Seniorka ze Starachowic straciła fortunę, bo uwierzyła w dramatyczną historię o wypadku córki. Policja ruszyła w pościg i dopadła 19-letniego "odbieraka" aż na Śląsku. Sąd nie miał litości.
To historia jak z koszmaru, który niestety wydarzył się naprawdę. 30 kwietnia w Starachowicach 82-letnia kobieta odebrała telefon, który zmienił wszystko. W słuchawce usłyszała głos mężczyzny podającego się za policjanta. Przekazał dramatyczną wiadomość, jakoby jej córka miała spowodować poważny wypadek i pilnie potrzebne są pieniądze na "kaucję", by uniknąć więzienia.
Seniorka nie miała wątpliwości. Strach o bliską osobę był silniejszy niż rozsądek. Gdy pod jej drzwi zapukał młody mężczyzna przedstawiający się jako "aplikant prokuratora", przekazała mu aż 50 tysięcy złotych.
Prawda wyszła na jaw dopiero chwilę później. Kobieta skontaktowała się z córką i zrozumiała, że padła ofiarą bezwzględnych oszustów.
- Sprawą natychmiast zajęli się policjanci ze Starachowic. Funkcjonariusze z wydziału do walki z przestępczością ruszyli tropem przestępców. Śledztwo szybko nabrało tempa, a trop zaprowadził ich aż na teren województwa śląskiego. Tam, w miniony czwartek, wspólnie z kryminalnymi z Kielc, zatrzymali 19-letniego mężczyznę. Jak ustalili śledczy, to właśnie on pełnił rolę tzw. "odbieraka", czyli osoby, która fizycznie przejmuje pieniądze od ofiar - poinformowała sierż. Klaudia Saramak z KPP w Starachowicach.
Zatrzymany trafił do policyjnej celi, a już następnego dnia stanął przed sądem w Starachowicach. Decyzja była szybka i stanowcza. Na wniosek prokuratury 19-latek został tymczasowo aresztowany na 3 miesiące.
To jednak dopiero początek jego problemów. Za udział w oszustwie grozi mu nawet do 8 lat więzienia.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze