Siadłyśmy pod sosną obok "Pałacyku". Dużo tu drzew i wyjątkowego, urokliwego światłocienia, który przecina liście i kładzie się na drewnianej ławce. To miejsce głęboko przesiąknięte lokalną historią: przedwojenna willa, za komuny tętniące życiem przedszkole, potem schronienie dla licznych stowarzyszeń, a ostatnio gruntownie odrestaurowane i przebudowane. W tym nastrojowym otoczeniu, rozmawiamy w cieniu starych drzew. Zapraszam na głębokie spotkanie z Małgorzatą Zatorską. Rozmawiamy o dzieciństwie spędzonym na Szlakowisku, zapachu poziomek, rzemiośle fotograficznym oraz o tym, jak kultura potrafi spajać ludzkie losy. Usiądźcie z nami wygodnie na ławce pod sosną...
Ewelina Jamka: Gdybyś miała zatrzymać w kadrze jedno wspomnienie ze swojego dzieciństwa – co by to było i dlaczego właśnie ono?
Małgorzata Zatorska: Jestem dziewczyną ze Szlakowiska :) Jednym z takich obrazów są rodzinne pikniki z tego miejsca. Ja, mój brat i rodzice. Niby zwyczajny dzień, a dziś, z perspektywy czasu, jeden z tych najcenniejszych.
Pamiętam zieloną trawę, czerwony koc w kratę rozłożony wśród drzew i koszyk z jedzeniem oraz zapach poziomek.
Dzisiaj myślę, że właśnie wtedy nieświadomie tworzyły się nasze rodzinne wspomnienia. W dzieciństwie człowiek nie zastanawia się, że kiedyś będzie tęsknił za zwyczajnym popołudniem. Że po latach będzie chciał choć na chwilę wrócić do tamtego miejsca i jeszcze raz poczuć beztroskę.
Kiedy fotografia przestała być dla Ciebie tylko zainteresowaniem, a stała się sposobem patrzenia na ludzi i świat?
Myślę, że fotografia zaczęła być dla mnie czymś więcej w momencie, kiedy po prostu zaczęłam patrzeć inaczej. Zauważać ludzi, ich emocje, gesty, światło, sytuacje, które na pierwszy rzut oka wydają się zupełnie zwyczajne. Nagle okazało się, że można zatrzymać nie tylko obraz, ale też pewną emocję, chwilę.
Pamiętam, że bardzo często wracałam do starych rodzinnych zdjęć. Później pierwsze zdjęcia Zenitem. Wtedy nie myślałam o tym, że kiedyś zdjęcia będą dla mnie tak ważne.
Kiedy zaczęłam świadomie patrzeć na fotografię, poczułam, że chcę się jej naprawdę nauczyć. I wtedy kolejnym krokiem była Europejska Akademia Fotografii. To był dla mnie bardzo ważny czas. Mogłam tam eksperymentować, szukać własnego języka i przede wszystkim zobaczyć, jak różnie można opowiadać fotografią.
Zrobiłam tam dwa dyplomy: z fotografii tańca i fotografii kreatywnej. Fotografia tańca dała mi ogromną wrażliwość na ruch, ciało i emocje, a fotografia kreatywna pozwoliła mi bardziej zaufać wyobraźni i własnemu spojrzeniu.
I chyba właśnie wtedy fotografia przestała być tylko moim zainteresowaniem. Stała się sposobem, w jaki patrzę na świat. Dzisiaj często najpierw coś widzę, czuję albo zauważam, a dopiero później myślę o tym, jak to sfotografować.
Fotografując Starachowice, co najbardziej chcesz ocalić od zapomnienia? Miejsca, ludzi, emocje, a może codzienność, której na co dzień nie zauważamy?
Chyba najbardziej chciałabym ocalić ludzi i ich codzienność. Oczywiście miejsca są ważne, bo Starachowice bardzo się zmieniają i wiele z nich za jakiś czas może wyglądać zupełnie inaczej. Ale to właśnie ludzie tworzą historię miasta. Dobrym przykładem jest projekt "400 twarzy na 400-lecie". Fotografując mieszkańców Starachowic, chciałam pokazać miasto poprzez ludzi: różne pokolenia, różne historie, różne osobowości. Każda twarz była dla mnie osobną opowieścią. Za każdym portretem krył się człowiek i jego związek z tym miejscem, ze Starachowicami.
Bardzo ważnym projektem był album przygotowany z okazji jubileuszu 400-lecia miasta. Starachowice - Wierzbnik "Przeszłość wykuta w kadrze". To dla mnie coś więcej niż zbiór fotografii. To zapis pewnego czasu, historii i ludzi, którzy tworzyli i tworzą nasze miasto. Dlatego kiedy fotografuję Starachowice, szukam również zwyczajnej codzienności. Kogoś na ławce, rozmowy na ulicy. Tego, czego na co dzień często nie zauważamy, bo wydaje nam się oczywiste.
Czy jest takie miejsce w Starachowicach, które szczególnie Cię inspiruje i do którego wracasz z aparatem, albo po prostu z sentymentem?
Wspomniane Szlakowisko. Tu zawsze wracam z sentymentem i chętnie patrzę na miasto z góry.
Przez lata obserwowałaś Starachowice z różnych perspektyw – także zawodowo. Jak zmieniło się miasto i jego mieszkańcy w Twoim osobistym "kadrze"?
Starachowice bardzo się zmieniły, ale zmieniło się też moje patrzenie na nie. Nowe inwestycje pokazują potencjał Starachowic i jego wyjątkowość. Przez lata fotografowania miałam okazję obserwować, jak zmieniają się Starachowice, ale też jak zmieniają się ich mieszkańcy. Pojawiają się nowe miejsca, stare znikają albo dostają nowe życie. Za każdym razem, kiedy naciskam spust migawki, zapisuję nie tylko to, jak wygląda miasto, ale też kawałek czasu, w którym żyjemy.
Praca w kulturze to nie tylko wydarzenia i wystawy, ale także spotkania z ludźmi. Czy jest osoba, którą poznałaś dzięki kulturze i która szczególnie wpłynęła na Twój sposób myślenia?
Przez lata pracy i obecności w kulturze spotkałam wiele osób, które w różny sposób wpłynęły na moje myślenie i patrzenie na świat. Kultura to dla mnie przede wszystkim ludzie i spotkania, które zostają z nami na dłużej. Mam szczęście, że w Starachowicach spotkałam na swojej drodze wiele wyjątkowych osób. Marcin Bondarowicz, Kamil Urbański, Grzegorz Sajór, Danuta Zakrzewska czy Janusz Skowron... Każdy z nich działa w trochę innej przestrzeni, ma inne doświadczenia i własny sposób patrzenia, ale właśnie ta różnorodność jest dla mnie bardzo inspirująca.
Te spotkania pokazały mi, że kultura to nie tylko wydarzenia, wystawy czy koncerty. To przede wszystkim przestrzeń do spotkania człowieka z człowiekiem. To rozmowa, wymiana myśli, budowanie relacji i poczucia, że jesteśmy częścią czegoś większego. Kultura może łączyć ludzi, otwierać ich na siebie i dawać poczucie sprawczości.
Bardzo cenię sobie osoby, które swoją działalnością potrafią angażować innych, tworzyć przestrzeń do rozmowy i sprawiać, że ludzie chcą być razem. Myślę, że właśnie ten społeczny wymiar kultury jest niezwykle ważny - szczególnie w mieście takim jak Starachowice, gdzie za każdym wydarzeniem stoją konkretni ludzie i ich historie.
Dlatego trudno byłoby mi powiedzieć, że jedna konkretna osoba zmieniła moje myślenie.
Jako prezes Starachowickiego Towarzystwa Fotograficznego masz kontakt z wieloma fotografami. Czego dziś najbardziej brakuje fotografii? Czasu, uważności, emocji, a może odwagi, żeby pokazać coś własnego?
Myślę, że dzisiaj najbardziej brakuje nam czasu i uważności. Żyjemy bardzo szybko, jesteśmy otoczeni ogromną ilością obrazów i każdego dnia widzimy ich tysiące. Przewijamy zdjęcia, oglądamy, reagujemy i za chwilę przechodzimy do kolejnego obrazu. A fotografia potrzebuje zatrzymania.
Jako prezeska Starachowickiego Towarzystwa Fotograficznego mam okazję spotykać wielu fotografów i obserwować ich pracę. Widzę, jak różne są ich spojrzenia, zainteresowania i sposoby opowiadania obrazem. I myślę, że właśnie tego własnego spojrzenia warto dzisiaj szukać najbardziej.
Gdybyś dostała zadanie stworzenia jednej wystawy zatytułowanej "Starachowice - moje miasto", jakie trzy zdjęcia musiałyby się na niej znaleźć?
Szlakowisko, Pasternik i Lubianka.
Czego nauczyła Cię kultura, fotografia i spotkania z ludźmi, a czego nie nauczyło żadne wykształcenie ani praca?
Myślę, że przede wszystkim nauczyły mnie uważności na drugiego człowieka. Tego nie da się nauczyć z książek ani zdobyć wraz z kolejnym doświadczeniem zawodowym. Można mieć wiedzę, wykształcenie, doświadczenie, ale dopiero spotkanie z drugim człowiekiem pokazuje, jak wiele każdy z nas ma w sobie historii, emocji i doświadczeń.
Kultura nauczyła mnie też otwartości. Tego, że nie wszystko musi wyglądać tak, jak ja to widzę, i że warto słuchać innych, nawet jeśli patrzą na świat zupełnie inaczej. Każde spotkanie może nas czegoś nauczyć, jeśli tylko damy sobie na to przestrzeń.
Fotografia z kolei nauczyła mnie cierpliwości i zatrzymywania się. W świecie, który tak szybko się zmienia, coraz bardziej doceniam możliwość bycia przez chwilę "tu i teraz". Czasami najważniejsze rzeczy dzieją się bardzo cicho i łatwo je przeoczyć.
A ludzie nauczyli mnie pokory. Każde spotkanie przypomina mi, że nie znamy całej historii człowieka, którego mijamy. Możemy zobaczyć tylko fragment jego życia, a za tym fragmentem może kryć się bardzo wiele.
Jaką rolę odgrywa w Twoim życiu muzyka? Czego słuchasz, co polecasz na poprawę nastroju?
Muzyka od zawsze zajmuje w moim życiu ważne miejsce, ale tutaj znowu muszę wspomnieć o moim bracie. To właśnie z nim łączy mnie wiele muzycznych wspomnień i wspólnych wyjazdów na koncerty zespołu Marillion. To są dla mnie nie tylko koncerty, ale przede wszystkim wspólnie spędzony czas i kolejne wspomnienia, które zostają na lata.
Muzyka jest dla mnie również takim miejscem, do którego mogę wrócić, kiedy potrzebuję się wyciszyć. Wtedy sięgam po Brandi Carlile, Carlę Bruni czy Evę Cassidy. Każda z nich ma w sobie coś, co pozwala mi zwolnić, odciąć się na chwilę od codzienności i pobyć ze swoimi myślami...
***
Małgorzata Zatorska, kierownik Centrum Kreatywności Pałacyk w Starachowicach. Artystka fotografik, prezes Starachowickiego Towarzystwa Fotograficznego, zrzeszona w Związku Polskich Artystów Fotografików. Doświadczona menedżerka kultury, w przeszłości koordynatorka obchodów 400-lecia Starachowice-Wierzbnik. Od dziś w Kulturalnym Towarzystwie.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Pani Małgosi zafascynowanej Starachowicami, proponuję fotoreportaż z ulic miasta. Bród, zachwaszczenie, połupane schody, garbate chodniki. O tym nie wypada mówić, bo przecież najważniejsze są uśmiechnięte fotki gospodarza, który dał jej niezłą fuchę. Na marginesie, wycięty starodrzew przy Pałacyku też nie przynosi chluby...Po co naginać rzeczywistość jak wszyscy widzą jak jest ...?
Bardzo mądry komentarz .Brawo
Pani Małgosi zafascynowanej Starachowicami, proponuję fotoreportaż z ulic miasta. Bród, zachwaszczenie, połupane schody, garbate chodniki. O tym nie wypada mówić, bo przecież najważniejsze są uśmiechnięte fotki gospodarza, który dał jej niezłą fuchę. Na marginesie, wycięty starodrzew przy Pałacyku też nie przynosi chluby...Po co naginać rzeczywistość jak wszyscy widzą jak jest ...?
Bardzo mądry komentarz .Brawo