Sezon letni to nie tylko interwencje straży pożarnej do płonących traw i pożarów. Prawdziwym utrapieniem w ostatnim czasie okazują się niebezpieczne i uciążliwe dla ludzi gady i owady.
O groźnym wężu na posesji w miejscowości Świślina (gm. Pawłów) została powiadomiona straż pożarna we wtorek, 19 czerwca.
Na posesji miał znajdować się niebezpieczny gad. Okazał się jednak, że był to niegroźny zaskroniec, którego strażacy przenieśli do lasu - poinformował Marcin Nyga, rzecznik prasowy starachowickiej straży pożarnej.
Agresywne owady dały o sobie znać w środę, 20 czerwca przy ul. Konstytucji 3 Maja w Starachowicach. Ok. godz. 16.30 interweniowała tam straż pożarna. Niespodziewanie dla mieszkańców pojawił się rój pszczół, które budziły uzasadniony niepokój.
Na chodniku leżały plastry, które wypadły z gniazda z kasztana. Tam był olbrzymi balon z matką i tysiącem pszczół. Niezbędna była interwencja pszczelarza, który wyciął cały balon razem z pszczołami z drzewa i umieścił to wszystko w drewnianym pojemniku. Zdaniem pszczelarza było tam parę tysięcy owadów - mówi z niepokojem mieszkaniec ul. Konstytucji 3 Maja.
Pomoc strażaków była niezbędna.
Otrzymaliśmy zgłoszenie, że na drzewie znajduje się rój pszczół. Co gorsza, część kokonu spadła na chodnik, gdzie rozlał się miód. Dość nietypowo, ale strażacy zmywali miód z chodnika. W porozumieniu z pszczelarzem strażacy zabrali gniazdo do ula - dodaje M. Nyga.
To ja byłem tym pszczelarzem i to ja zebrałem pszczoły z kasztana prosto do rojnicy. Pan Nyga przekreca fakty.