Zgiełk, zgliszcza i traumatyczne przeżycia, które jeszcze długo będą im towarzyszyć. Dla mieszkańców domu, położonego przy ul. Skałka w Starachowicach, noc z niedzieli na poniedziałek (31 marca/1 kwietnia) okazała się koszmarem, którego zapewne nie spodziewali się nawet najczarniejszym scenariuszu. Dlaczego?
I co najbardziej istotne, nie był to żart z okazji 1 kwietnia. Była godz. 2.40, kiedy do stanowiska kierowania Komendy Powiatowej Państwowej Straży Pożarnej w Starachowicach, wpłynęło zgłoszenie o pożarze budynku mieszkalnego przy ul. Skałka.
Pożar obejmował poddasze oraz jedną ze ścian budynku o konstrukcji drewnianej. W momencie dojazdu służb na zewnątrz obiektu znajdowały się dwie dorosłe osoby, które samodzielnie opuściły ogarnięty ogniem budynek – relacjonował mł.bryg. Marcin Nyga, oficer prasowy KP PSP. Mężczyzna z kobietą informowali ratowników, że w budynku może znajdować się jeszcze jedna osoba. - Zostali przebadani przez zespół ratownictwa medycznego, który na szczęście nie stwierdził konieczności hospitalizacji – dodał rzecznik.
Zespół strażaków wyposażonych w aparaty ochrony dróg oddechowych oraz kamerę termowizyjną przeszukał budynek pod kątem obecności poszkodowanych. - Informacje od mieszkańców nie potwierdziły się. W płonącym budynku nikogo nie było. Dalsze działania strażaków polegały na podaniu dwóch prądów gaśniczych i ugaszeniu pożaru – zaznaczył oficer prasowy. Strażacy rozebrali częściowo nadpalone elementy konstrukcyjne dachu.
Na miejsce pożaru przybył pracownik referatu lokalowego Urzędu Miejskiego w Starachowicach, który zapewnił dla pogorzelców tymczasowe lokum. W działaniach udział brało pięć zastępów z Jednostki Ratowniczo – Gaśniczej. Łącznie 14 strażaków – mówił mł.bryg. Nyga.
fot. KP PSP Starachowice
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze