Wracasz z zakupami, rozmawiasz przez telefon, albo po prostu idziesz z psem na spacer po osiedlowym podwórku. I nagle czujesz na sobie ten zimny, szklany wzrok. Z wnęki okiennej na drugim piętrze wystaje nowoczesna kamera. Patrzy prosto na plac zabaw i gminny parking. Ktoś powie: "Super, jest bezpieczniej". Większość mieszkańców czuje jednak narastającą wściekłość. Czy w polskich miastach legalne stało się tworzenie prywatnych, miniaturowych placówek policyjnych w oknach bloków? Sprawdziliśmy, co na ten temat mówi prawo. No i co? "Wielki Brat" z sąsiedztwa najczęściej działa całkowicie nielegalnie!
Gdy na klatce schodowej wybucha awantura o nową kamerę w oknie, argument właściciela sprzętu jest niemal zawsze taki sam:"Panie! Mi tu dwa lata temu lusterko urwali! Ja nie podglądam ludzi, ja tylko pilnuję swojego prywatnego samochodu na parkingu!"
Z punktu widzenia kogoś, kto wydał kilkadziesiąt tysięcy złotych na auto, intencja wydaje się uczciwa. Kamera ma być cyfrowym stróżem. Co więcej, właściciele takich urządzeń często uważają, że robią sąsiadom przysługę – w końcu jak ktoś zarysuje inny samochód, to "będzie nagranie".
Problem pojawia się wtedy, gdy obiektyw, aby uchwycić wspomniane auto, musi przy okazji rejestrować całe gminne podwórko. Chodnik, po którym biegają dzieci, ławkę, na której rozmawiają seniorzy, oraz wejście do klatki schodowej. Dla mieszkańców to jawny zamach na ich prywatność. Kto ma dostęp do tych nagrań? Gdzie one trafiają? Czy sąsiad nie ogląda ich wieczorem przy piwie, sprawdzając, kto z kim wraca do domu?
Właściciele kamer bardzo często powołują się na tzw. "wyjątek domowy". Uważają, że skoro kupili kamerę za własne pieniądze i zamontowali ją w obrębie swojego okna, to unijne rozporządzenie o ochronie danych (RODO) ich nie dotyczy. To gigantyczny błąd, który może kosztować tysiące złotych.
Kluczowy w tej kwestii jest wyrok Trybunału Sprawiedliwości UE (słynna sprawa Ryneš). Sędziowie jasno wskazali: jeśli Twój prywatny monitoring rejestruje choćby centymetr przestrzeni publicznej (drogi, chodnika, placu należącego do gminy), "wyjątek domowy" przestaje działać.
W tym momencie prywatna osoba z bloku staje się... Administratorem Danych Osobowych. A to oznacza, że na barki sąsiada spadają obowiązki, których jako osoba prywatna po prostu nie jest w stanie spełnić. Powinien okleić podwórko tabliczkami informacyjnymi ze swoim imieniem, nazwiskiem i numerem telefonu. Musi też zapewnić każdemu przechodniowi prawo do wglądu w nagrania oraz ich usunięcia. Absurd? Tak, dlatego Prezes Urzędu Ochrony Danych Osobowych (UODO) bezlitośnie nakazuje demontaż takich kamer, a w skrajnych przypadkach nakłada gigantyczne kary finansowe (sięgające nawet kilkunastu tysięcy złotych).
Co więcej, wnęka okienna od zewnętrznej strony to w myśl prawa... część wspólna budynku, którą zarządza wspólnota, a nie prywatny folwark. Montaż czegokolwiek na elewacji bez zgody sąsiadów w formie uchwały jest samowolą.
Czy to oznacza, że monitoring w Polsce jest dla osób prywatnych całkowicie zakazany? Absolutnie nie. Prawo pozwala na instalację kamer, ale stawia jeden, twardy warunek: Twój wzrok sięga tylko do granicy Twojej prywatności.
Właściciel kamery nie łamie prawa wyłącznie w następujących sytuacjach:
Monitoring własnej posesji: Jeśli mieszkasz w domu jednorodzinnym, możesz obwiesić go kamerami z każdej strony, pod warunkiem, że ich obiektywy są skierowane w dół i rejestrują wyłącznie Twój ogród, Twoją podjazd i Twoje ogrodzenie. Kadrowanie musi być tak ustawione, by nie "zaglądać" na podwórko sąsiada ani na ulicę.
Kamera na korytarzu (tzw. judasz elektroniczny): Możesz zamontować kamerę w drzwiach mieszkania w bloku, jeśli nagrywa ona wyłącznie wąski fragment przestrzeni bezpośrednio przed Twoimi drzwiami (np. w celu weryfikacji, kto dzwoni). Nie może ona jednak stale rejestrować całego korytarza i drzwi do mieszkań innych osób.
Wykorzystanie funkcji maskowania: Nowoczesne kamery posiadają oprogramowanie pozwalające na cyfrowe zaczernienie (wycięcie) fragmentów obrazu. Jeśli właściciel kamery w sądzie lub przed inspektorem UODO udowodni, że za pomocą "stref prywatności" całkowicie zablokował podgląd na wspólne podwórko, a widzi tylko i wyłącznie dach swojego auta – ma szansę obronić swoje racje.
Jeśli administrator budynku (często zewnętrzna firma) rozkłada ręce, tłumacząc, że "to w oknie prywatnego mieszkania", mieszkańcy nie są bezbronni. Pierwszym krokiem powinno być pisemne wezwanie sąsiada (za pośrednictwem zarządu wspólnoty) do usunięcia kamery z elewacji/wnęki ze względu na brak uchwały.
Jeśli to nie poskutkuje, najskuteczniejszą bronią jest oficjalna skarga do UODO. Urząd podchodzi do tematu bardzo poważnie, a widok kontroli i widmo wielotysięcznej kary potrafi skutecznie wyleczyć osiedlowych pasjonatów inwigilacji z ich "hobbystycznego" monitoringu.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze