Tragicznie zakończył się pożar w budynku mieszkalnym przy ul. Bugaj w Starachowicach. 44-letni mężczyzna wyniesiony z płomieni nie dawał oznak życia - lekarz stwierdził zgon.
Tę noc z piątku na sobotę (z 9 na 10 grudnia) mieszkańcy tzw. baraków na Bugaju z pewnością zapamiętają na długo. Ok. czwartej nad ranem zaalarmowali straż pożarną o pożarze, do którego doszło za ścianą.
- Kiedy dojechaliśmy na miejsce, palił się jeden z ośmiu lokali mieszkalnych budynku wielorodzinnego - informuje Marcin Nyga z Komendy Powiatowej Państwowej Straży Pożarnej w Starachowicach.- Wyglądało to bardzo groźnie, gdyż drewniana konstrukcja budynku powodowała ryzyko, że mogło dojść do jednej wielkiej "pochodni". Na szczęście szybka i skuteczna interwencja pozwoliła zapobiec większej tragedii. Niestety pożaru nie przeżył 44-letni mężczyzna, w mieszkaniu którego się paliło. Choć nasze wysiłki od początku były skoncentrowane na uratowanie człowieka, bo z informacji sąsiadów wiedzieliśmy, że może być w mieszkaniu, kiedy wynieśliśmy go na zewnątrz, lekarz pogotowia, które czekało, stwierdził zgon.
Ponieważ do pożaru doszło w mieszkaniu, które przez ścianę sąsiadowało z następnym lokalem i paliła się ściana oddzielająca mieszkania, gdzie były dzieci, zdecydowano o ewakuacji rodziny.
- Natychmiast rozłożyliśmy namiot pneumatyczny, ogrzewany, gdzie rodzina znalazła schronienie, z uwagi na niską temperaturę. Istniało jednak ryzyko podtrucia czadem, dlatego zostali zabrani do szpitala na badania. Osiem osób, dwoje dorosłych i sześcioro dzieci po przebadaniu zostali zwolnieni do domu - dodaje M. Nyga.
W działaniach ratowniczo-gaśniczych uczestniczyły cztery zastępy straży zawodowej i cztery jednostki Ochotniczej Straży Pożarnej, w sumie 36 osób. Na miejscu była policja, prokurator, biegły z zakresu pożarnictwa, którzy wyjaśnią okoliczności zdarzenia. Z relacji sąsiadów wynika, że mężczyzna palił w mieszkaniu odzież itp.
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze