Reklama

Miliony dla Starachowic i Końskich. Ale jest druga strona tego sukcesu

Starachowice dostały około 76 mln zł, Końskie blisko 50 mln. Jest powód do zadowolenia, bo zdobycie tak dużych pieniędzy z Funduszy Szwajcarskich nie było formalnością. Ale za sukcesem obu miast kryje się mniej efektowna historia. Program powstał właśnie dla średnich miast, które tracą funkcje społeczno-gospodarcze. A Starachowice i Końskie łączy dziś problem, z którym niełatwo wygrać nawet za kilkadziesiąt milionów: ubywa mieszkańców.

9 marca 2026 roku przedstawiciele Starachowic i Końskich spotkali się w Kraśniku. Oba miasta, wraz z Kraśnikiem i Hrubieszowem, jako pierwsze podpisały umowy pozwalające uruchomić projekty finansowane z Polsko-Szwajcarskiego Programu Rozwoju Miast. Ostatecznie pieniądze otrzymało 19 polskich miast.

To niewątpliwie sukces. Starachowicki projekt został wcześniej bardzo wysoko oceniony, a miasto znalazło się na dziewiątym miejscu listy rankingowej. Dofinansowanie wynosi około 76 mln zł. W przypadku Końskich mowa jest o blisko 50 mln zł.

Reklama

Tyle że warto zadać pytanie rzadziej pojawiające się przy okazji informacji o pozyskanych milionach.

Dlaczego właśnie takie miasta potrzebują specjalnego programu ratunkowo-rozwojowego?

Szwajcarskie miliony nie wzięły się znikąd

Odpowiedź można znaleźć już w oficjalnym opisie programu.

Polsko-Szwajcarski Program Rozwoju Miast skierowano do miast średniej wielkości, tracących funkcje społeczno-gospodarcze. Ministerstwo Funduszy i Polityki Regionalnej jako jedno z niekorzystnych zjawisk wskazuje wprost odpływ mieszkańców do większych ośrodków. Celem programu jest nie tylko budowanie i remontowanie, lecz także poprawianie jakości życia na tyle, aby mniejsze i średnie miasta mogły skuteczniej konkurować o mieszkańców.

Reklama

I tutaj historie Starachowic i Końskich zaczynają być do siebie bardzo podobne. Nie identyczne. Ale zdecydowanie podobne.

Ze Starachowic w pięć lat zniknęło ponad 4600 mieszkańców!

Tu nie trzeba prognoz ani socjologicznych teorii. Według danych GUS wykorzystanych w oficjalnych dokumentach miasta Starachowice liczyły w 2019 roku 48 395 mieszkańców. Pięć lat później, na koniec 2024 roku, było ich 43 773. Różnica wynosi 4622 osoby! To blisko 10 procent ludności w ciągu pięciu lat.

Jeszcze mocniej wygląda prognoza.

GUS przewiduje, że w 2030 roku Starachowice mogą liczyć około 40,8 tys. mieszkańców, w 2035 roku niespełna 38 tys., a w 2040 roku około 35,2 tys.

Reklama

Prognoza nie jest oczywiście wyrokiem. Może się zmienić. Pokazuje jednak kierunek, z którym samorząd musi się liczyć.

Co istotne, Starachowice tego problemu w swoich dokumentach nie ukrywają. Od lat pojawiają się w nich takie określenia jak depopulacja, starzenie się społeczności czy odpływ ludzi młodych. Miasto samo przyznaje, że z większymi ośrodkami konkuruje przede wszystkim o dwudziesto- i trzydziestolatków.

Końskie: co piąty mieszkaniec mniej

W Końskich możemy spojrzeć jeszcze dalej wstecz, korzystając z prowadzonej przez urząd statystyki osób zameldowanych na pobyt stały.

Reklama

W 2010 roku samo miasto liczyło 21 203 takich mieszkańców.

W 2015 roku było ich 19 970.

W 2020 roku 18 576.

W 2024 roku 17 107.

A na koniec 2025 roku już 16 813.

W ciągu piętnastu lat ubyło więc 4390 osób, czyli ponad jedna piąta.

Oczywiście trzeba zachować metodologiczną ostrożność: są to dane meldunkowe Urzędu Miasta i Gminy Końskie, a nie ta sama seria statystyczna GUS, którą przytoczyliśmy dla Starachowic. Nie służą więc do urządzania zawodów, które miasto wyludnia się szybciej. Pokazują jednak bardzo wyraźnie kierunek zmian.

Reklama

I jest jeszcze jedna liczba.

144 urodzenia, 437 zgonów

W całej gminie Końskie w 2025 roku odnotowano 144 urodzenia i 437 zgonów.

Rok wcześniej było 154 urodzenia i 402 zgony.

To oznacza, że sam ruch naturalny ludności pracuje mocno na niekorzyść demografii.

I właśnie w tym miejscu zaczyna się problem znacznie poważniejszy niż pytanie, czy mieszkańcom podoba się nowy chodnik albo kolor elewacji.

Jeśli przez wiele lat rodzi się zdecydowanie mniej ludzi, niż umiera, a część młodych wyjeżdża do większych miast, zmienia się cała struktura lokalnej społeczności. Nie od razu. Nie z roku na rok. Powoli.

Reklama

Ale konsekwentnie.

Miasto może pięknieć i jednocześnie się kurczyć

To chyba największy paradoks współczesnych Starachowic i Końskich.

Oba miasta naprawdę się zmieniają. Powstają inwestycje, odnawiane są przestrzenie publiczne, rozwija się infrastruktura. Starachowice pozostają silnym ośrodkiem przemysłowym. Końskie również mają przedsiębiorstwa, tradycje przemysłowe i własny potencjał gospodarczy.

Można więc jednocześnie powiedzieć dwie rzeczy i obie będą prawdziwe:

miasto może się rozwijać i równocześnie tracić mieszkańców.

Nowa ulica nie rodzi dzieci. Wyremontowany skwer nie zatrzyma absolwenta uczelni, jeśli nie zobaczy on dla siebie zawodowej przyszłości. Z drugiej strony bez dobrej komunikacji, szkół, mieszkań, zieleni, usług publicznych i przestrzeni do życia jeszcze trudniej byłoby o mieszkańców walczyć.

Reklama

I chyba właśnie dlatego Fundusze Szwajcarskie są ciekawsze, niż może się wydawać po przeczytaniu informacji o kolejnych milionach.

Starachowice inwestują właśnie w młodych

W przypadku Starachowic część odpowiedzi na problem demograficzny widać już w sposobie wydawania pieniędzy.

Projekt "AkTYwne Miasto. Razem dla rozwoju Starachowic" obejmuje między innymi kształcenie zawodowe, nowe pracownie, edukację techniczną, rozwijanie kompetencji uczniów oraz współpracę szkół z rynkiem pracy. Powstają pracownie STEM, modernizowane są przestrzenie w szkołach zawodowych, planowany jest także AI-LAB.

Reklama

W tym zestawieniu nie jest to już tylko opowieść o nowych komputerach i wyremontowanych salach. Za takim działaniem stoi bardzo konkretne pytanie:

czy młody człowiek znajdzie w Starachowicach powód, aby tutaj zostać albo po studiach wrócić?

Podobny rachunek, choć prowadzony przy użyciu innych inwestycji i narzędzi, dotyczy Końskich.

Najdroższy jest mieszkaniec, którego już nie ma

Samorządy chętnie chwalą się pozyskanymi pieniędzmi. Trudno mieć o to pretensje. Kilkadziesiąt milionów złotych zdobytych w konkurencyjnym programie rzeczywiście jest osiągnięciem.

Reklama

Ale być może prawdziwy sukces będzie można zmierzyć dopiero za dziesięć czy piętnaście lat. Nie liczbą przeciętych wstęg. Nie długością wyremontowanych ulic. Nawet nie wartością kolejnych projektów.

Tylko tym, ilu ludzi będzie chciało w tych miastach żyć.

Bo Starachowice i Końskie odziedziczyły po poprzednich pokoleniach przemysł, ulice, szkoły, osiedla i całkiem sporą miejską infrastrukturę. Teraz stają przed znacznie trudniejszym zadaniem: trzeba sprawić, żeby miał kto z tego korzystać.

Pieniądze można zdobyć ponownie. Mieszkańca, który urządził sobie życie gdzie indziej, odzyskać jest znacznie trudniej.

Reklama

 

Czytaj nas w Google
Dodaj do Google
Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


 

 

 

 

 

 

 

 

 

 


Reklama

Wideo Starachowicki.eu




Reklama
Najnowsze wiadomości