- Mistrzostwa świata to jedna z ostatnich szans na kwalifikację do Igrzysk Olimpijskich, które w przyszłym roku odbędą się w brazylijskim Rio de Janeiro. Czy uda mi się wywalczyć przepustkę? Jestem dobrej myśli – mówi na kilka dni przed startem we włoskim Lonato Jakub Werys, wychowanek starachowickiego Świtu, który jak podkreśla, postara się sięgnąć po medal w konkurencji strzelania do rzutków.
TYGODNIK: Udział w mistrzostwach świata to z jednej strony splendor, z drugiej możliwość wywalczenia kwalifikacji olimpijskiej. W jakiej formie znajduje się Jakub Werys?
J. WERYS, REPREZENTANT ZAWISZY BYDGOSZCZ, WYCHOWANEK ŚWITU: - Ostatnie dni przed wylotem do Włoch były intensywne. Oczywiście z krótkimi przerwami na odpoczynek. Ze sztabem szkoleniowym naszej kadry, staraliśmy się zrobić wszystko by przygotować się przede wszystkim mentalnie i psychicznie do zawodów. Wiadomo, że w ciągu kilku dni, nawet będąc już na miejscu techniki strzałów nie uda się poprawić. Jest zbył mało czasu. Odpowiedni moment był na to zimą, kiedy trenowaliśmy na zgrupowaniu.
Twoim zdaniem medal jest w zasięgu?
- W strzelectwie obowiązuje niepisana zasada, że o krążek z najcenniejszego kruszcu każdy jest w stanie sięgnąć. Póki mistrzostwa się nie rozpoczną, trudno znaleźć odpowiedź na pytanie, kto uplasuje się na podium. To wielka niewiadoma. Na liście startowej jest ponad 250 nazwisk. Każdy z zawodników ma szansę i wierzy, że rywalizację ukończy jak najwyżej. Sam jestem ciekaw, jak spiszę się na Półwyspie Apenińskim. Mądrzejszy, jeśli chodzi o wynik będę po pierwszym dniu. Nie chcę zapeszać. Jedyne co mogę obiecać, to walkę o przepustkę do Rio.
Najważniejszy będzie awans do finału konkurencji. Tam zabawa zaczyna się od zera. Każdy ma równe szanse. Pozostaje walka pomiędzy poszczególnymi zawodnikami.
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze