Zapraszamy do przesyłania nam wspomnień o Robercie Pióro, zmarłym we wtorek dziennikarzu, regionaliście. Dziś wspomina go Jarosław Babicki, redaktor naczelny portalu starachowicki.eu
Gdy w środę dowiedziałem się o śmierci Roberta Pióro natychmiast szukałem jakiegoś potwierdzenia mojej pewności, że to pomyłka. Niestety, Robert rzeczywiście zmarł...
Równo tydzień przed tą przygnębiając wiadomością spotkałem się z nim przy wejściu do kościoła Świętej Trójcy, przed pogrzebem Kazimierza Dziekońskiego. Zamieniliśmy kilka słów. Ostatnie zdanie powiedziane przez Roberta do mnie brzmiało: - Umówmy się, bo, ostatnio spotykamy się tylko na pogrzebach...
A przez ostatnie 35 lat spotkań z Robertem były setki. Najpierw w gronie osób wspierających Komitet Obywatelski "Solidarność". Potem jako zaprzyjaźnieni dziennikarze. Później, gdy Robert został rzecznikiem prasowym magistratu, służył nam samorządowymi informacjami. Gdy przestał być urzędnikiem, dziennikarsko współpracował z naszymi redakcjami w Starachowicach i w Końskich. Zawsze rzetelny, słowny, skrupulatny, punktualny.
Bywaliśmy razem na przeróżnych uroczystościach historycznych, patriotycznych, rekreacyjnych, religijnych. I towarzyskich. W ostatnich latach na czerwcowe spotkania na Wykusie zabierałem Roberta moim autem. Czasem wracaliśmy razem, czasem zostawał na dłużej w ukochanym lesie.
Na zawsze została w pamięci męska wyprawa na Białoruś, śladami Ponurego i Mickiewicza, która odbyliśmy 15 lat temu w sześcioosobowym gronie. Robert z pasją chłonął klimat kresowej Polski. Do wyjazdu był świetnie przygotowany: oczytany, zorientowany, konfrontował z realiami swoją wiedzę historyczną. To on był inicjatorem dwóch ubiegłorocznych prelekcji na temat tej wyprawy, w Kielcach i Starachowicach.
Zawsze słuchał uważnie, odzywał się celnie, ważąc słowa. Cechą, którą bardzo ceniłem u Roberta była łagodność. Nigdy nie okazywał agresji. W złość wpadał bardzo rzadko. Był cierpliwy, uważny, mądry. Ktoś by pomyślał, że smutny. Nie! Robert potrafił żartować, celnie puentował.
Jego żywiołem były okoliczne lasy. Kochał Lipie, Polanę Langiewicza, Kropkę i Wykus - miejsca, gdzie najlepiej rozmawia się o powstańcach styczniowych, bohaterach Armii Krajowej, żołnierzach Ponurego, Nurta, Szarego. Szczerze i skutecznie troszczył się o pamięć o tamtych czasach i ludziach.
Nigdy nie narzekał. Nawet w czasie często pojawiających się dolegliwości chorobowych. A dobrego zdrowia mu brakowało...
Głęboko wierzę, że dobry Pan Bóg zabrał Roberta w najlepszej dla niego chwili. Ani za wcześnie, ani za późno. Był Mu w Niebie do czegoś bardzo potrzebny. Może po to, by teraz stamtąd pomagał Polsce, Starachowicom, nam?
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Nic dodać nic ująć, ot Robert...
Nic dodać nic ująć, ot Robert...