Jedenaście dni temu alarmowaliśmy, że dziki bez przeszkód wchodzą na cmentarz komunalny przy ulicy Polnej w Starachowicach. Ryją zieleńce, tratują niskie mogiły. Mieszkańcy domagali się pilnej naprawy ogrodzenia i zabezpieczenia wszystkich wejść. Dziś sprawdziliśmy, co zrobiono. Efekt? Jedna brama zamknięta na kłódkę, ale tuż obok furtka, którą wystarczy popchnąć. A od strony lasu nadal otwarte przejście. Przed Wszystkimi Świętymi trudno uznać to za rozwiązanie problemu.
Postanowiliśmy wcielić się w rolę watahy dzików i sprawdzić, którędy można dostać się na cmentarz. Poszliśmy dokładnie tą samą trasą co 11 dni temu. Liczyliśmy, że po naszej publikacji i interwencjach mieszkańców administrator nekropolii oraz władze miasta potraktują sprawę poważnie.
Co zastaliśmy?
Południowa brama została zamknięta łańcuchem z kłódką. Brawo! Tyle że tuż obok znajduje się furtka bez zamka, uchylająca się od zewnątrz po zwykłym popchnięciu.
Trudno oczekiwać, że dziki będą forsować solidnie załańcuchowaną bramę, skoro wystarczy pchnąć ryjem sąsiednią furtkę. I już są na cmentarzu!

Jeszcze gorzej wygląda sytuacja po wschodniej stronie nekropolii. Uszkodzone ogrodzenie, które wskazaliśmy podczas poprzedniej kontroli, pozostało nietknięte. Jedno z przęseł od strony zalesionego terenu nadal jest odchylone, tworząc wygodne przejście dla zwierząt.
Nie trzeba specjalistycznych ekspertyz ani kosztownych analiz, żeby dostrzec problem. Wystarczy krótki spacer wzdłuż ogrodzenia. Wykonaliśmy go ponownie.
Na niezabezpieczonej furtce pojawiła się świeża kartka: „Z powodu wchodzenia dzików na teren cmentarza prosimy o zamykanie furtki”.
Trudno o lepszy przykład durnego rozwiązywania problemu. Administrator wie, że dziki wchodzą na cmentarz, ale zamiast zamontować zamek lub samozamykacz, wywiesza prośbę do odwiedzających, która nic nie da, skoro nie ma ona zamka i można ją otworzyć zwykłym popchnięciem? Człowiek przeczyta, przymknie i pójdzie dalej. Dzik czytać nie musi. Wystarczy, że popchnie ryjem.
Może więc należałoby dopisać na kartce: „Dziku, po wejściu prosimy zamykać furtkę!”?
Żarty żartami, ale sprawa jest bardzo poważna. Mieszkańcy oczekują skutecznych zabezpieczeń, a nie niemądrych kartek przyczepionych plastikowymi opaskami do ogrodzenia.
Bo przecież jesteśmy właśnie w okresie intensywnych odwiedzin cmentarzy. Mieszkańcy porządkują groby bliskich przed Wszystkimi Świętymi i Dniem Zadusznym. Mają prawo oczekiwać, że miejsce spoczynku ich rodzin będzie należycie zabezpieczone.
Nie żądają rzeczy niemożliwych. Chcą całego ogrodzenia, skutecznie zamykanych furtek i bram oraz spokoju przy grobach najbliższych.
Jedenaście dni temu przekazaliśmy te postulaty władzom miasta i administratorowi cmentarza, Spółdzielni Socjalnej „Starachowiczanka”. Dziś stwierdzamy, że problem pozostaje nierozwiązany.
Stoimy po stronie mieszkańców. Zamknięcie jednej bramy, kiedy obok można swobodnie wejść furtką, a w innym miejscu przejść przez uszkodzone ogrodzenie, to zabezpieczenie pozorne.
Do 1 listopada pozostało kilkanaście dni. Czy naprawdę trzeba kolejnej interwencji mieszkańców i następnego artykułu, żeby ktoś wreszcie naprawił płot i zabezpieczył wejścia?
TUTAJ pierwsza interwencja


Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
To jest świetna kwintesencja działania zarówno gminy jak i zarządcy cmentarza. Jedni i drudzy biorą za swoją bierność sporą kasę z naszych podatków. Ważne, że na uśmiechniętych fotkach wszystko się zgadza...
Strach tam iść . A przecież w dniach od 1 do 8 listopada można uzyskać odpust zupełny za nawiedzenie cmentarza. W pozostałe dni w roku za odwiedzenie cmentarza można zyskać odpust cząstkowy.
To jest świetna kwintesencja działania zarówno gminy jak i zarządcy cmentarza. Jedni i drudzy biorą za swoją bierność sporą kasę z naszych podatków. Ważne, że na uśmiechniętych fotkach wszystko się zgadza...
Strach tam iść . A przecież w dniach od 1 do 8 listopada można uzyskać odpust zupełny za nawiedzenie cmentarza. W pozostałe dni w roku za odwiedzenie cmentarza można zyskać odpust cząstkowy.