Z pewnością nie takiego finału awantury, spodziewała się mieszkanka Starachowic. Kobieta, jak informują ratownicy z Komendy Powiatowej Państwowej Straży Pożarnej, miała zostać pobita przez swojego partnera, a następnie zamknięta w mieszkanku w bloku przy ul. Żeromskiego. Śledczy zweryfikowali przedstawioną przez starachowiczankę wersję zdarzenia.
Do dantejskich scen – jak dowiedział się TYGODNIK – miało dojść w miniony czwartek, 10 maja. - Ok. godz. 21 centrum powiadamiania ratunkowego, przekazało nam informację o mieszkance Starachowic, która została zamknięta w mieszkaniu i nie może się z niego wydostać – mówił Tomasz Klich, dyżurny operacyjny stanowiska kierowania Komendy Powiatowej Państwowej Straży Pożarnej.
Na miejsce zdarzenia udał się zastęp z jednostki ratowniczo-gaśniczej – zaznaczył nasz rozmówca. Rzeczywiście w mieszkanku w bloku, przy ul. Żeromskiego znajdowała się jedna osoba. Kobieta nie miała jednak widocznych gołym okiem śladów, które wskazywałyby na to, że za zamkniętymi drzwiami doszło tego dnia do przestępstwa.
O zdarzeniu, została powiadomiona policja. - Na miejscu pojawili się funkcjonariusze Komendy Powiatowej - tłumaczył kom. Kamil Tokarski, rzecznik prasowy świętokrzyskiego komendanta wojewódzkiego policji w Kielcach. Jakie udało im się uzyskać informacje? - Ze wstępnych ustaleń wynika, iż między kobietą, a jej konkubentem doszło do sprzeczki. Starachowiczanka opuściła mieszkanie w bloku – zaznaczył kom. Tokarski. Wieczorem miała pojawić się w nim ponownie. Na szczęście nie stało jej się nic poważnego, a pobicie miało być tylko wymysłem wyobraźni.
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze