawić znak "Ustąp pierwszeństwa" albo usunąć te trójkąty. Jednak ci, którzy odpowiadają za bezpieczeństwo, nie kwapią się, żeby sprawę sfinalizować, z pożytkiem dla obywateli. Ale po co się wysilać, lepiej zainkasować pensję i nie przemęczać się. Policja powinna wystąpić do właściwych organów o wykonanie oznakowania niebudzącego wątpliwości, jak należy się zachować, ale jak widać nie ma chęci do działania, bo lepiej wlepić komuś mandat, jak popełni błąd, bardziej wynikający ze złego oznakowania, niż z własnego gapiostwa.