Kamienna w ostatnich dwóch kolejkach, jakie pozostały do zakończenia rundy wiosennej musi na treningach popracować nad skutecznością i co równie istotne, stwarzaniem sytuacji do zdobycia gola. Brak tych dwóch elementów sprawił, że popularni biało-niebiescy zakończyli niedzielą potyczkę z ŁKS-em Łagów bez choćby jednego oczka.
Goście byli zdecydowani pod bramką Dymanowskiego. Przed przerwą zdołali znaleźć sposób na pokonanie defensywy gospodarzy. W drugiej połowie jeden wypad wystarczył do tego by, podwyższyć wynik na 2:0. Ekipa z Brodów miała sporo zastrzeżeń w tej sytuacji do arbitra bocznego, który nie zasygnalizował pozycji spalonej.
W końcówce nerwy znów wzięły górę, a sędzia Adrian Leszczyński musiał coraz częściej sięgać do kieszeni z żółtymi kartkami. W zespole miejscowym z dobrej strony pokazał się Kamil Dziadowicz, który indywidualnymi akcjami próbował rozmontować defensywę ŁKS-u. Pojedyncze zrywy to jednak zbyt mało, by myśleć o zdobywaniu bramek. Dziadowiczowi zabrakło wsparcia z drugiej linii, a także skrzydeł. Kamienna w najbliższą niedzielę zmierzy się z Lubrzanką Kajetanów. Goście zapewne będą chcieli zrehabilitować się za porażkę przed własną publicznością.
IV liga świętokrzyska
32. kolejka (3 czerwca)
KAMIENNA BRODY – ŁKS ŁAGÓW 0:2 (0:1)
0:1 Damian Piotrowicz (11), 0:2 Mateusz Partyka (59)
Sędziował: Adrian Leszczyński (Kielce). Widzów: ok. 100.
Komentarze