Samochód z (niechcianym) zapłonem samoczynnym

Motoryzacja

Doktor N. wybrał się swoim kabrioletem na zwykłą przejażdżkę po górach. Nim osiągnął pierwszą przełęcz spod maski buchnął dym. Zdążył tylko zjechać na pobocze, złapać saszetkę z dokumentami i wyskoczyć na drogę. Gaszenie nie miało sensu bo jego samochód był wielką kulą ognia, której spopielone resztki dogasili już strażacy.
Inny przypadek: Pani Anna jechała na spotkanie z klientem służbowym samochodem. Pożar wybuchł gdy jechała drogą ekspresową. Spanikowana kobieta opuściła pojazd, pożar pomogli ugasić inni kierowcy. Kabina auta ocalała, silnik wraz z osprzętem ogień zamienił w okopcony złom. Pożar samochodu może zdarzyć się każdemu, w dowolnym miejscu. Czy jesteśmy na niego przygotowani?

Gdzie ta gaśnica

Gaśnica o zawartości środka gaśniczego o masie 1 kg to standardowe wyposażenie naszych samochodów. Prawo stanowi, że gaśnica musi być. O tym, że taka masa wystarczy na malutki pożar, a właściwie na jego zarzewie wie tylko ten, kto chociaż raz pożar auta próbował gasić. Dodatkowymi czynnikami utrudniającymi przeprowadzenie przeciętnemu kierowcy prawidłowej akcji gaśniczej są brak wiedzy na temat obsługi gaśnicy, brak praktyki, stres, a często też nieznajomość miejsca jej lokalizacji. Szybkość działania strażaków czy innych służb wynika z częstego trenowania procedur i obsługi sprzętu. Kto z nas, przeciętnych kierowców ma przećwiczone takie rzeczy?

Gasić, ratować, uciekać?

Pojawienie się dymu czy ognia to zapowiedź kłopotów, niebezpieczeństwo. Jeden najpierw skoczy gasić, inny rozpocznie od ewakuacji z auta pasażerów i rzeczy osobistych. A co z wezwaniem pomocy? Najpierw gasić, czy dzwonić po straż? Wiele zależy od sytuacji i oceny ratującego. Pomyłka może sporo kosztować, chociaż wiadomo, że najcenniejszymi wartościami są życie i zdrowie. Strach, stres, presja czasu, brak doświadczenia w takich sytuacjach, zagrożenie wynikające z miejsca zdarzenia – wszystko to powoduje, że możemy podjąć złe decyzje.

Pamiętajmy, że najważniejsze jest nasze bezpieczeństwo dlatego też nie próbujmy gasić sami pojazdu,  kiedy oznaki pożaru (płomienie, czarny dym) są już bardzo znaczne. Zacznijmy od wezwania straży pożarnej! –radzi kpt. Patrycja Pokrzywa, rzecznik bielskiej PSP (z którą skontaktowaliśmy się przy okazji ostatnich podpaleń aut na Podbeskidziu). Pół biedy gdy jesteśmy cali i sprawni, gorzej gdy pożar powstał w wyniku uderzenia w przeszkodę, a my siedzimy przypięci do fotela w naprężonych pasach. Czy umiemy szybko się z nich uwolnić? W takiej sytuacji banalne z pozoru usterki jak nieotwierające się drzwi (bo zepsuła się klamka czy zamek) albo zacinająca się klamra od pasa mogą kosztować cenne sekundy.

Przewidzieć, że się zapali

Jeśli nasze ubezpieczenie chroni przed skutkami pożaru, to pół biedy. – Warto wiedzieć jaki mamy zakres ochrony w takim przypadku – mówi specjalista ds. ubezpieczeń samochodowych rankomat.pl Marcin Szermański – każde towarzystwo ma nieco inne warunki, zwłaszcza gdy wybraliśmy opcję tzw. minicasco, w której ochrona w razie pożaru niekiedy nie jest przewidziana. Jest także możliwa sytuacja, że firma ubezpieczeniowa zwróci koszty całkowicie spalonego samochodu ale częściowego nadpalenia nie pokryje. Warto zatem czytać ogólne warunki ubezpieczenia (OWU), by się później nie zdziwić – dodaje ekspert. –Samochód, ubezpieczony czy nie, należy czym prędzej opuścić, poparzeń i cierpień stąd wynikających nie zrefunduje nam żadne, nawet najlepsze ubezpieczenie NNW, dlatego decydując się na samodzielną akcję gaśniczą musimy mieć na uwadze przede wszystkim swoje zdrowie.

Samo gaszenie (zarzewia) pożaru też trzeba przeprowadzić umiejętnie:

Jeśli mamy wątpliwości czy opanujemy pożar powstały w komorze silnika nie otwierajmy maski, gdyż dopływ świeżego powietrza może spowodować  jego rozniecenie, a w konsekwencji wywołać większe szkody niż korzyści – instruuje kpt. Patrycja Pokrzywa – Dlatego też spróbujmy wprowadzić środek gaśniczy przez grill, nadkola itp. Jeśli po zwolnieniu blokady nic złego się nie dzieje, uchylmy  tylko trochę  klapę  i starajmy się zasypać proszkiem źródło ognia. Należy przy tym wykonywać wahadłowe ruchy gaśnicą trzymaną w pionie i jak najszybciej odłączyć  akumulator! Ważne jest też aby jeśli to możliwe przerwać gaszenie, kiedy w gaśnicy zostało jeszcze choć trochę proszku. Przyda się on, gdyby pożar się wznowił.

Co się pali, ile i dlaczego?

Czy możemy przewidzieć pożar naszego samochodu? W pewnym sensie tak – jeśli nie zadbamy o stan silnika i jeździmy mimo wycieków oleju prawdopodobieństwo, że coś się zapali wzrasta – przestrzega mechanik i diagnosta samochodowy Krzysztof Kupka. – Do tego dochodzi stan przewodów paliwowych, dbałość o instalację elektryczną czy choćby stan osłon termicznych w układzie wydechowym. Plus troska o stan techniczny instalacji gazowej i jej właściwy montaż.

Czynników ryzyka teoretycznie jest sporo, w praktyce rzecz wygląda znacznie lepiej. Według danych Państwowej Straży Pożarnej rocznie pali się w Polsce ok. 8 tys. aut. W porównaniu do zarejestrowanych ok. 20 mln. to bardzo niewiele – 0,04 proc. Czy w tej liczbie może się znaleźć także mój samochód? Może. Najczęstszą oficjalnie podawaną przyczyną pożaru są zwarcia w instalacji elektrycznej – a tych raczej nie jesteśmy w stanie przewidzieć. Co zatem robić? Wzorować się na strażakach: dbać o sprzęt oraz ćwiczyć procedury. Samochód pali się szybko, na zastanawianie się nie ma czasu. Ile sekund potrzebujesz od sygnału o zagrożeniu do `odpalenia` swojej gaśnicy? Nie wiesz? To zmierz!

rankomat.pl