Polaków i osoby polskiego pochodzenia można spotkać wszędzie. Także na Zakarpaciu, co stwierdził Andrzej Cygan podczas tegorocznej wycieczki. Przypomnijmy, że Andrzej, o którym pisaliśmy już w naszym cyklu, to miłośnik turystyki i kolejek wąskotorowych. Interesowały go najpierw kolejki przemysłowe i osobowo-towarowe w obrębie lasów starachowickich, potem także na terenie kielecczyzny.
Ale ponieważ i tego było mu za mało, udał się na ich poszukiwanie także na Ukrainę. W ostatnich latach był w tym kraju parokrotnie. Korzystając z autokarów i pociągów zwiedził przy okazji wiele ośrodków, związanych z naszą historią. Odwiedził m.in. Bar i Kamieniec Podolski, rejony, w których do dziś, po tylu latach, zamieszkują ludzie mający polskie korzenie.
W 2014 roku, dla odmiany, wybrał się swym fiatem, przez Słowację i Węgry na ukraińskie Zakarpacie. Miejscowością docelową – jak stwierdza – było 26-tysięczne Beregovo, położone w odległości 6 kilometrów od granicy z Węgrami.
Stwierdził, że region, na którym znajduje się to miasto, zamieszkują nie tylko Ukraińcy, ale przede wszystkim Węgrzy, stanowiący około 80 procent miejscowej ludności. Nie brak tu także Rumunów, Słowaków i Rosjan.
Jest to skutkiem wojen, a także porozumień międzynarodowych, powodujących zmiany granic. Przed pierwszą wojną światową ziemie te stanowiły część monarchii Austro-Węgierskiej, potem należały do Czechosłowacji, z kolei do ZSRR, a obecnie znajdują się w obrębie Ukrainy.
Toteż można się tu porozumieć w wielu językach. Szczególnie rosyjskim. Część mieszkańców ma dwa paszporty: ukraiński i węgierski. Nauka w szkołach odbywa się w języku węgierskim, ale każde dziecko jest zobowiązane do nauki także ukraińskiego. Również kościoły są różnowyznaniowe, z tym, że wśród Węgrów dominuje wyznanie rzymsko-katolickie.
A. Cygan jest zdania, że mimo tych odmienności nie ma tu konfliktów na tle narodowościowym czy religijnym. Ludzie żyją zgodnie i szanują swoje przekonania.
Okazuje się, że także polskość nie jest tu obca. Jedną z miłych chwil w czasie jego tam pobytu, była wizyta u "cioci" przewodnika, Istvana. Już na początku wykazała się ona znajomością języka polskiego i nie ukrywała swych polskich korzeni. Jej babcia pochodziła z Krzyżanowskich. Podczas spotkania pokazywała posiadane publikacje na temat polskiego księdza Jerzego Popiełuszki. Ma obecnie 83 lata i cieszy się dobrym zdrowiem. Chodzi pieszo do miejscowego kościoła, a co pewien czas jeździ także do miejscowości Mariapócs, jednego z węgierskich sanktuariów.
Andrzej Cygan, który podczas rozmowy przekazał mi swe wrażenia z pobytu na Zakarpaciu, stwierdził, że do Beregova i w okolicę tego miasta warto się wybrać także z wielu innych względów.
Istnieją tam kompleksy basenów termalnych, zarówno dla dorosłych jak i dla dzieci, w których kąpiel przysparza wiele przyjemności i zdrowia. Można się wspiąć na okoliczne wzniesienia, skąd podziwiać rozległą panoramę okolicy.
Są miejsca, gdzie rosną kasztany jadalne. Nadają się do jedzenia na surowo, ale smaczne są także ugotowane lub upieczone w piekarniku. Pasują zarówno do potraw słodkich, jak i wytrawnych. Jest wiele winnic. W określonych miejscach dokonuje się eksploatacji glinki porcelanowej, chętnie kupowanej m.in. przez Słowację.
Andrzej interesował się także, bo jakże mogło być inaczej, kolejkami wąskotorowymi. W Beregovo zlokalizowana jest stacja początkowa takiej kolejki, posiadająca zaplecze remontowe i tabor zapasowy. I nadal ma ona swoich zwolenników. Jadąc samochodem po dziurawych drogach można dotrzeć do Szalanki, urokliwej wioski zabudowanej domami z podcieniami i obrośniętymi winoroślą. Ale zdecydowanie wygodniejszym środkiem dojazdu jest właśnie owa kolejka.
Na zdjęciu Istvan Bartos, węgierski przewodnik Andrzeja, nad jednym z basenów termalnych.
Aleksander Pawelec
Publikacja styczeń 2015
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze