Miejscowi prowadzenie objęli w 25 minucie. Krystian Płusa zagrał piłkę ręką w polu karnym, a rzut karny na bramkę zamienił Adrian Gębalski. Drugi gol padł dwie minuty później i była to zasługa Damiana Nogaja. Z lewej strony wszedł w pole karne, minął obrońcę, uderzył po długim rogu i Dymanowski był bez szans. Kropkę nad "i" postawił w 67 minucie Kamil Hul. Dostał podanie od Nogaja, strzelił z pierwszej piłki. Odbiła się ona od słupka i wpadła do bramki. Okazje mieli jeszcze Hul, Nogaj i Kukiełka, ale zabrakło trochę precyzji.
Drużyna prowadzona przez Arkadiusza Bilskiego, najlepszą okazję do zdobycia bramki miała w pierwszej połowie. Po faulu Krystiana Pydycha wykonywała rzut karny. Stanisław Wierzgacz obronił strzał Krystiana Płusy, a dobitkę zablokował Krystian Pydych. - Po takim meczu nie mogę być zadowolony – mówił szkoleniowiec bodzentyńskiej jedenastki. - Sami prowokowaliśmy sytuacje pod naszą bramką, a gospodarze je wykorzystywali. Gole straciliśmy po kardynalnych błędach. Nie pozostaje nic innego, jak czekać na lepszą przyszłość – dodał trener Łysicy.
Komentarze