Wchodzimy do lokalu w bloku z lat 50. przy ulicy Staszica 5 w Starachowicach. Tam, gdzie kiedyś mieściły się białe gabinety przychodni zdrowia, dziś bije serce pierwszej w historii miasta prywatnej sali wystawowej: Galerii Autorskiej Czesława Kotwicy. Dawno wywietrzał zapach dawnych medykamentów. Ustąpił miejsca głębokiej, hipnotyzującej woni terpentyny, oleju lnianego i świeżych werniksów. Ściany dawnej przychodni szczelnie wypełniają płótna pełne nasyconych błękitów, wyrazistych róży i pejzaży. To miejsce powstało z marzeń pana Czesława i jego żony Marzeny, która od początku dopingowała męża do stworzenia tej lokalnej "Zachęty". Artysta odkłada jeden z nowych obrazów i siada naprzeciwko mnie.
???? Czesław Kotwica: - To dzięki żonie powstało miejsce, gdzie mogę prezentować i pokazać szerszej publiczności swoje prace. W ten sposób realizuję swoje marzenia. To miejsce wystaw, ale również galerio-pracownia, gdzie chętnie zapraszam innych twórców, malarzy. Ta galeria to nie tylko możliwość wyrażania siebie, swojej wrażliwości, twórczości, ale też akt odwagi. Sztuka pociągała mnie od zawsze. Nie mam kierunkowego wykształcenia, ale sztuka wypełnia pozytywnie moje życie, nadaje mu sens, dzięki niej chce się żyć. Maluję krajobrazy, portrety, ale też obrazy nie do końca realistyczne. Dominuje technika olejna, ale ostatnio coraz częściej maluję akrylami, są mniej szkodliwe i toksyczne. Pokazuję to, co dla mnie ważne, to jest odbicie, odzwierciedlenie tego, co jest we mnie. Powiązane jest ze światem zewnętrznym, tym, co nas otacza, czym żyjemy aktualnie. Pomysłów mam wiele, ale trzeba mieć odwagę, by w tym obecnym chaosie się wyciszyć i tworzyć.
???? Ewelina Jamka: - Masz na swoim koncie kilkaset płócien, które zdobią ściany na całym świecie. Czy jest pośród nich chociaż jeden obraz, którego nie sprzedałbyś nigdy i za żadne pieniądze?
???? - Być może jest, ale jeszcze o tym nie wiem. Moje obrazy - a mam ich na swoim koncie kilkaset – są w różnych miejscach w kraju i na świecie. Te, które przechowuję u siebie, musiałbym przejrzeć, by być może ze względów sentymentalnych nie były na sprzedaż. Na pewno nie sprzedałbym portretów żony czy dzieci, takich obrazów, które wiążą się z jakimiś wspomnieniami.
???? - Co z perspektywy czasu jest dla Ciebie trudniejsze: moment, w którym siadasz do zupełnie pustego, białego płótna, czy chwila, w której musisz odłożyć pędzel i uznać obraz za ostatecznie skończony?
???? - Jak siadam do pustego płótna, to widzę już w zasadzie skończony obraz, ale po drodze bywa różnie, czasem różni się on diametralnie od pierwotnego zamysłu. Wielu artystów ma problem z tym, kiedy skończyć. Jest nawet taka anegdota: uczeń pyta mistrza: "Mistrzu, co by tu dodać, żeby było pięknie?". Na co mistrz odpowiedział: "Sztuką jest odejmować, a nie dodawać". Czasem mniej znaczy więcej. Osobiście nie mam większego profesjonalizmu ze skończeniem, czasem coś poprawiam, ale to jest rzadkość.
???? - W Twojej galerii rzuca się w oczy dominacja niebieskich tonów, błękitów. Czy w Twojej palecie istnieje kolor, którego kiedyś szczerze nie lubiłeś, a dziś nie wyobrażasz sobie bez niego malowania?
???? Kolor, który preferuję, to niebieski, błękit – często go używam, jest dominujący w różnych odcieniach. Kiedyś unikałem różu, żółci, zawsze "łamałem" te kolory, żeby nie świeciły. Budując jednak swój warsztat, z wiekiem zaczynam doceniać wyrazistość tych barw. Róż może być piękny...
???? - Swoje prace pokazywałeś już w Nowym Jorku, Paryżu, Danii, Krakowie czy Kielcach. Czy publiczność w światowych metropoliach patrzy na malarstwo zupełnie inaczej niż mieszkańcy mniejszych miast w Polsce?
???? - Do jakiegoś pułapu każdy z nas ma poczucie estety, lubi się otaczać pięknymi rzeczami. Ale sztuka tzw. wymagająca, np. modernistyczna, może być trudna w odbiorze. I to nie jest kwestia pochodzenia, ale wiedzy, edukacji. Np. abstrakcja Picassa może być niezrozumiała dla widza, niezależnie czy zostanie pokazana w Nowym Jorku, czy w mniejszym mieście. Dziś możliwości obcowania ze sztuką są nieograniczone. To kwestia poszukiwania i chęci, a wiele galerii powstaje nawet na wsiach w stodołach i tam sztuka ma również swoich odbiorców.
???? - Jaką rolę powinna dziś pełnić sztuka? Czy jej zadaniem jest prowokowanie, wyciszanie nas, czy może bezkompromisowe zmuszanie do zadawania trudnych pytań?
???? - To wszystko razem musi współgrać. Każdy artysta to inna osobowość, żyje w różnym czasie, ma różne formy wyrazu. Generalnie świat stawia coraz większe wymagania, ale to, co jest niezmienne – poprzez sztukę artysta zabiera głos, odnosi się do odbiorcy, chce mu coś przekazać. Sztuka nie zawsze ma się skupiać na dekoracji, choć do tego się sprowadza. Jej wartością jest wyraz właśnie...
???? - Gdybyś mógł cofnąć czas i spotkać samego siebie sprzed trzydziestu lat – tego chłopaka, który dopiero po cichu marzył o sztuce – jaką jedną, najważniejszą radę byś mu dał?
???? - Trzeba być odważnym w tym, co się robi, nie poddawać się, być szalonym, nie bać się ryzykować. Artysta musi wierzyć w to, co robi, bez względu na wszystko. Musi się promować, czasem iść pod prąd.
???? - A jeśli coś idzie nie po Twojej myśli? Czy zdarza się, że w przypływie frustracji niszczysz gotowe prace, bo nie spełniają Twoich oczekiwań?
???? - Nie zdarzyła się taka sytuacja. Czasem coś przemalowuję, ale nie obchodzę się tak drastycznie z tym, co robię.
???? - Kiedy patrzysz na historię malarstwa, bardziej wierzysz w czysty, otrzymany od losu talent, czy w codzienną, rzemieślniczą i mozolną pracę przed sztalugą?
???? - Mówi się, że 10 procent talentu, reszta to ciężka, mozolna praca. Np. Malczewski i jemu podobni, to ogromny talent, ale poparty tytaniczną pracą. Z iskrą talentu powstają unikatowe dzieła.
???? - Wyobraź sobie, że zamykamy na klucz te drzwi przy Staszica, stawiasz na środku stół i możesz zaprosić do niego trzech dowolnych artystów z całej historii świata - żyjących bądź nie. Kto usiadłby z Tobą przy kawie w Starachowicach?
???? - Na pewno byłby to mój przyjaciel z Nowego Jorku Janusz Skowron, który był moim nauczycielem. W swojej galerii prezentowałem jego prace, prace jego żony Anny i syna Artura. Ze współcześnie żyjących malarzy wymieniłbym jeszcze Leona Tarasewicza i Wilhelma Sasnala - to twórcy, których bardzo cenię, którymi się inspiruję, z którymi chętnie bym porozmawiał. Ich sztuka na mnie oddziałuje. Od zawsze podziwiałem Jacka Malczewskiego i to jest bez wątpienia mój numer jeden!
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze