- Jest bardzo źle - oceniają kupcy z Targowicy. - Jest taki bałagan, że nie można przejść. Targowica miała być tylko dla kupujących a od 6.00 rano przyjeżdżają hurtownicy samochodami, że nie ma jak przejść. Pod same stoiska wjeżdżają, blokują przejście, osoby starsze, matki z wózkami są lekceważone, jakby w ogóle klient się nie liczył.
Podnoszone przez Czytelniczkę praktyki są znane zarządcom targowiska, którzy twierdzą, że tak było i jest.
- Jest brama wjazdowa przy punkcie lotto i brama wyjazdowa - na przeciwko Baru Targowa. Generalnie nie ma zakazu wjazdu samochodem na teren targowicy. Ale obowiązuje on wyłącznie za okazaniem karty uprawniającej do wjazdu. Zgodę na wjazd wydaje administrator targowiska. Bywa z tym jednak różnie. Ludzie wjeżdżają i tak naprawdę niewiele można z tym zrobić przy dwóch osobach obsługi. Trudno nad tym zapanować - mówi Adam Sałata, zarządca targowiska. - Osobiście zostałbym potrącony przez samochód. Kiedy zapytałem kierowcę dlaczego tu wjeżdża, odpowiedział, że po ziemniaki i pomidory - większe ilość. Trudno wobec takiego tłumaczenia komuś odmówić, by podjechał pod stragan. Ale kierowcy nagminnie wjeżdżają, nie tylko ci, którzy mają problemy z poruszaniem i nie mogliby przejść kilka metrów z zakupami do parkingu. Ludzie robią to dla wygody. Samochodów przybywa a targowica nie jest z gumy. Problem dotyczy zwłaszcza części warzywnej. Rozumiem zarówno kupujących zmotoryzowanych, jak i tych, których to bulwersuje. To jest kultura ludzi. To ich niefrasobliwość - podsumowuje zarządca licząc, że sytuacja ta ulegnie poprawie z chwilą modernizacji placu Targowicy Miejskiej, która jest w planach.
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze