75-letni pan Waldek, znany w Starachowicach hodowca krów, po poważnym wypadku powoli wraca do codzienności. Nadal zajmuje się swoimi zwierzętami i odbiera resztki jedzenia ze szkół i przedszkoli. Traktor, którym dziś pracuje, kupił jednak sam. Nie otrzymał go ani w ramach odszkodowania, ani od ludzi dobrej woli.
Przypomnijmy, do wypadku z udziałem pana Waldka doszło w marcu tego roku przy ul. Kopalnianej, w pobliżu Szkoły Podstawowej nr 12. Traktor, którym kierował, zderzył się z mercedesem podczas manewru wyprzedzania. Ciągnik przewrócił się na bok, a 75-latek trafił do szpitala.
Mężczyzna przez kilka dni był nieprzytomny. Doznał m.in. krwiaków, złamania żeber i pęknięcia czaszki. Po pobycie na oddziale chirurgii wrócił do domu. Mimo problemów z kręgosłupem, który wymaga operacji, ponownie zajął się swoimi zwierzętami.
- Zwierzęta to całe moje życie! - mówił gospodarz w rozmowie z "Tygodnikiem".
Pan Waldek ma obecnie osiem krów. Codziennie je wypasa, choć po sprzedaży terenu w pobliżu jego domu musi prowadzić zwierzęta okrężną drogą nad rzekę.
Nadal odbiera również resztki jedzenia z miejskich szkół i przedszkoli, które przeznacza dla swoich zwierząt. Do tego potrzebny jest mu sprawny ciągnik.
W ostatnim czasie pojawiły się informacje, że nowy traktor miał otrzymać w ramach odszkodowania lub dzięki pomocy ludzi dobrej woli. Jak mówi sam zainteresowany, to nieprawda.
- To mój traktor, który kupiłem 10 lat temu. Ten, który został rozbity podczas wypadku, nie nadaje się do niczego. Stoi na złom. Sprawa jest w toku i na razie nie mam żadnego odszkodowania, nawet złotówki - mówi pan Waldek.
Mimo problemów zdrowotnych 75-latek nie rezygnuje ze swojej codziennej pracy. Jak sam podkreśla, opieka nad zwierzętami od zawsze była ważną częścią jego życia.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze