Mieszkańcy osiedla Żeromskiego w Starachowicach zwracają uwagę na stan drzew rosnących przy placu zabaw, w sąsiedztwie bloku nr 5. Ich zdaniem część konarów stanowi zagrożenie dla dzieci korzystających z placu zabaw, ale także przechodniów i mieszkańców pobliskiego budynku. Sprawą ma zająć się Urząd Miejski.
Na osiedlu Żeromskiego drzewa, które rosną przy placu zabaw, od strony bloku nr 5, zagrażają przede wszystkim dzieciom i ich rodzicom, i nie tylko - również przechodniom oraz mieszkańcom tego bloku, bo wielkie konary sięgają elewacji, gdy wieje wiatr.
W ostatnim czasie spadła potężna gałąź tuż przy ogrodzeniu, za którym jest huśtawka. Do tego doszło, gdy nie było burzy. Najprawdopodobniej gałąź została nadłamana wcześniej, podczas ostatniej ulewy. Aż strach pomyśleć gdyby spadła na plac zabaw, gdzie bawią się dzieci. Najwyższy czas, aby odpowiedzialne służby jak najszybciej zajęły się tą sprawą tym bardziej, że okres lęgowy już się zakończył. Zresztą ptaszki są raczej mniej ważne niż ludzie - pisze Czytelnik dodając, że sprawa była zgłaszana w UM, ale urzędnik zasłaniał się okresem lęgowym, który minął.
Jak wyjaśnia Leszek Kowalski, rzecznik prasowy magistratu, w przypadku drzew znajdujących się na terenach miejskich, w sąsiedztwie nieruchomości wspólnot mieszkaniowych, wszelkie sygnały dotyczące konieczności ich przycięcia lub usunięcia powinny być zgłaszane do gminy Starachowice w formie pisemnej przez zarządcę nieruchomości lub wspólnotę mieszkaniową.
- W ostatnim roku nie wpłynęło do Urzędu Miejskiego takie zgłoszenie dotyczące wskazanego terenu. Ze względu na częste konflikty sąsiedzkie w tego typu sprawach, Gmina rozpatruje wnioski, kierując się przede wszystkim interesem społecznym, bezpieczeństwem mieszkańców i stanem drzew, a nie wyłącznie indywidualnymi oczekiwaniami. Jednocześnie ze swojej strony zapewniamy, że niezwłocznie zajmiemy się wskazaną sprawą. Pracownicy Urzędu Miejskiego dokonają oględzin tego miejsca i ocenią, czy istnieje potrzeba podjęcia konkretnych działań. Zachęcamy mieszkańców miasta, aby w przypadku problemów związanych z drzewami kontaktowali się ze swoim zarządcą i prosili o przekazanie sprawy Gminie w formie pisemnej - odpowiada L. Kowalski.
fot. drzew Konrad Rączka
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Urząd bardzo ochoczo usuwa zdrowe drzewa pod różne inwestycje ( vide Pałacyk) ale z usuwaniem zagrożeń jest już gorzej. Jak nie ma zgłoszenia to według rzecznika drzewo ma prawo zabić człowieka...Nikt nad tym nie panuje i nie robi przegladów pod kątem zagrożeń....
Pani Jamka, porusza Pani kontrowersyjną sprawę, to wypadałoby wykazać więcej rzetelności. Po pierwsze, to gałęzie spadły w czasie nocnej burzy, więc dzieci nie były zagrożone. Po drugie, w czasie burzy nie powinno się spacerować pod drzewami, bo nie tylko spadające gałęzie są zagrożeniem, ale również bijące pioruny. Fakty są takie, że to jest problem wydumany, mający na celu wycinkę tych drzew. Nie pamiętam, żeby w ciągu kilkudziesięciu lat, spadająca gałąź kogoś uszkodziła, a pamiętam, że są problemy ze sprzątaniem tego terenu, zarówno w zimie - śniegu i lodu, a w lecie zalegających śmieci na chodnikach i trawnikach, mimo wielokrotnych interwencji w tej sprawie. W czasie ostatniej zimy, wiele osób wywracało się tam, a jedna kobieta złamała sobie biodro. To było realne zagrożenia dla ludzi, a jednak ani radny Rączka, ani pani Jamka nie alarmowali, że jest tu niebezpiecznie. Również ten mieszkaniec, który nie lubi drzew siedział cicho. Reasumując, proszę nie zasłaniać się dziećmi w tej sprawie, bo bardzo rzadko korzystają z tego placu zabaw, co widać nawet na tych zdjęciach - nie ma tam nikogo. Wejścia do bloku obok placu, znajdują się z drugiej strony, więc mieszkańcy też nie są zagrożeni. Dziwię się, że osoba, której przeszkadzają drzewa, nie zdaje sobie sprawy, że wydzielają one niebotyczne ilości tlenu, co jest bardzo istotne, w sytuacji dużego ruchu komunikacyjnego na ul. Żeromskiego; przejeżdżają tamtędy setki samochodów, generując ogromne ilości spalin. Te drzewa pomagają je zneutralizować. Takimi durnymi interwencjami, doprowadzicie do tego, że zostaną wycięte, a spaliny będą zatruwać was, bezpośrednio w mieszkaniach. Ten plac zabaw powinien zostać przeniesiony gdzieś z dala od tej ulicy ze względu na spaliny. Szkoda, że tego nie zauważyli przenikliwi obywatele, w osobach: radnego Rączki i pani Jamki.
Żeby tylko nie wycięli drzew, bo tak najprościej...
Urząd bardzo ochoczo usuwa zdrowe drzewa pod różne inwestycje ( vide Pałacyk) ale z usuwaniem zagrożeń jest już gorzej. Jak nie ma zgłoszenia to według rzecznika drzewo ma prawo zabić człowieka...Nikt nad tym nie panuje i nie robi przegladów pod kątem zagrożeń....
Pani Jamka, porusza Pani kontrowersyjną sprawę, to wypadałoby wykazać więcej rzetelności. Po pierwsze, to gałęzie spadły w czasie nocnej burzy, więc dzieci nie były zagrożone. Po drugie, w czasie burzy nie powinno się spacerować pod drzewami, bo nie tylko spadające gałęzie są zagrożeniem, ale również bijące pioruny. Fakty są takie, że to jest problem wydumany, mający na celu wycinkę tych drzew. Nie pamiętam, żeby w ciągu kilkudziesięciu lat, spadająca gałąź kogoś uszkodziła, a pamiętam, że są problemy ze sprzątaniem tego terenu, zarówno w zimie - śniegu i lodu, a w lecie zalegających śmieci na chodnikach i trawnikach, mimo wielokrotnych interwencji w tej sprawie. W czasie ostatniej zimy, wiele osób wywracało się tam, a jedna kobieta złamała sobie biodro. To było realne zagrożenia dla ludzi, a jednak ani radny Rączka, ani pani Jamka nie alarmowali, że jest tu niebezpiecznie. Również ten mieszkaniec, który nie lubi drzew siedział cicho. Reasumując, proszę nie zasłaniać się dziećmi w tej sprawie, bo bardzo rzadko korzystają z tego placu zabaw, co widać nawet na tych zdjęciach - nie ma tam nikogo. Wejścia do bloku obok placu, znajdują się z drugiej strony, więc mieszkańcy też nie są zagrożeni. Dziwię się, że osoba, której przeszkadzają drzewa, nie zdaje sobie sprawy, że wydzielają one niebotyczne ilości tlenu, co jest bardzo istotne, w sytuacji dużego ruchu komunikacyjnego na ul. Żeromskiego; przejeżdżają tamtędy setki samochodów, generując ogromne ilości spalin. Te drzewa pomagają je zneutralizować. Takimi durnymi interwencjami, doprowadzicie do tego, że zostaną wycięte, a spaliny będą zatruwać was, bezpośrednio w mieszkaniach. Ten plac zabaw powinien zostać przeniesiony gdzieś z dala od tej ulicy ze względu na spaliny. Szkoda, że tego nie zauważyli przenikliwi obywatele, w osobach: radnego Rączki i pani Jamki.
Żeby tylko nie wycięli drzew, bo tak najprościej...