Starachowiczanie długo męczyli się, by znaleźć sposób na rozmontowanie defensywy OKS-u Opatów. Sztuka ta udała się dopiero w końcówce meczu, kiedy w odpowiednim miejscu i czasie znalazł się niezawodny Mariusz Fabjański. Snajper zielono-czarnych zakończył pierwszą odsłonę sezonu z dorobkiem 16 trafień i tytułem króla strzelców rundy jesiennej.
- Długo musieliśmy czekać na przełamanie, ale w końcu udało się. Nieważne w jakim stylu i jakim sposobem. Liczyło się przede wszystkim to, by sięgnąć po trzy punkty - powiedział po ostatnim gwizdku arbitra Tomasz Siczek, szkoleniowiec Staru. – Mieliśmy nadzieję, że seria niekorzystnych wyników zostanie przerwana. W szatni, po meczu, chcieliśmy odpowiedzieć na pytanie: kto wygrał mecz. Przyznam szczerze, że zeszło ze mnie powietrze – dodał trener miejscowych, którzy w drugiej połowie zdominowali ekipę gości. – Nawet po wygranej, dla mnie niesmak z końcówki rundy i tak zostanie. Nie byliśmy w stanie przełamać się w ciągu czterech, kolejnych spotkań. Takie sytuacje nie powinny mieć miejsca. Trzy porażki były dla mnie nie do przyjęcia. Nie jesteśmy zespołem, który rywalizuje w Ekstraklasie, tylko w okręgówce. W tej lidze walką i zaangażowaniem można zdziałać wiele – podkreślił.
Komentarze