Reklama

Zaczęło się od spaceru, skończyło na buncie. Manifestacja mieszkańców Starachowic 31 sierpnia 1982 r.

Już za kilka dni minie kolejna rocznica wydarzeń z 31 sierpnia 1982 roku, gdy ulice Starachowic zatrzęsły się od potężnego protestu przeciwko komunistycznej dyktaturze. Choć podziemie planowało chodnikowe „spacery”, to determinacja i spontaniczna decyzja tysięcy mieszkańców zaskoczyły milicję i jej partyjnych mocodawców. Publikujemy świadectwo tamtych dni, napisane przez Jana Seweryna. Tego dnia był wśród ludzi, którzy nie bali się wykrzyczeć tego, co ich bolało. Niektórzy z nich zapłacili za to dużą cenę.

31 sierpnia 1982 roku w Starachowicach doszło do manifestacji przeciwko stanowi wojennemu. Mało kto wie, że przyczynkiem do tej manifestacji był… Świdnik.

To właśnie w Świdniku tuż po wprowadzeniu stanu wojennego, bo już w styczniu 1982 roku, protestowano wobec poczynań hunty Jaruzelskiego. Protesty, polegające na wychodzeniu z domu w czasie nadawania Dziennika Telewizyjnego, a rozpoczynał się on o 19.30, i spacerowania ulicami miasta, miały masowy charakter. Komunistyczna władza nie mogła karać protestujących, bo nie robili oni czegoś, co podpadałoby pod paragrafy stanu wojennego. Aby jednak zdławić protest, w lutym wprowadzono wcześniejszą godzinę milicyjną. W Świdniku zaczynała się ona już o 19.00, a nie tak jak to było w całym kraju o 22.00. Protesty jednak trwały nadal, ale rozpoczynały się wcześniej.

Za przykładem Świdnika podobne akcje organizowano w innych miastach. W Starachowicach do tego typu protestu opozycja wezwała w maju. Za pomocą ulotek apelowano o spacerowanie 13. dnia każdego miesiąca o godzinie 19.00 Aleją Manifestu Lipcowego (obecnie Aleja Armii Krajowej).

Reklama

Treść ulotki:

Starachowiczanie. 13.06 mija 6 m-cy stanu przemocy i bezprawia. Od 6 m-cy tysiące niewinnych ludzi przebywa w więzieniach. Do ogólnopolskich protestów dołączmy i my – 13 każdego m-ca o godz. 18 idziemy na mszę do kościoła – 13.06 w godz. 19 – 20 spacerujemy z rodzinami po Al. Manifestu Lipcowego – wspieramy finansowo działalność podziemia – bierzemy udział w tworzeniu podziemnej niepodległej Polski – piętnujemy kolaborantów i sługusów. W środy nie kupujemy gazet. Wspomagamy rodziny internowanych i aresztowanych. NSZZ Solidarność FSC St-ce.

13 maja poszedłem na Aleję Manifestu Lipcowego, aby wziąć udział w tym proteście. Niestety to, co zobaczyłem, nie napawało optymizmem. Wprawdzie na chodniku kręciło się trochę ludzi, ale trudno było stwierdzić, czy jest to normalny ruch, czy ludzie ci to protestujący. Co by nie mówić, to była to kompletna klapa.

Kolejne ulotki wzywające do protestów pojawiły się na początku sierpnia. Wzywano w nich do spacerowania Aleją Manifestu Lipcowego o godzinie 19.00 w dniu 31 sierpnia, a więc w drugą rocznicę powstania „Solidarności”. Postulowano uwolnienie Jerzego Nobisa i Stanisława Kosiora.

Reklama

Treść ulotki:

Rodacy. Sierpień 80r dał nam Solidarność. Krwawy 13 grudzień przyniósł przemoc i zniewolenie społeczeństwa, więzienia. Nędzne zarobki i straszenie utratą pracy to broń hunty. Sile przeciwstawmy naszą jedność i patriotyzm. Władza nie pokona całego narodu. Do ogólnopolskich akcji protestu dołączamy i my. 31.08 od godz 19 spacerujemy po Al. Manifestu Lipcowego. Tak uczcimy śmierć i cierpienia polskich robotników lat 1956 70 76 81 i rocznicę sierpnia 80. Niech prawda sprawiedliwość i wolność zwyciężą. Domagamy się uwolnienia Jerzego Nobisa i Stanisława Kosiora. Solidarność Starachowice.

Tu trzeba wyjaśnić, że Jerzy Nobis, były sekretarz Komisji Fabrycznej NSZZ „Solidarność” w FSC, był najdłużej internowanym działaczem starachowickiej „Solidarności”. Natomiast Stanisław Kosior był działaczem „Solidarności” związanym z kieleckimi opozycjonistami i zajmował się drukowaniem tak zwanych czerwonych ulotek. Robił to w Starachowicach, najpierw u siebie w domu, a później w Brodach. Ulotki kolportowane były w Starachowicach i Kielcach. W Starachowicach robili to Krzysztof Muzyka i Wojciech Zawal. Grupa kielecka była rozpracowywana przez SB, która miała wśród członków tej grupy swojego agenta. 11 czerwca Stanisław Kosior został aresztowany. Grupę kielecką aresztowano dzień wcześniej. W sierpniu 1982 roku wszyscy czterej aresztowani byli sądzeni w trybie doraźnym i skazani na 3 lata więzienia oraz pozbawienie praw publicznych na cztery lata.

Reklama

Gdyby ulotki wydrukowano pod koniec sierpnia, to pewnie kolejnym postulatem byłoby uwolnienie jeszcze innych działaczy „Solidarności”, których aresztowano w ostatnich dniach sierpnia. Byli to działacze zatrudnieni w Fabryce Samochodów Ciężarowych. Grupę tę rozpracowywał TW „Znak”. Aresztowani zostali: Edward Dudek, Adam Mazur, Waldemar Witkowski, Andrzej Radecki, Roman Wysiadecki, Bogusław Żmudziński i Tadeusz Wiktorowski. Oprócz tego internowani zostali: Stanisław Drygulski, Ryszard Zajączkowski, Andrzej Miernik i Krzysztof Niedopytalski. Dwaj pierwsi związani byli z rozpracowywaną grupą. Być może represje, jakie spadły na starachowicką „Solidarność”, spowodowały, że protest, do którego wzywano, udał się, a nawet przybrał rozmiary, których się nie spodziewano. Trzeba sobie powiedzieć, że nikt nie myślał o manifestowaniu na ulicach. Miały to być spacery chodnikami Alei Manifestu Lipcowego. To, że przerodziły się one w demonstrację, stało się spontanicznie.

31 sierpnia znów poszedłem wraz z żoną na Aleję Manifestu Lipcowego. Tym razem było inaczej niż w maju. Chodnikiem spacerowało dużo ludzi. Od strony dawnego baru „Bistro” zmierzała kilkudziesięcioosobowa zwarta grupa, do której dołączali spacerujący. Grupa ta to byli uczestnicy Mszy za Ojczyznę, która odprawiona była o godzinie 18.00 w kościele Świętej Trójcy. Ja też się do tej grupy dołączyłem. Szliśmy obok falowca aż do miejsca, w którym chodnik się kończył, bo Aleja łączyła się z ulicą Na Szlakowisku. Właściwie to w tym miejscu pochód powinien się był skończyć, ale ktoś rzucił: „Idziemy pod komitet”. Chodziło o budynek Komitetu Miejskiego PZPR, który znajdował się za budynkiem Poczty Polskiej na ulicy Doktor Anki. Aby dojść do Komitetu, ludzie zamierzali przejść przejściem dla pieszych na drugą stronę ulicy i kontynuować marsz chodnikiem po drugiej stronie Alei.

Reklama

Tak się jednak nie stało, bo nagle pojawiło się kilku – dwóch czy trzech – bardzo młodych chłopaków, którzy zagrodzili drogę przechodzącym i skierowali czoło pochodu na ulicę. Jednym z nich był prawdopodobnie szesnastoletni uczeń Technikum Mechanicznego Janusz Kaczor. Teraz już ulicą manifestacja, która ciągle się powiększała, bo dołączały do niej kolejne osoby, zmierzała w kierunku Komitetu. Słyszałem, jak ktoś mówił, że będą powybijane szyby w budynku Komitetu. Do tego jednak nie doszło, ale w stronę budynku, do którego dotarliśmy, poleciały wyzwiska i gwizdy.

Czoło pochodu ruszyło dalej i skierowało się w ulicę Krywki. Na chodniku stali ludzie i pozdrawiali nas, a jedna kobieta płakała i mówiła: „Tacy młodzi. Pozabijają ich”. Chodziło jej o to, że w pochodzie idą młodzi ludzie, których milicja pozabija. Z dzisiejszej wiedzy wynika, że nie była to przesada. W tym dniu (31 sierpnia) w Lubinie milicja strzelała do manifestujących jak do kaczek. Zginęły trzy osoby, a kilkadziesiąt zostało rannych. W Kielcach jeden z manifestantów został tak bestialsko skatowany, że wkrótce zmarł.

Reklama

Tak mogło być i w Starachowicach. Na szczęście nie było, bo milicja z powodu ograniczonych sił nie atakowała. Warto wspomnieć, że w niedalekim Zębcu znajdowała się jednostka ZOMO i gdyby nie to, że najprawdopodobniej została ona skierowana do tłumienia manifestacji w Kielcach, byłaby ona wezwana na pomoc do Starachowic. Pochód nie dotarł do UB-elisku, lecz zawrócił i ponownie skierował się w stronę, z której przyszedł. Nie wiadomo skąd pojawił się milicyjny Fiat 125. Jechał prawą stroną ulicy obok idących ludzi. Przez jakiś czas szedłem obok tego samochodu, ale dzisiaj już nie pamiętam, ile osób w nim siedziało i czy byli w mundurach, czy po cywilnemu.

Zbliżaliśmy się powoli do komendy milicji. Przed furtką stało sześciu milicjantów, którzy obserwowali, jak idziemy. W budynku nie paliło się ani jedno światło. Ale nie był on pusty. W oknach stali niewidoczni z zewnątrz funkcjonariusze. Zdradzały ich palone przez nich papierosy. Żarzyły się czerwono. Jest prawdopodobne, że stojący w oknach robili zdjęcia manifestujących. Jest też prawdopodobne, że jadący Fiatem też posiadali aparaty fotograficzne i ich używali. Gdy przechodziliśmy przed komendą, pomyślałem sobie, że gdzieś w piwnicach siedzą nasi aresztowani koledzy. Znałem jednego z nich, a mianowicie Adama Mazura, który był mistrzem na wydziale S4 FSC i od którego otrzymywałem ulotki i gazetki.

Reklama

Myliłem się jednak, bo w piwnicach komendy aresztowanych nie było, gdyż po aresztowaniu przewiezieni oni byli do Aresztu Śledczego w Kielcach. Pochód, który szedł całą szerokością ulicy, zbliżał się do miejsca, w którym Aleja Manifestu Lipcowego łączyła się z ulicą Na Szlakowisku. Na styku tych ulic, w poprzek ulicy Na Szlakowisku, stało trzech wystraszonych milicjantów, którzy mieli za zadanie nie wpuszczenie manifestacji na ulicę Na Szlakowisku. Ich rola była czysto symboliczna, bo gdyby manifestujący tłum zechciał się tam skierować, to nic by oni nie poradzili. Nikt jednak nie zamierzał skręcać w prawo, lecz wszyscy zmierzali prosto, czyli wciąż Aleją Manifestu Lipcowego.

Było już około godziny dwudziestej, dlatego część ludzi odłączała się od manifestacji i udawała do domów. Odłączyłem się i ja, bo musiałem zdążyć na autobus. Mieszkałem wtedy w odległej części miasta na końcu ulicy Nowowiejskiej. W autobusie wraz ze mną jechali inni uczestnicy manifestacji. Głośno dzielili się swoimi przeżyciami. Słyszałem, jak jeden z nich mówił: „Nareszcie mogłem wykrzyczeć to, co mnie bolało”. Ludzie byli podnieceni tym, co przeżyli. Ja również czułem się świetnie, bo chociaż był stan wojenny, to jednak, jak się okazało, „Solidarność” nie została zniszczona i że walka z komuną wciąż trwa.

Reklama

Z relacji Janusza Kaczora wiem, że uczestnicy manifestacji dotarli do kościoła Świętej Trójcy, ale pomimo prośby skierowanej do proboszcza, nie zostali do świątyni wpuszczeni. Zeszli więc do Rynku i tam Janusz Kaczor czytał „Litanię Solidarności”. Ludzie klęczeli i odpowiadali „Módl się za nami”. Według Janusza Kaczora w modlitwie tej brało udział około pięćset osób. Po odmówieniu litanii ludzie rozeszli się do domów. Różnie ocenia się liczbę osób, które uczestniczyły w manifestacji. Według mnie w szczytowym czasie, a było to na odcinku od domu partii do komendy MO, uczestników protestu było około 1500-2000.

Chociaż 31 sierpnia milicja starachowicka poniosła spektakularną klęskę, to jednak nie przeszła do porządku dziennego nad tym, co się wydarzyło. Na komendzie identyfikowano uczestników manifestacji na podstawie zdjęć, które podczas jej trwania ukradkiem zrobiono. Osoby te były kierowane do kolegium do spraw wykroczeń, które karało je wysokimi mandatami. Dzisiaj nie wiadomo, ile osób zostało zidentyfikowanych, ale nie wydaje się, że było ich wiele. Listę ukaranych opublikowało „Słowo Ludu”. Ukazała się ona również w podziemnej gazetce „Biuletyn Solidarność Starachowice” wydanej 27.X.1982r.:

Reklama

Kolegia za manifestację 31.VIII.1982:

  1. Elżbieta Jałocha – 10 tys. zł.;

  2. Halina Zegadło – 18 tys. zł.;

  3. Roman Bożek – 20 tys. zł.;

  4. Jacek Susło – 20 tys. zł.;

  5. Zenon Kruk – 18 tys. zł.;

  6. Czesław Kempiński – 18 tys. zł.;

  7. Marek Chmielewski – 20 tys. zł.;

  8. Aniela Kamińska – 18 tys. zł.;

  9. Józef Borowiecki – 18 tys. zł.;

  10. Maciej Gruszczyński – 18 tys. zł.;

  11. Jan Bartosik – 10 tys. zł.;

  12. Tadeusz Sikorski – 15 tys. zł.;

  13. Edward Imiela - ….tys. zł.

W przypadku E. Imieli nie podano kwoty, ponieważ odwołał się on od wyroku i kara została anulowana. Warto wspomnieć, że jeden z ukaranych, Czesław Kempiński, to wykonawca i autor hymnu strajkującej w 1991 roku załogi w FSC. Strajk okupacyjny rozpoczął się w połowie sierpnia roku i trwał 33 dni. Czesław Kempiński napisał tekst hymnu i śpiewał z towarzyszeniem gitarzysty Krzysztofa Sydonia. Obydwaj pracowali w wydziale S4 FSC i należeli do „Solidarności”. Tego, czy lista ukaranych jest pełna, już nigdy się nie dowiemy.

Reklama

Na liście tej nie ma nazwiska Janusza Kaczora, co nie oznacza, że organa ścigania się nim nie zainteresowały. Wprost przeciwnie, to właśnie on poniósł najdotkliwsze konsekwencje swojego udziału w manifestacji. Kilka dni po manifestacji został zabrany ze szkoły na komendę MO, gdzie SB-ecy ze Starachowic i Kielc starali się go zmusić do składania zeznań. Trwało to wiele godzin. Niedługo po tym został wyrzucony ze szkoły. Naukę podjął w Końskich, a następnie w Ostrowcu. Wlokła się za nim opinia wroga ustroju i chuligana. Po pół roku pozwolono mu wrócić do szkoły, z której go wyrzucono. Jednak ciągle był wzywany na komendę i obserwowany. Raz został tam przez milicjantów dotkliwie pobity.

Inwigilacja Janusza Kaczora trwała aż do 1989 roku. Pomimo wszystko nie zaniechał on działalności opozycyjnej i brał udział w różnego rodzaju akcjach ulotkowych itp. Janusz Kaczor z powodu młodego wieku nie należał do „Solidarności”. Do Związku wstąpił, gdy podjął pracę w starachowickim MAN-ie. Należał do kierowanej przeze mnie MOZ NSZZ „Solidarność” w MAN.

Reklama

Kolejną próbę zorganizowania w Starachowicach manifestacji podjęto w październiku 1982r. Wezwano do niej we wspomnianej wcześniej podziemnej gazetce „Biuletyn Solidarność Starachowice” wydanej 27.X.1982r. Gazetka ta wydana została przez Krzysztofa Muzykę i miała wysoki poziom druku. Do gazetki tej część artykułów napisali Jacek Sadowski i Michał Pytlarz. Niestety ukazał się tylko jeden numer tego wydawnictwa. Na ostatniej stronie gazetki ukazała się krótka notatka następującej treści: „10 listopad – godz 15 manifestacja przed przychodnią przemysłową”.

Przychodnia, o której mowa, znajdowała się na ulicy Radomskiej tuż przy ósmej bramie FSC. Wzywający do manifestacji liczyli, że wezmą w niej udział pracownicy fabryki wychodzący z pracy po pierwszej zmianie. W dniu tym pracowałem na trzecią zmianę, albo miałem wolne, ale postanowiłem zobaczyć, co się będzie działo. Przyjechałem z domu autobusem i wysiadłem na przystanku w Starachowicach Dolnych. Idąc koło Domu Kultury ulicą Radomską, zobaczyłem jadące również pod górę milicyjne samochody. Były wśród nich tak zwane „budy”, czyli ciężarówki do przewożenia aresztantów. Jedna z tych „bud” miała otwarte drzwi, przez które widać było siedzących na ławkach ZOMO-wców z kałasznikowami na kolanach. To mi szczególnie utkwiło w pamięci.

Dzisiaj zastanawiam się, czy w planach było użycie tej broni przeciwko uczestnikom manifestacji. Wtedy nie myślałem o tym, ale szedłem dalej. W okolicach kościoła i przy sklepach chodziły trzyosobowe patrole milicji. Było ich wiele. Chodzili z groźnymi minami i patrzyli na ludzi. Później okazało się, że na parkingach koło stadionu stały milicyjne „budy” i inne pojazdy gotowe do akcji przeciwko manifestującym. Oczywiście o manifestacji nie mogło być mowy. Ludzie wychodzący z pracy nie zatrzymywali się i szli do domów lub na przystanki autobusowe. Zawróciłem i ja. Manifestacja się nie udała, bo przy takim pokazie milicyjnej siły udać się nie mogła. Po tej porażce więcej do manifestacji w Starachowicach nie wzywano.
JAN SEWERYN

Miejsce zdarzenia mapa Starachowice
Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Źródło i opracowanie własne Aktualizacja: 26/08/2026 18:00
Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


 

 

 

 

 

 

 

 

 

 


Reklama

Wideo Starachowicki.eu




Reklama
Najnowsze wiadomości