Reklama

Taniec według Julii Ostatek. Liczą się emocje i złapanie widza za serce

Dzieciaki po intensywnych zajęciach tanecznych rozbiegły się już do domów, a w korytarzach powoli opadał radosny szum. Ewelina i Julia przysiadły w wygodnych fotelach w foyer niedawno wyremontowanego Parku Kultury. Przez szyby miejskiej instytucji wpadało popołudniowe, łagodne światło, tworząc spokojny klimat po godzinach dynamicznych treningów. W tak atmosferze, z dala od drążka i luster, dziewczyny rozpoczęły rozmowę... Rozgość się i Ty w foyer Parku Kultury.

Ewelina Jamka: Kiedy po raz pierwszy poczułaś, że taniec może stać się dla Ciebie nie tylko pasją, ale sposobem na całe życie? 

Julia Ostatek: Nawet nie pamiętam tego momentu. Wiadomo, że gdy jako młoda dziewczyna myślałam o przyszłości, rozpatrywałam wiele bardziej codziennych możliwości, jednak z tyłu głowy wciąż miałam nadzieję, że tą ścieżką właśnie pójdę. Taniec od zawsze był nieodłączną częścią mojego życia i nie wyobrażam sobie, żeby mogło być inaczej. Myślę, że nawet jeśli z jakiegoś powodu nie zajmowałabym się nim w taki sposób, w jaki robię to teraz, to i tak dążyłabym do tego, żeby rozwijać się i tworzyć w tej dziedzinie.

Reklama

Czy pamiętasz swój pierwszy występ na scenie? Co wtedy czuła mała Julcia? 

To było tak bardzo dawno temu... Pamiętam, że dołączyłam do "Plejady" jako dziecko. Pani Alicja Andrzykowska przyjęła mnie do zespołu, choć nabór już się zakończył, więc podczas pierwszego występu raczej obstawiałam tyły. Pamiętam natomiast cudowne uczucie, kiedy niedługo później została mi powierzona rola "Papy Smerfa". Moja przyjaciółka tańczyła wtedy Smerfetkę i mogłyśmy zatańczyć razem, więc dla takiego dziecka było to niesamowite doświadczenie. Wiadomo, że trochę się stresowałam, a jak teraz patrzę na stare nagrania, uznaję mój występ za odrobinę niezręczny, jednak to właśnie wtedy poczułam, jak dużą radość mi to sprawia. Ogromny udział w tej mojej drodze ma moja mama, która od samego początku była dla mnie wsparciem. Kiedy byłam dzieckiem, zawsze była za kulisami, poprawiała mi kostium i dbała o mnie. A przede wszystkim to ona zapisała mnie na zajęcia.

Reklama

Taniec bezlitośnie wymaga żelaznej dyscypliny, wielu godzin ciężkiej pracy i sporych wyrzeczeń. Co było dla Ciebie najtrudniejsze na samym początku tej drogi? 

Szczerze mówiąc, początek wspominam bardzo dobrze, bo byłam tylko dzieckiem, które się cieszyło, że tańczy. Pamiętam, jak często wkurzałam wszystkich w szkole tym tematem i opowiadałam koleżankom, co się działo na zajęciach, choć one nie miały pojęcia, o co chodzi. Najcięższym okresem pod tym kątem było chyba dla mnie liceum. Szkoła, nauka, prawo jazdy, spotkania ze znajomymi pochłaniały masę czasu, a do tego treningi cztery razy w tygodniu. V tamtym czasie wciąż tańczyłam w "Plejadzie", jednak uczęszczałam również na zajęcia Szkoły Kieleckiego Teatru Tańca, przez co doba zaczęła być dla mnie trochę za krótka. Po szkole miałam tylko chwilę na odrobienie lekcji, odpoczynek i obiad, po czym tata zawoził mnie do Kielc. Kiedy wracałam, było już bardzo późno, a następnego dnia rano trzeba było wstać do szkoły. W międzyczasie pojawiła się kontuzja, która nie poprawiała całej tej sytuacji. Ale pomimo tych trudności cieszę się, że mogłam być tak aktywna i jestem bardzo wdzięczna za wsparcie ze strony rodziny. Bardzo często dostosowywali sobie własny dzień pod mój grafik.

Reklama

Co daje Ci dzisiaj większą, czystą satysfakcję – Twój własny udany występ na scenie czy moment, kiedy widzisz spektakularne sukcesy swoich młodych podopiecznych? 

Myślę, że to niesamowite doświadczenie widzieć kogoś na początku drogi, a później w momencie największego rozwoju, zwłaszcza kiedy zna się zaplecze tej ciężkiej pracy i widzi, ile ten człowiek włożył czasu, energii i determinacji, żeby to osiągnąć. Każda osoba, która do nas przychodzi, ma swoją niepowtarzalną, unikatową osobowość artystyczną. Technika jest kwestią wypracowania, więc jeśli młody pasjonat tańca ma determinację, jest uważny, systematyczny i chętny do pracy, może osiągnąć bardzo dużo. Oczywiście kocham tańczyć i dalej bardzo lubię czasem brać udział w koncertach "Plejady" jako tancerka, jednak przede wszystkim cieszę się, gdy widzę, jak rozrasta się miłość do tańca, jak zaangażowani w jego rozwój są ludzie w każdym wieku. Bardzo często to oni mnie inspirują, zwłaszcza kiedy czuję, że robię coś na zasadzie naszej współpracy, wspólnej zajawki, a nie tylko po to, żeby było równo jak w linijce i wygrało jak najwięcej złota. Oczywiście technika jest bardzo ważna i nieustannie nad nią pracujemy, jednak głównie myślę o tańcu jako emocjach, złapaniu widza za serce, przekazaniu historii lub zbudowania nastroju. Dlatego przede wszystkim kocham współpracę, dążenie do wspólnego celu.

Reklama

Jak z Twojej perspektywy wygląda codzienna praca choreografa? Skąd właściwie czerpiesz impulsy do nowych układów i jak w Twojej głowie rodzi się cały spektakl? 

To bardzo ciężki, obszerny temat. Wiele zależy od specyfiki projektu, który tworzę. Czasem jest to historia, którą chcę opowiedzieć, czasem tylko estetyka i wrażenie, które chcę zbudować. Niekiedy to muzyka mnie inspiruje, innym razem muszę odtworzyć choreograficznie czyjąś wizję i zamysł. Każdy projekt wiąże się z zupełnie innym procesem twórczym.

Reklama

Na co dzień pracujesz z dziećmi i młodzieżą w Parku Kultury. Czego ci młodzi tancerze uczą się od Ciebie, a czego Ty sama uczysz się od nich – oczywiście poza samymi krokami i techniką? 

Tych rzeczy jest tak wiele... Mam wrażenie, że praca z młodzieżą to nieustanna wymiana doświadczeń i to w tym chyba jest najpiękniejsze. Wzajemnie działamy na siebie, tworzymy to środowisko wspólnie, wnosząc swoje przyzwyczajenia, marzenia, ale także wspólnie przeżywamy porażki, gorsze dni i uczymy się na swoich błędach. Dzielimy się wsparciem, akceptacją i tolerancją. Ja puszczam im muzykę z baletów klasycznych do ćwiczeń przy drążku i przypominam, z jakiego to baletu, oni w zamian powiedzą mi, co teraz trenduje na TikToku i co oznaczają słowa z ich slangu.

Reklama

Otrzymałaś Stypendium Ministra Nauki i Szkolnictwa Wyższego za wybitne osiągnięcia artystyczne. Co ten sukces i oficjalne państwowe docenienie zmieniły w Twoim myśleniu o własnej drodze twórczej? 

Po krótkiej fali euforii i niedowierzania przyszedł drobny stres. Zawsze obawiam się, że w pewnym momencie moja droga się zatrzyma i nie będę w stanie już dalej się rozwijać, że stanę w miejscu. Boję się, że moje nowe prace nie będą tak ciepło odebrane jak poprzednie. Kiedy przychodzi jakieś wyróżnienie czy nagroda, te myśli nawracają. Są to jednak chwilowe stany, z których szybko staram się wychodzić. Poza pozytywnym poczuciem docenienia, wyróżnienia nie zmieniają zbyt wiele w mojej drodze. Starachowice to moje miejsce, staram się robić swoje i uczyć się na błędach. Przede wszystkim chcę być częścią tańca, chcę go szerzyć i przyczyniać się do rozrastania tej pięknej sztuki. Tworzyć dla ludzi i z ludźmi. To mój największy cel.

Reklama

Czy można być w pełni profesjonalnym artystą, a jednocześnie świadomie rozwijać się i tworzyć tutaj, w Starachowicach? Jakie realne możliwości daje młodym twórcom nasze miasto? 

W Starachowicach jest mnóstwo cudownych ludzi, którzy nieustannie podnoszą poziom tańca w mieście. Poza naszym zespołem działają tu inne formy taneczne, które również skrupulatnie dbają o rozwój tańca. Niejednokrotnie współpracowaliśmy z innymi grupami tanecznymi, współtworząc większe i mniejsze projekty, a to tylko udowodniło, że starachowiccy artyści mają moc. Nie zliczę nawet osób, które dbają o profesjonalną oprawę i logistykę spektakli, koncertów i innych występów tanecznych od kulis. Często poświęcają więcej czasu niż muszą, by dopiąć wszystko na ostatni guzik, by przećwiczyć wszystko jeszcze raz i jeszcze raz. Żeby dograć wszystko co do sekundy. Czasem najróżniejsze sposoby, by w stu procentach oddać wizję i klimat projektu. Cieszę się, że taniec tak rozkwita w moim rodzinnym mieście i uważam, że młodzi artyści mają tu przestrzeń na rozwój i prezentację swoich umiejętności tanecznych. I to w rękach (a właściwie nogach) tych młodych artystów jest zadbanie o to, by ta sztuka dalej rozkwitała. Zaangażowanie, pasja, determinacja, sumienność i chęć rozwoju wystarczą, by tworzyć i szerzyć piękne, dobre rzeczy.

Reklama

Na koniec muszę zapytać o muzykę – jaką rolę odgrywa w Twoim codziennym życiu? Czego słuchasz prywatnie i co mogłabyś z czystym sumieniem polecić naszym czytelnikom na natychmiastową poprawę nastroju?

Muzyka nie jedną rolę odgrywa w życiu. Ma właściwości pocieszające, nostalgiczne, rozrywkowe... Jest nieodłącznym elementem życia. Jeśli chodzi o muzykę, której słucham... Cóż, zdaje się, że słucham wszystkiego. Oddzielam playlisty z życia codziennego od tych pracowniczych i w aucie słucham różnorodnych utworów w zależności od nastroju. Gdybymiała się jednak przyznać, czego słucham najwięcej, z pewnością byłyby to zespoły takie jak Arctic Monkeys, Muse, Stromae i Panic! At The Disco, ale także LemON, Męskie Granie i Kortez. Cała moja playlista skonstruowana jest z naprawdę różnorodnych gatunków.

Reklama

***

Julia Ostatek - tancerka, choreografka i pedagożka tańca związana ze Starachowicami i Zespołem Tańca i Inscenizacji "Plejada". Absolwentka studiów I stopnia na kierunku Taniec na Akademii Humanistyczno-Ekonomicznej w Łodzi oraz Szkoły Choreografii w Krakowie. Laureatka prestiżowego Stypendium Ministra Nauki i Szkolnictwa Wyższego za wybitne osiągnięcia artystyczne. 

Źródło i opracowanie własne Aktualizacja: 15/10/2026 18:00
Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


 

 

 

 

 

 

 

 

 

 


Reklama

Wideo Starachowicki.eu




Reklama