Setne urodziny to niezwykły jubileusz, ale historia życia Tadeusza Pochecia pokazuje, że za długowiecznością kryją się siła charakteru, pracowitość i niezwykłe doświadczenia. Z tej okazji jubilata odwiedził prezydent Starachowic Marek Materek, składając mu osobiste życzenia.
- Dziś miałem przyjemność odwiedzić Pana Tadeusza Pochecia, który 14 maja świętuje swoje setne urodziny i złożyć mu życzenia kolejnych lat w zdrowiu. Spotkanie z Panem Tadeuszem było okazją do wysłuchania kolejnej historii życia wspaniałego człowieka, który urodził się w Pawłowie, a w kolejnych latach przeżył wiele - poinformował na swoim profilu społecznościowym prezydent Marek Materek
Tadeusz Pocheć urodził się w Pawłowie i już jako młody chłopiec doświadczył trudów II wojny światowej. Gdy w 1939 roku Niemcy wkroczyli do Polski, miał zaledwie 13 lat. Został skierowany do pracy w Zakładach Starachowickich, gdzie poza codziennymi obowiązkami angażował się również w działania sabotażowe przeciwko okupantowi.
Jak wspominał, Niemcy nie podejrzewali, że spokojny i pracowity chłopiec, rozwożący towary po zakładzie, nocą może niszczyć maszyny pracujące na rzecz wroga. Codziennie pokonywał pieszo drogę z rodzinnego Pawłowa do pracy, często w drewniakach, co dziś robi ogromne wrażenie.
W czasie wojny jubilat działał także w konspiracji. Służył w oddziale Batalionów Chłopskich, gdzie dosłużył się stopnia porucznika.
Po zakończeniu wojny rozpoczął służbę w milicji. To właśnie podczas pracy na posterunku w Bałtowie poznał swoją przyszłą żonę Janinę. Razem stworzyli kochającą się rodzinę, wychowując dwie córki Elżbietę i Marię. Ich wspólne życie trwało wiele lat, aż do śmierci pani Janiny pięć lat temu.
Dziś Pan Tadeusz może cieszyć się dużą, wielopokoleniową rodziną. Jest dumnym dziadkiem pięciorga wnuków i pradziadkiem ośmiorga prawnuków. Najmłodsza z nich, pięciomiesięczna Majka, jest oczkiem w głowie jubilata.
Choć wielu pyta o receptę na długowieczność, Pan Tadeusz nie wskazuje jednej. Przez całe życie był aktywny, pracował zarówno w rolnictwie, jak i w różnych zawodach. Dziś ceni sobie proste przyjemności, a codzienne posiłki przygotowuje mu opiekująca się nim pani Grażyna.
Jubilat wciąż imponuje kondycją. Chętnie wychodzi na spacery po swoim osiedlu, a jeszcze kilkanaście lat temu regularnie jeździł na rowerze, przemierzając ulubione zakątki miasta.
Historia Pana Tadeusza to dowód na to, że "forma na sto" to nie tylko powiedzenie, ale styl życia, który buduje się przez lata.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Niech jubilat lepiej nie wychodzi na spacery, bo wiecznie uśmiechnięty wizjoner nie daje rady z naprawą schodów i chodników. Wstyd ogromny ale pewnie chwalił się wielkimi osiągnięciami...
Niech jubilat lepiej nie wychodzi na spacery, bo wiecznie uśmiechnięty wizjoner nie daje rady z naprawą schodów i chodników. Wstyd ogromny ale pewnie chwalił się wielkimi osiągnięciami...