Drugi rok z rzędu rodzic ma problem z pozostawieniem dziecka w przedszkolu na okres wakacji. Z czego to wynika i jak to tłumaczą służby miejskie?
Rodzice dzieci uczęszczających do przedszkoli miejskich w Starachowicach mogą liczyć na opiekę również w czasie wakacji - taka była zapowiedź służb miejskich. Prezydent miasta ogłosił nawet harmonogram i zasady letnich dyżurów przedszkolnych.
W lipcu dyżurować mają:
- PM nr 2, ul. Oświatowa 2 - obsługuje dzieci z PM 2, PM 6, PM 13, PM 14,
- PM nr 7, Al. Armii Krajowej 6a - obsługuje dzieci z PM 7, PM 10, PM 11, PM 15.
a w sierpniu:
- PM nr 14, ul. Graniczna 10 - obsługuje dzieci z PM 2, PM 6, PM 13, PM 14
- PM nr 11, ul. Górna 13 - obsługuje dzieci z PM 7, PM 10, PM 11, PM 15
Zapisy na dyżury trwały od 26 maja do 6 czerwca 2025 r. Lista dzieci przyjętych została ogłoszona 16 czerwca 2025 r. Pierwszeństwo miały mieć dzieci rodziców pracujących - oboje lub samotnie wychowujących. A liczba dzieci w grupie miała nie przekraczać 25 osób.
Jak się okazało chętnych było znacznie więcej...
- Drugi rok z rzędu moje dziecko nie dostało miejsca w przedszkolu na okres wakacji. W podobnej sytuacji jest moja koleżanka samotnie wychowująca dziecko, choć niby te dzieci mają pierwszeństwo na dyżur - alarmuje mama 5-latki. - W PM nr 2, gdzie starałyśmy się o miejsce jest ponoć 4 dzieci na liście rezerwowej. To naprawdę taki kłopot? Dziecko uczęszcza do tego przedszkola, chce mieć kontakt z rówieśnikami. Opieka babci wchodzi w grę, ale starsza osoba już nie nadąża za takim maluchem. Zależy mi przynajmniej na jednym miesiącu... - prosi mama.
W odpowiedzi Referatu Edukacji, Kultury i Sportu Urzędu Miejskiego w Starachowicach czytamy, że "trwają intensywne prace związane z organizacją opieki przedszkolnej dla dzieci na okres wakacji. Celem działań jest zapewnienie miejsc wszystkim chętnym, tak aby każde dziecko mogło skorzystać z opieki przedszkolnej również w czasie przerwy letniej. Dyrektorzy placówek przedszkolnych dokładają wszelkich starań, aby sprostać oczekiwaniom rodziców i opiekunów. W tym celu skrupulatnie analizowane są listy zgłoszeń oraz sytuacja rodzinna każdego dziecka.
- Co roku obserwujemy powtarzający się problem - mimo dużej liczby zgłoszeń, rzeczywista frekwencja dzieci w okresie wakacyjnym wynosi około 60%, co skutkuje niewykorzystaniem wszystkich dostępnych miejsc. Dlatego apelujemy do rodziców o przemyślane i odpowiedzialne zapisywanie dzieci na dyżury wakacyjne - odpowiadają służby miejskie. - Na podstawie doświadczeń z lat ubiegłych, możemy zapewnić, że wszystkie dzieci wymagające opieki przedszkolnej w okresie wakacyjnym zostaną nią objęte. Taki sam model organizacyjny planowany jest również w bieżącym roku.
Rodziców i opiekunów prosimy o stały kontakt z dyrekcją przedszkoli, ponieważ w miarę pojawiania się wolnych miejsc dzieci znajdujące się na listach rezerwowych są sukcesywnie wpisywane na listy przyjętych".
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Ten problem jest od kilkudziesięciu lat.jestem mama dwóch nastolatek i zawsze nie było miejsca w wakacje ,pomimo że jedno ma grupę niepełnosprawności. !!!Tłumaczenia że urząd sie stara o miejsca o takie gadanie .Problem trochę rozwiązują przedszkola prywatne (oczywiście jedno z nich prowadzi żona starosty)
Kierownik Referatu Oświaty powinien być rzecznikiem PiS-u. Tak samo kluczy, wymyśla niestworzone rzeczy i nic z tego nie wynika. A zapewnienie dzieciom miejsca w przedszkolu to jest jego obowiązek. Za to bierze pieniądze...
Jako rodzic, doskonale rozumiem, jak trudne może być pogodzenie obowiązków zawodowych z opieką nad dzieckiem – zwłaszcza gdy, tak jak w moim przypadku, mąż przebywa w delegacji, a własne dziecko towarzyszy mi niemal przez cały dzień. Mimo to potrafię tak zorganizować czas pracy, by zapewnić mu należytą opiekę. I zawsze odbieram je wcześniej nie siedzi więcej niż podstawa programowa. Obecnie jednak coraz częściej mam wrażenie, że nie chodzi już o współpracę czy wzajemne wsparcie, lecz tylko o oczekiwania wobec instytucji. Rozumiem troskę rodziców, ale może warto też zadać sobie pytanie, co my – jako społeczność – możemy zrobić, by rozwiązywać te problemy wspólnie, a nie jedynie przerzucać go na innych. Dziecko w większości ma dwóch rodziców. Moi rodzice pracowali, a w domu było nas czworo. Nie chodziłam do przedszkola – często mama z tatą zmieniali się na zmiany, by się nami opiekować. Było trudno, ale jakoś wszystko się układało. Dziś, mimo że często dzieci jest mniej, a możliwości większe, coraz częściej słyszy się tylko o wymaganiach i braku czasu dla najmłodszych. A przecież to czas, bliskość i obecność budują prawdziwą więź, której nic nie zastąpi.
Ten problem jest od kilkudziesięciu lat.jestem mama dwóch nastolatek i zawsze nie było miejsca w wakacje ,pomimo że jedno ma grupę niepełnosprawności. !!!Tłumaczenia że urząd sie stara o miejsca o takie gadanie .Problem trochę rozwiązują przedszkola prywatne (oczywiście jedno z nich prowadzi żona starosty)
Kierownik Referatu Oświaty powinien być rzecznikiem PiS-u. Tak samo kluczy, wymyśla niestworzone rzeczy i nic z tego nie wynika. A zapewnienie dzieciom miejsca w przedszkolu to jest jego obowiązek. Za to bierze pieniądze...
Jako rodzic, doskonale rozumiem, jak trudne może być pogodzenie obowiązków zawodowych z opieką nad dzieckiem – zwłaszcza gdy, tak jak w moim przypadku, mąż przebywa w delegacji, a własne dziecko towarzyszy mi niemal przez cały dzień. Mimo to potrafię tak zorganizować czas pracy, by zapewnić mu należytą opiekę. I zawsze odbieram je wcześniej nie siedzi więcej niż podstawa programowa. Obecnie jednak coraz częściej mam wrażenie, że nie chodzi już o współpracę czy wzajemne wsparcie, lecz tylko o oczekiwania wobec instytucji. Rozumiem troskę rodziców, ale może warto też zadać sobie pytanie, co my – jako społeczność – możemy zrobić, by rozwiązywać te problemy wspólnie, a nie jedynie przerzucać go na innych. Dziecko w większości ma dwóch rodziców. Moi rodzice pracowali, a w domu było nas czworo. Nie chodziłam do przedszkola – często mama z tatą zmieniali się na zmiany, by się nami opiekować. Było trudno, ale jakoś wszystko się układało. Dziś, mimo że często dzieci jest mniej, a możliwości większe, coraz częściej słyszy się tylko o wymaganiach i braku czasu dla najmłodszych. A przecież to czas, bliskość i obecność budują prawdziwą więź, której nic nie zastąpi.