Litości dla rywala nie mieli gracze Staru Starachowice. Lider świętokrzyskiej klasy okręgowej pokonał Astrę Piekoszów 5:0. Snajperski nos nie zawiódł ponownie w tej rundzie Mariusza Fabjańskiego. – Pierwsza połowa była słaba w naszym wykonaniu. Nie przypominaliśmy drużyny, która stara się wygrać za wszelką cenę. Wyglądało to tak, jakbyśmy chcieli rozegrać mecz na chodzonego – stwierdził Arkadiusz Bilski, trener Staru, który przed przerwą stworzył kilka klarownych okazji. Na gola zamienić udało się tylko jedną.
Nie operowaliśmy zbyt dobrze futbolówką. W przerwie, w szatni musiało paść wiele mocnych, męskich słów. To przyniosło efekt, w postaci bramek. Nie oczekuję od drużyny, by rywal położył się na murawie i prosił o jak najniższy wymiar kary. Priorytety są inne. Od zespołu oczekuję, by do każdego rywala podchodził należycie, z odpowiednim szacunkiem – mówił szkoleniowiec zielono-czarnych. Druga połowa, w wykonaniu miejscowych graczy wyglądała zupełnie inaczej. – Przede wszystkim lepiej operowaliśmy piłką. Pokazywaliśmy się na pozycjach. Cztery gole nie wzięły się z przypadku. To efekt naszej solidnej pracy – dodał trener Bilski.
Na listę strzelców wpisywała się starachowicka młodzież: Jakub Kania, Filip Niewczas oraz Emil Gołyski. – Cztery trafienia to obraz naszej siły. Byliśmy w stanie sięgnąć po 3 punkty. To cieszy mnie jako szkoleniowca, a przede wszystkim kibiców, którzy dziś pojawili się na stadionie – zakończył.
Komentarze