Jeszcze dekadę temu wystarczały szkolne podręczniki, ambitny nauczyciel i własna systematyczność. Dziś dla wielu maturzystów marzących o studiach lekarskich obowiązkowym elementem przygotowań są kosztowne korepetycje z biologii i chemii. Rodzice przyszłych medyków wydają tysiące złotych rocznie, a cały proces przygotowania do matury rozszerzonej przypomina wyścig zbrojeń edukacyjnych.
- Bez korepetycji praktycznie nie ma szans dostać na medycynę - to zdanie jak mantrę powtarza kolejny rocznik maturzystów i ich rodziców, którzy stają na głowie, by posłać dziecko na studia medyczne.
Największym wyzwaniem i wydatkiem, który jest koniecznością są regularne zajęcia z biologii i chemii - dwóch kluczowych przedmiotów wymaganych przez wyższe uczelnie. Stawki cenionych korepetytorów w dużych miastach sięgają nawet 200 zł za godzinę. W Starachowicach można zaleźć solidnego nauczyciela za 100 zł.
Większość kandydatów uczęszcza jednak na zajęcia co najmniej dwa razy w tygodniu - co oznacza 200 zł za jedn przedmiot tygodniowo. W miesiącu daje to kwotę ok. 2-3 tys. zł w skali roku to już nawet 20 tys. zł.
Do tego dochodzą: kursy maturalne, próbne matury, specjalistyczne zbiory zadań, obozy naukowe, czy konsultacje indywidualne przed egzaminem, które są równie kosztowne.
Łączny koszt przygotowań licealisty do rekrutacji na medycynę może przekroczyć nawet 30 tys. zł.
Skąd ta presja i ciśnienie na korki? Powód jest prosty: liczba kandydatów na kierunek lekarski stale rośnie, a progi punktowe należą do najwyższych w kraju. Na wielu uczelniach potrzeba wyników przekraczających 85-90 proc. z biologii i chemii rozszerzonej.
Uzyskanie takiej punktacji w oparciu o program realizowany wyłącznie na lekcjach szkolnych graniczy z cudem.
- W szkole nie da się przerobić tylu arkuszy i schematów odpowiedzi, ile wymagają matury - mówi tegoroczna maturzystka. - Każdy kto poważnie myśli o medycynie chodzi na korki. Kluczem są tzw. klucze na maturze. Możesz znać odpowiedź, ale jak nie wstrzelisz się klucz - punktów ubywa. A czasem liczą się nie tylko punty, a ich setne czy dziesiętne...
Stąd też rynek korepetycji urósł do ogromnych rozmiarów. Popularni nauczyciele prowadzą zapisy nawet rok wcześniej, a miejsca na renomowanych kursach znikają w kilka godzin.
Coraz częściej prywatne lekcje rozpoczynają już uczniowie pierwszych klas liceum o profilu biologiczno-chemicznym. Wielu rodziców traktuje wydatki na korepetycje jako inwestycję w przyszłość dziecka. Studia medyczne nadal uchodzą za jeden z najbardziej prestiżowych i stabilnych kierunków.
- To są ogromne pieniądze, ale wydaje się, że bez tego nie ma szans - przyznaje ojciec maturzysty. - Jeśli dziecko poważnie myśli o medycynie, te pieniądze muszą się znaleźć.
Problem w tym, że nie wszystkich stać na taką inwestycję. Najbardziej przykre jest, że w tym wyścigu nie liczy się wiedza, talent, pracowitość, czy predyspozycje do wykonywania tego zawodu, ale zasobność portfela rodziców. Uczniowie z mniejszych miejscowości i mniej zamożnych rodzin mają z góry ograniczony dostęp do najlepszych nauczycieli i kursów a co za tym idzie mniejsze szanse na realizację swoich pasji i zamierzeń.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Bardzo prawdziwy artykuł. Niestety bez ogromnych pieniędzy wydanych na korepetycje, nie da się dostać na medycynę. Pocieszający jest fakt, że na samej już medycynie trzeba się duzo uczyć i siedzieć w książkach aby zaliczyć. Tam korki nie pomogą.
Trafnie napisane. Nie wazne kto jakie ma chęci, ważne że rodzice mają 100 tys na korki. To powinno sie zmienić. Powinny wrócić obowiązkowe praktyki i egzaminy wstępne. Tak powinna być rekrutowana medycyna. Nie tak jak obecnie. Trzymam kciuki aby wróciła przyzwoitość i sprawiedliwość.
To prawda "korki" są drogie, w naszym mieście około 100 złoty za 1 godzinę. Ale proszę porównać ceny - strzyżenie włosów 50 złoty, wizyta u lekarza specjalisty 300 do 400 złoty. Znam wiele osób, które dostały się na medycynę bez korepetycji i ją skończyły. Więc problem jest ale?. Teraz wiele prestiżowych kierunków wymaga dużej wiedzy. Tak jest i z medycyną. No cóż wiedzą jest w cenie.
Możesz mieć pieniądze ale jak jesteś słaby przez całe liceum to nagle korki nie pomogą , korki nie zdadzą za ciebie matury , pomogą w nauce , naprowadzą ale pracowitość, systematyczność i bardzo dużo nauki przed maturą i przez całe 6 lat
Wiadoma sprawa, że jak ktoś nie ma predyspozycji do nauki to korki mu nie pomogą, ale nie w tym rzecz. Rzecz w tym, że nawet dobrze się ucząc bez korków nie ma szans. Kiedyś było inaczej, jak była stara matura i egzaminy wstępne.
Całość wydatku to 60-90 tyś zł za cykl licealny. Jest to dla bogatych. Znam wiele osób ktore chciały, miały predyspozycje do zawodu medyka, bardzo dobrze się uczyły ale się nie dostały bo brakło punktów. Za kilka lat będzie jeszcze trudniej, ponieważ izby lekarskie ograniczą liczbę miejsc na uczelniach. Obecna masowa produkcja wyrobi nadwyżkę w zawodzie.
Bardzo prawdziwy artykuł. Niestety bez ogromnych pieniędzy wydanych na korepetycje, nie da się dostać na medycynę. Pocieszający jest fakt, że na samej już medycynie trzeba się duzo uczyć i siedzieć w książkach aby zaliczyć. Tam korki nie pomogą.
Trafnie napisane. Nie wazne kto jakie ma chęci, ważne że rodzice mają 100 tys na korki. To powinno sie zmienić. Powinny wrócić obowiązkowe praktyki i egzaminy wstępne. Tak powinna być rekrutowana medycyna. Nie tak jak obecnie. Trzymam kciuki aby wróciła przyzwoitość i sprawiedliwość.
To prawda "korki" są drogie, w naszym mieście około 100 złoty za 1 godzinę. Ale proszę porównać ceny - strzyżenie włosów 50 złoty, wizyta u lekarza specjalisty 300 do 400 złoty. Znam wiele osób, które dostały się na medycynę bez korepetycji i ją skończyły. Więc problem jest ale?. Teraz wiele prestiżowych kierunków wymaga dużej wiedzy. Tak jest i z medycyną. No cóż wiedzą jest w cenie.