Egzekucje, niewola, walki, i… ekshumacje

Na własne oczy widział, doświadczył, przeżył… Ciężkie czasy wojny ma wciąż w swojej pamięci, bo nie sposób zapomnieć o okrucieństwie, jakie zadawał człowiek człowiekowi. Na szczęście ocalał zarówno on, jak i jego rodzina, której członkowie nie raz otarli się o śmierć. Wspominaniami z czasów okupacji dzieli się Mieczysław Tyl w Wąchocka.

Mieczysław Tyl z Wąchocka ma 84 lata. Kiedy wybuchła wojna miał zaledwie trzy lata. Momentu wkroczenia wojsk niemieckich i rosyjskich na teren Polski nie pamięta, ale schyłek ciężkich dla naszego narodu czasów, już dokładnie wyrył się w jego pamięci. Bolesne widoki, niczym kadry filmowe, rokrocznie stają przed oczami, kiedy jako mały chłopiec patrzył na śmierć i życie innych. Bo nie wszystkim udało się przeżyć…

Egzekucja

  • Któregoś dnia chodził po domach polski policjant i z każdego domu nawoływał, by ktoś przyszedł na drugi dzień na rynek do Wierzbnika. Byłem najstarszy z rodzeństwa, rodzice mnie posłali. Poszło nas wtedy pięciu z różnych domów. W południowej części placu rynku, gdzie dziś jest sklep telefonii komórkowej stały szubienice. Na chodniku wokół gromadziło się coraz więcej ludzi, ktoś przemawiał po niemiecku, zrobił się szum, zamieszanie. Niemiec krzyczał „halt”. Widziałem, jak młodym chłopakom założyli pętle na szyje i odrzucili skrzynki spod nóg. Zawiśli na moich oczach, machali tylko nogami w powietrzu – wspomina dramatyczne momenty, których 9-letni wówczas chłopiec nie powinien był oglądać.

Rozstanie z ojcem

Niestety traumatycznych dla dziecka przeżyć było więcej. Pan Mieczysław wspomina chwile rozstania z ojcem, który wydany przez sąsiada trafił w ręce w Niemców.

  • Ojciec nie pracował w fabryce. Miał konia, obrządzał go, kiedy sąsiad zawołał na niego. Nie zauważył, a przy płocie stał Niemiec. Odwrotu nie było. Musiał pójść razem z nim, zabrali go razem z innymi. Następnego dnia poszliśmy z matką, by zobaczyć ojca. Wpuścili nas przez portiernię do fabryki, gdzie wszystkich spędzili. Zabierano ich na stację do Wierzbnika, gdzie już czekały wagony towarowego pociągu. Szli czwórkami, niczym wojsko. Szliśmy równo z nimi. To była dzisiejsza ul. Marszałkowska. Na wysokości dawnej restauracji Węgierska jeden z mężczyzn nagle uciekł. Myślałem, że będą strzały, pogoń, ale cisza i spokój. Nikt nie dostał. Dziś wiem, że w zamieszaniu inni też by uciekli. Dlatego resztę pędzili, jakby się nic nie stało. Ojca przydzielili do jednego z wagonów. Mama chciała jeszcze coś powiedzieć, dostała kolbą od karabinu w twarz. Pamiętam, jak leciała jej krew. Ponieważ ojciec nie miał zawodu, wywieźli go do okopów koło Włoszczowej. Udało mu się uciec po tygodniu – dodaje.

Niemcy jeszcze nie raz dali znać o sobie w życiu małego chłopca. Mieszkający przy ul. Tysiąclecia pan Mieczysław jeździł przez las po drzewo do tartaku. Jeździli koło elaboracji, gdzie Niemcy produkowali amunicję. Były tam tory, dojeżdżały pociągi.

  • Któregoś dnia jechałem z babką po drzewo. Droga była wąska, grząska, nie tak jak dziś utwardzona a na niej dwa samochody. W drodze powrotnej stały dwa wozy niemieckie. Nijak ich minąć, zawrócić koniem z wozem też nie było jak. Co robić? Boże, jak ja się wtedy bałem. Nagle jeden z Niemców z siekierą idzie prosto na nas. Myślałem, że już po mnie. Ale on zaczął wycinać młodnik, podkładać bale pod wóz, żeby przejechał. Szczęśliwie udało nam się przejechać – wspomina momenty, w których kończyło się na strachu.

Druty, ręce i smród

Letni okres w życiu małego chłopca sprzyjał zabawom nad wodą. Nieopodal była bocznica kolejowa, gdzie stały wagony… pełne ludzi, zmęczonych, upodlonych, w nieludzkich warunkach.

  • Pamiętam, jak przez druty wystawały ludzkie ręce i to dramatyczne wołanie: „pić”, bo widzieli wodę niedaleko. Ale jak było im dać pić. Butelek plastikowych tak jak teraz nie było, szklane były w cenie. Kiedy tam podeszliśmy z kolegami czuć było niesamowity smród, bo przecież oni tam załatwiali się. Coś strasznego. Nagle Niemiec krzyknął „raus”, pociąg odjechał – ratunku już nie było – opowiada.

Otarł się o śmierć

Pan Mieczysław doskonale pamięta czasy biedy (dzieci nie miały butów a chłopaki biegały  koszulach spiętych w kroku agrafką, bo nie mieli spodni) i głodu, kiedy w sklepach nie było, jak dziś pełnych półek. Trudno było o jedzenie, dlatego zdobywano je wszelkimi możliwymi sposobami…

  • W Wąchocku była masarnia dla wojska. Mieli dużo krów. Droga wiodła koło tzw. szlachtuza, gdzie bili krowy. Po uboju rzucali kości pod murem. Kiedy ludzie się zwiedzieli, wybierali te kości z beczki, bo ugotowane z ziemniakami, bardzo dobrze smakowały. Nie wiem, czy się dziś coś z krowich nóg robi, ale wtedy czasy były zupełnie inne. Bałem się tego brać, ale jak inni brali, też się tam kręciłem. Któregoś dnia Niemiec mnie przyuważył. Nie zdążyłem jeszcze nic wziąć a Niemiec zobaczył, że tych nóg w beczce brakuje. Uderzył mnie w głowę, straciłem przytomność, ponoć mnie kopał po głowie. Ciotka ze swoją córką ledwie żywego mnie do domu przynieśli. Byłbym stracił życie za coś, czego nie zrobiłem.

Spotkanie Ruskich i Niemców

Był bardzo mroźny, zimowy poranek, kiedy pan Mieczysław zobaczył jednego z oficerów niemieckich, jak wyszedł z lasu i udał się do domu, sąsiadującego z jego domem. Niemcy nie wiedzieli jeszcze, że Ruscy są już we wsi. Niemiec żądał konia oraz powozu, żeby przewieź broń do Skarżyska, na stację kolejową.

  • Gdy sąsiad wyprowadził zaprzęg, na drodze pojawili się rosyjscy żołnierze, na widok których Niemiec zaczął uciekać. Ale nic to nie dało, zauważyli go migiem. Zaczęli gonić i strzelać, a po chwili złapali. Może gdyby przykucnął i spróbował przeczekać, albo oddał się do niewoli i wyśpiewał o reszcie, to inni by też przeżyli… – zastanawia się głośno mężczyzna.
  • A była ich tam jeszcze cała granda, jakieś trzysta osób – dodaje. – Spóźnili się trochę, bo w noc poprzedzającą ich przyjście, Niemcy spalili tory i mosty, żeby utrudnić Ruskim dotarcie. W Wąchocku pociągu nie było żadnego, więc na piechotę przyszli tu prawie spod Lipska. Ktoś ich tu podwiózł jakąś furmanką, a gdy tylko zorientowali się, co się tu dzieje, chcieli się szybko wydostać do Skarżyska.

Efekty przesłuchania

Rosjanie zaczęli szybko zajmować kwatery w domach Polaków. W jednym z nich mieściło się chyba dowództwo, bo właśnie tam zaprowadzili Niemca, którego schwytali. Mieszkał tam chłopak w wieku pana Mieczysława.

  • Widziałem, jak Rosjanie każą Niemcowi zdjąć buty, które założył potem jeden z przesłuchujących go mężczyzn. Trwało to długo, może nawet jakieś dwie godziny. Później wyprowadzili go na dwór i strzelili w tył głowy. Chyba wszystko powiedział, bo około południa zaatakowali niemiecki oddział, stacjonujący w lesie. Straszna strzelanina trwała do późnych godzin nocnych. Ponieważ Niemcy stawiali opór, Rosjanie wezwali na pomoc dwa samoloty, które latały nisko nad lasem. Zginęli prawie wszyscy. Poległo 34 Rosjan. Mieszkający w pobliżu ludzie mówili, że jeszcze w nocy słychać było jęczenie rannych. Bo nie wszyscy zginęli od razu. Większość godzinami konała na mrozie  mówi M. Tyl, który do tej pory na dźwięk samolotu ma niemiłe wspomnienia.

Ekshumacje…

Te wydarzenia głęboko utkwiły w pamięci małego chłopca. Jako dorosły człowiek postanowił zrobić coś, by ciała zakopane w ziemi, znalazły należne miejsce na cmentarzu. Z jego inicjatywy ciała rosyjskich żołnierzy odkopano i pochowano najpierw na cmentarzu w Wąchocku, a potem w innej, wspólnej radzieckiej mogile.

Niemieckie mogiły wciąż kryją się w lasach. Tylko dziesięciu z nich udało się ekshumować. Pan Mieczysław interweniował w tej spawie w Ministerstwie Spraw Zagranicznych Niemiec. Informację przekazano do Niemieckiego Związku Opieki nad Grobami Wojennymi w Kassel.

  • Przyjechało dwóch młodych ludzi ze specjalistycznej firmy zajmującej się ekshumacją, na zlecenie rządu. Pokazałem im najpierw mogiłę dziesięciu Niemców, znajdującą się tuż przy ulicy – mówi mężczyzna. – Wystarczyło kilka razy ruszyć łopatą, by pokazały się pierwsze piszczele, a potem kolejne. Sami byli bardzo zdziwieni. Wykonali więc kilka telefonów do Nadleśnictwa w Starachowicach, które warunkowo zgodziło się na kopanie w lesie. Nie można tak było zostawić tak tych kości. W sumie odkopano dziesięć kompletnych szkieletów – opowiada.

Wszystkie kości ułożono w specjalnych metalowych pojemnikach i – jak powiedziano panu Mieczysławowi – przewieziono na niemiecki cmentarz wojskowy w Polesiu koło Puław.

Mieszkaniec gm. Wąchock jest jednak przekonany, że szczątek ludzkich jest znacznie więcej.

  • W innymi miejscu też kopali, ale okazało się, że ktoś już tam ingerował. Kto i kiedy to zrobił, nie wiem. I po co? – zastanawia się pan Mieczysław, mając jak żywo przed oczami miejsca, gdzie grzebano Niemców.

Ewelina Jamka

1 KOMENTARZ

  1. Z całym szacunkiem dla Pana Mieczysława to procedura uzyskania pozwolenia na ekshumację trwała niemal 5 lat a nie jak twierdzi ” na telefon” z Nadleśnictwem. Ekshumacji dokonała fundacja Pamięć. i szacun dla niej

Dodaj komentarz

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

Wiadomości

Ofiara internetowego oszustwa

Plaga internetowych oszustów to zjawisko z jakim niemal codziennie w swojej pracy mają do czynienia przedstawiciele organów ścigania. W sobotni (16 listopada) wieczór, do...

Frańczak przypomniał się kibicom Kamiennej. Walczyli do końca [ZDJĘCIA]

Na 13. miejscu w tabeli świętokrzyskiej klasy okręgowej, spędzą zimową przerwę gracze Kamiennej Brody. Ekipa z powiatu starachowickiego, w ostatnim meczu pierwszej części sezonu...

Antoś już po operacji. Ciągle potrzebna pomoc

Znany naszym czytelnikom 4-letni Antoś Plewiński, chłopiec z ogromnym bagażem chorób i doświadczeń przeszedł operację, która ma pomóc w przywróceniu dziecka do sprawności. Do trudnej...

Miasto pozbywa się majątku. „Społeczna” sprzedana

Budynek miejski przy ul. Wojska Polskiego w Starachowicach znalazł nabywcę. Dawna siedziba przedszkola, która przez lata służyła na potrzeby Społecznej Szkoły Podstawowej i Społecznego...

Zobacz co będzie w budżecie Starachowic na 2020 roku?

Listopad to czas na przyszłoroczne plany i zamierzenia. Poczyniono pierwsze przymiarki do budżetu miasta Starachowice na 2020 rok. Zobacz, co w nim zostanie zapisane... Jak...

Lekarz potrzebny od zaraz…

Ok. 68 tysięcy lekarzy brakuje w służbie zdrowia w całym kraju. Jedna trzecia z pracujących dzisiaj medyków to już seniorzy w wieku emerytalnym. Za...

Od 2:0 do 2:3, czyli… Beniaminka miłe, złego początki

Od radości do smutku, emocjonalny roller coaster czy może huśtawka nastrojów. Które z wymienionych, trzech określeń najlepiej obrazuje to co działo się na stadionie...

Złodziej odjechał na nim? Stróże prawa proszą świadków o pomoc

Stróże prawa z Komendy Powiatowej Policji w Starachowicach zwracają się z prośbą do mieszkańców miasta, a także powiatu w sprawie zdarzenia, do jakiego doszło...

Swoją złość wyładował na samochodzie? Wandal w pobliżu posesji

Na kwotę ok. 2 tysięcy złotych oszacowano wartość strat po tym, co wydarzyło się w nocy z 14 na 15 listopada na terenie powiatu...

PILNE: kraksa w Stykowie. Służby w akcji

Kolejne poważne zdarzenie podczas trwającego, listopadowego weekendu odnotowali funkcjonariusze wydziału ruchu drogowego Komendy Powiatowej Policji w Starachowicach. W miejscowości Styków, na terenie gminy Brody,...

Dłuższe formalności niż budowa?

Od fundamentów aż po dach - wydawać by się mogło, że tyle potrzeba do budowy domu. Nic bardziej mylnego. Ci, którzy zdecydowali się na...

W Krynkach powstaje węzeł turystyczny

Przy znanym zabytku – barokowym kościele w Krynkach rozpoczęła się budowa punktu obsługi ruchu turystycznego. W budynku o powierzchni ok. 75 m2 przewidziane są...

Pies, weekend i straż miejska

Konflikt interesów, brak jasnych wytycznych dotyczących opieki nad zwierzętami a może niewystarczająca liczba etatów w Straży Miejskiej? - co spowodowało patową sytuację, w jakiej...

Park Kultury zamiast MDK i SCK

Wzmocnienie potencjału kultury, z myślą o jak najlepszej ofercie dla mieszkańców - taki cel przyświeca - zdaniem naszych włodarzy - połączeniu Starachowickiego Centrum Kultury...

Nadmierna prędkość zrobiła swoje? Trzeci weekend listopada zaczął się wypadkowo [ZDJĘCIA]

Szczęście, w drogowym nieszczęściu – tak w największym skrócie można podsumować to, co wydarzyło się w miejscowości Wilków, na terenie gminy Bodzentyn. Jak wynika...

Najnowsze komentarze

Galerie

Najbardziej popularne

Wiadomości

Ostatnio dodane

Najnowsze komentarze