Czy do tego zdarzenia miało prawo w ogóle dojść? Takie pytanie do dziś zadają sobie rodzice 5-letniego chłopca, który jak wynika ze wstępnych ustaleń śledczych, uległ poważnemu wypadkowi. Na terenie prywatnej posesji, chłopiec został porażony prądem. Niezbędna była natychmiastowa interwencja ratowników medycznych.
Okoliczności wypadku wyjaśniają świętokrzyscy stróże prawa. - Sprawa została potraktowana poważnie. Na chwilę obecną nikt nie został zatrzymany. Wiele wskazuje bowiem na to, iż doszło do nieszczęśliwego wypadku – powiedział w rozmowie z portalem starachowicki.eu Maciej Ślusarczyk z zespołu prasowego Komendy Wojewódzkiej Policji w Kielcach. Stróże prawa wiadomość o zdarzeniu, otrzymali w minioną sobotę (24 sierpnia). Zbliżała się godz. 14, kiedy telefon zadzwonił po raz pierwszy.
W miejscowości Psary-Podłazy, w gminie Bodzentyn, na terenie powiatu kieleckiego, 61-latek wykonywał prace piłą elektryczną. Kiedy zakończył, na posesji pozostawił przewód, zasilający piłę. 5-letni chłopiec przebywający na tej posesji w pewnym momencie chwycił za wtyczkę. Wówczas doszło do porażenia prądem – tłumaczył M. Ślusarczyk. W ciągu kilkunastu minut od zgłoszenia, na miejscu pojawił się śmigłowiec lotniczego pogotowia ratunkowego. Ratownicy udzielili 5-latkowi wstępnej pomocy, a następnie przetransportowali go do specjalistycznej placówki medycznej w Kielcach.
Początkowo stan poszkodowanego, lekarze określali jako poważny. Chłopiec w momencie porażenia prądem stracił przytomność. - Z informacji jakie posiadamy wynika, iż 61-latek to dziadek chłopca. Jest mieszkańcem gminy Bodzentyn. 5-latek przyjechał odwiedzić go wraz z rodzicami, którzy jak wynika z dotychczasowych ustaleń znajdowali się w pobliżu posesji na terenie której wydarzył się wypadek – zaznaczył funkcjonariusz zespołu prasowego KWP Kielce.
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze