Podziałem punktów zakończyła się niedzielna potyczka pomiędzy Hetmanem Włoszczowa, a Kamienną Brody (IV liga świętokrzyska). Goście, którzy z pewnością mieli apetyt na wygraną, nie zdołali ani razu zaskoczyć bramkarza rywali. – Nie było to zbyt porywające widowisko – ocenił Krzysztof Trela, szkoleniowiec popularnych biało-niebieskich.
Obie drużyny stworzyły po cztery klarowne okazje. Bramki jednak nie padły. Duża w tym zasługa skutecznej defensywie. – Remis przed pierwszym gwizdkiem na pewno bralibyśmy w ciemno. Nie zmienia to faktu, że podział punktów to chyba najbardziej sprawiedliwy wynik – podkreślił Krzysztof Trela, trener Kamiennej Brody, który w drugiej części dał szansę gry zmiennikom. Na murawie pojawił się m.in. Kamil Jakubowski.
– W poczynaniach obu ekip było za dużo nerwowości. Stąd brały się zarówno straty, jak i niewymuszone błędy, których na tym poziomie rozgrywkowym powinno się unikać. Zarówno Hetman, jak i Kamienna chciały sięgnąć po komplet punktów. Używając terminologii pięściarskiej doszło do klinczu dwóch bokserów, z których żaden nie chciał odpuścić – dodał szkoleniowiec przyjezdnych.
Kamienna przed meczem 16. kolejki u siebie z ŁKS-em Łagów, ma 11 punktów na koncie. Przed nią jest Łysica Bodzentyn, która w sobotę sprawiła sporą niespodziankę, ogrywając przed własną publicznością rewelację pierwszej odsłony sezonu Pogoń Staszów. Gola na wagę triumfu zdobył w 74. minucie Mariusz Jaros. – Nerwowość dała się we znaki. Całkiem niepotrzebnie, bo mamy przecież do czynienia z zawodnikami, którzy w przeszłości grali nawet na poziomie III-ligowym – podkreślił trener Trela.
Komentarze