- Byłem na wielu spotkaniach piłkarskiej reprezentacji Polski, ale atmosfery na meczu szczypiornistów i tego co działo się w krakowskiej Tauron Arenie nie da się porównać do futbolowych wydarzeń – dzieli się wrażeniami starachowiczanin Mateusz Prokop, który wraz z grupą przyjaciół wspierał Polaków w pojedynku mistrzostw Europy w piłce ręcznej mężczyzn. Turniej, któremu od początku towarzyszyły wielkie emocje zakończył się w miniony weekend.
Polskich kibiców ogarnęło szaleństwo na punkcie szczypiorniaka. Każde spotkanie biało-czerwonych przyciągnęło na trybuny nowoczesnej Tauron Areny tłumy sympatyków. Wśród nich nie mogło również zabraknąć kibiców ze Starachowic i okolic.
- Bilety nie było łatwo zdobyć, ale kiedy okazało się, że nasza reprezentacja awansowała do drugiej fazy mistrzostw, w stolicy Małopolski musieliśmy się pojawić – wspomina w rozmowie z TYGODNIK-iem Mateusz Prokop, który od lat śledzi to co dzieje się nie tylko na arenach futbolowych. - Chyba nie ma kibica, który nie dopingowałby ekipy Bieglera. Wszyscy trzymaliśmy za nią kciuki – podkreśla starachowiczanin, który na żywo obserwował potyczkę biało-czerwonych z Norwegią.
Mimo porażki 28:30, fani nie tracili dobrych nastrojów. - Doping od pierwszego do ostatniego gwizdka sędziego nosił się po hali – relacjonował nasz rozmówca. Polacy z marzeniami o medalu pożegnali się już w środę. Ulegli Chorwacji różnicą aż 14 bramek (23:37). - Wielka szkoda, bo nasza reprezentacja zasłużyła na to, by znaleźć się w najlepszej czwórce mistrzostw Starego Kontynentu. Oby w turnieju kwalifikacyjnym do Igrzysk Olimpijskich w Rio de Janeiro i już na samych Igrzyskach było znacznie lepiej - kończy starachowiczanin.
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze