Miała być kontynuacja zwycięskiej serii i kolejny krok w stronę czołówki. Zamiast tego - brutalna lekcja futbolu od Wisły II Kraków, która w kilkanaście minut rozbiła Star Starachowice.
To był bardzo słaby mecz w wykonaniu Staru. Taki, po którym kibic wychodzi ze stadionu i zastanawia się, czy to na pewno ta sama drużyna, która jeszcze tydzień temu wyglądała jak rozpędzona maszyna do wygrywania. Szczególnie pierwsza połowa - chaos, nerwowość i momentami wręcz bezradność.
A przecież wszystko się zgadzało. Papier, statystyki, logika. Star Starachowice przyjechał do Krakowa jako czwarta siła ligi, na fali sześciu zwycięstw z rzędu. Jesienią starachowiczanie rozbili Wisłę II Kraków 4:2. Forma? Stabilna. Pewność siebie? Wysoka. Tymczasem gospodarze - jedenaste miejsce, gra w kratkę, ostatnio cenny remis z wiceliderem, czyli Avią Świdnik. Niby wszystko wskazywało na kolejny solidny występ Staru. No właśnie - niby.
Bo od pierwszego gwizdka sędziego ktoś jakby podmienił role. Wisła wyszła na ten mecz z wielkim animuszem. Wysoki pressing, dosłownie pod polem karnym Staru.
Dwie akcje. Dwie niemal identyczne historie. Prawa strona, dośrodkowanie, chaos w defensywie i wykończenie z około dziesięciu metrów. Najpierw Dawid Kawała, potem Dominik Kościelniak - obaj bezlitośni dla Jana Drużbickiego. 9. minuta i 12. minuta. 2:0.
Star w pierwszej połowie wyglądał źle. Nie było skłądnych akcji, nie było pomysłu. Jedyny moment, kiedy można było powiedzieć, że może coś się przełamie, to 31. minuta. Rzut wolny z 18 metrów. Sławomir Duda niestety najpierw strzela w mur, potem po dobitce piłka leci nad poprzeczką.
Po przerwie Star wyszedł odmieniony. Może nie świetny, ale znacznie lepszy. Gra się wyrównała, pojawiły się sytuacje. I przyszła 56. minuta - moment, który mógł zmienić wszystko. Faul na Patryku Winsztalu w polu karnym. Sędzia bez wahania wskazuje na jedenasty metr. Jest nadzieja, że jeden gol może przewrócić ten mecz do góry nogami.
Do piłki podchodzi Szymon Stanisławski... i przegrywa pojedynek z bramkarzem Wisły Kamilem Brodą.
Było jeszcze kilka okazji w drugiej połowie - nawet dwa razy piłka obiła słupek. Ale skuteczność? Zerowa. A bez tego nie da się wrócić do meczu.
Na koniec jeszcze Wiślacy w 89 minucie ustalili wynik meczu na 3:0. Nasz bardzo dobrze spisujący się do tego momentu bramkarz Jan Drużbicki skiksował na 16 metrze. Z prezentu skorzystał Karol Tokarczuk, który strzelił do pustej bramki.
Miejmy nadzieję, że to nie kryzys, tylko wypadek przy pracy. Jak mówili w komentarzach po meczu kibice naszej drużyny, każda seria musi się kiedyś skończyć. Głowa do góry, gramy dalej - pisali kibiece. A dobra wiadomość jest taka, że mimo porażki Star Starachowice utrzyma 4. miejsce w tabeli.
Star: Jan Drużbicki, Maciej Styczyński (82. Filip Hryniewicz), Sławomir Duda, Arkadiusz Świgut, Piotr Stefański (72. Jakub Kowalski), Patryk Winsztal, Patryk Orlik (82. Olaf Kwiatek), Włodzimierz Puton, Bartosz Boniecki (66. Arkadiusz Kasia), Adrian Szynka, Szymon Stanisławski (82. Marcel Dobrucki). Trener Dariusz Pietrasiak.
Wielka gratka czeka na kibiców już za tydzień. W Starachowicach Star podejmie KSZO Ostrowiec Świętokrzyski. Sobotni wieczór, 28 marca, godzina 19.26.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze