Sprawiedliwi Wśród Narodów Świata

filmy Starachowice

To najwyższe odznaczenie izraelskie otrzymali Józef i Helena Daniszewscy oraz ich córka, Irena Daniszewska-Pacańska. 14 lat temu uznano ich za Sprawiedliwych Wśród Narodów Świata. Właśnie w tym czasie warto przypomnieć, że również w Starachowicach byli ludzie, którzy – nie licząc się z karą śmierci – ukrywali żydowskie dziecko.

Ocalona

Czasy wojny i okupacji w Starachowicach wciąż skrywają wiele historii i wspomnień, które odbiły się piętnem na rodzinach mieszkających w Wierzbniku. Mogłyby one jednak posłużyć do napisania niejednego scenariusza do filmu z happy endem. Doskonałym tego przykładem jest historia żydówki urodzonej w Starachowicach.

Tova Pagi, przyszła na świat sześć lat przed wybuchem wojny. Wraz z rodzicami mieszkała w Wierzbniku, w domu przy ul. Piłsudskiego 40. Pamiętnego września `39 miała pójść do pierwszej klasy, podobnie jak jej rówieśnicy. Lekcji jednak nie podjęła, gdyż hitlerowscy okupanci zabronili dzieciom żydowskim pobierać jakiekolwiek nauki. Choć nadszedł trudny czas dla rodziny, nie spodziewali się najgorszego, które miało dopiero nadejść.

Przełomowy okazał się 1942 rok. W sierpniu, na dwa miesiące przed deportacją Żydów z getta w Wierzbniku-Starachowicach, rodzice 9-letniej wówczas Tobci Lustman (później Tovy Pagi), postanowili znaleźć schronienie u polskiej rodziny, chcąc ocalić życie najmłodszego dziecka w rodzinie. Nathan Lustman, ojciec Tobci, zwrócił się do Heleny Daniszewskiej, która była jego klientką, by wzięła jego małą córeczkę. Choć Daniszewscy nie należeli do ludzi zamożnych, przeciwnie byli raczej biedną, ciężko pracującą rodziną z trójką własnych dzieci w wieku 12-15 lat, przygarnęli pod swój dach 9-letnią Tovę. Przedstawili ją jako odwiedzającego krewnego z innego miasta. Dla dziewczynki, której do tej pory nic nie brakowało, nadszedł trudny czas. Niekorzystną sytuację potęgowała rozłąka z rodziną. Jej rodzice i starsza siostra zostali zabrani do obozu pracy dla Żydów na Majówce. Pracowali w kopalni i fabryce amunicji. Bardzo za nimi tęskniła. Mimo wieku była jednak świadoma zagrożenia, jakie  na nią czyha, jak również na tych, którzy dali jej schronienie. W tym samym czasie troje żydowskich dzieci, ukrywających się wśród chrześcijańskich rodzin, zostało zabitych.

Duże ryzyko

Helena  Daniszewska pozostawała w kontakcie z matką Tobci. Ona i jej 15-letnia córka, Irena, pojechały nawet na obrzeża obozu, by przynieść jedzenie do Lustmanów i powiedzieć im, co robi Tobcia. Po zmianie administracji obozu pracy, w obliczu groźby o życie Tobci i rodziny Daniszewskich, Helena zdecydowała, wraz z Estherą Glimman, matką Tobci, aby przemycić dziecko do obozu, zwłaszcza, że ​​było tam jeszcze kilka żydowskich dzieci. Wiosną 1943 roku Tobcia została przekazana rodzinie do obozu pracy. Po jego likwidacji, w lipcu 1944 roku, wszyscy więźniowie, w tym Tobcia, jej mama i siostra, zostali wysłani do Auschwitz. Na szczęście udało im się przeżyć.

Tova miała 14 lat, kiedy wyjechała do Izraela. Tam chodziła do szkoły, potem zaczęła studia. Skończyła filozofię, wykładała w uniwersytecie. Po latach odszukała rodzinę, która przechowywała ją w czasie wojny. Utrzymywała z nimi stały kontakt listowny, spotykała się zawsze, przy okazji pobytu w Starachowicach. Z racji wykonywanej pracy, organizowała wyjazdy dla żydowskiej młodzieży do Polski, oprowadzając m.in. po ul. Piłsudskiego, gdzie mieszkała. Młodzi ludzie mieli także okazję zobaczyć miejsce, gdzie zorganizowany był obóz na Majówce.

Przy tego typu okazjach czytała fragmenty ze swojego pamiętnika: „Z początku wychodziłam na powietrze, bawiłam się z dziećmi i zapomniałam trochę o wielkim nieszczęściu. Ale jak dzieci zaczęły podejrzewać, że jestem Żydówką, zaczęto mnie ukrywać. Gdy ktoś przyszedł to ja musiałem się chować do komórki. W ten sposób przechodziły dnie i miesiące. Co rano widziałam przez okno naszych, jak przechodzili do pracy, a ja spoglądałam smutnie na tych oberwańców, których nie mogłam nawet poznać. Ale i to się skończyło. Kiedy zaczęły się rewizje i szukali żydowskich dzieci, postanowiono mnie oddać do lagru. Pewnego dnia „ciocia” powiedziała, że mnie odeśle od lagru. leciałam jak szalona, bo nie byłam przyzwyczajona chodzić na dworze. Jeszcze sekunda i byłam koło szlaki, gdzie pracowała mama. Ale mama nie mogla do mnie przyjść, pilnowali ją strażnicy. Z bojącym sercem wchodziłam do lagru, na szczęście przy bramie nie liczyli. A gdzie jest tatuś? – zapytałam, gdy mam wróciła z pracy. Mam i siostra stanęły, jak osłupione a potem powiedziały, że wybrali go do Szydłowca, a mnie coś mówiło, że to nie prawda. Ale musiałam uwierzyć.   

Tego dnia straszenie było w lagrze. Ludzie latają jak powariowani, starzy przebierają się za młodych a młodzi za starych, bo przyszła wiadomość, że mają wywozić. Potem wszystko wychodzi z baraków, ustawiamy się w szeregu, idziemy na plac. I nagle westchnienie ulgi – to tylko rewizja. Tak nas przeszukano, że zabrano wszystko, co żeśmy jeszcze mieli.

Zaczęły się rozchodzić wieści, że zaczną likwidować lagier. Ludzie zaczęli uciekać. Kilku uciekło, ale na wieżach spostrzegli i zaczęli strzelać – krzyki, trupy. Jeden dzień przed likwidacją się nie spało, nie jadło, nie piło”. 

***

Rodzina, dzięki której ocalało życie małej Tovy została uhonorowana ważnym wśród narodu żydowskiego tytułem. Oficjalna uroczystość związana z przekazaniem najwyższego odznaczenia izraelskiego odbyła się w marcu 2004 roku w ambasadzie izraelskiej w Warszawie. Yad Vashem uznał Józefa i Helenę Daniszewskich oraz ich córkę, Irenę Daniszewską-Pacańską za Sprawiedliwych Wśród Narodów Świata. To cywilne odznaczenie nadawane nie-Żydom, przyznawane przez Instytut Pamięci Męczenników i Bohaterów Holocaustu Jad Waszem w Jerozolimie.

Niestety Józef i Helena Daniszewscy nie doczekali chwili, kiedy zostało im nadane odznaczenie. Tytuł Sprawiedliwych Wśród Narodów Świata odebrała ich córka dziś już śp. Irena wraz ze swoją córką. W kontakcie z Tovą pozostają kolejne pokolenia Daniszewskich, Paweł, Rafał i Krzysztof Daniszewscy, synowie Ryszarda (brata Ireny), wnuki Józefa i Heleny.

  • Tova żyje, mieszka w Izraelu, ma 85 lat. Ostatni raz widzieliśmy się dwa lata temu, kiedy przyjechała latem do Polski na zaproszenie mojego brata, który wydawał córkę za mąż – mówi Krzysztof Daniczewski. – Uczestniczyła w uroczystości razem ze swoją córką. To bardzo miła, inteligenta, starsza osoba. Chętnie opowiada o tym, co się wydarzyło, dostępne są jej pamiętniki z opisem wydarzeń, które przeżyła. Wśród narodu żydowskiego jest traktowana jako świadek historii. Czasem kilka razy do roku przyjeżdżała do Polski z żydowską młodzieżą. To ich obowiązek w wieku nastoletnim odwiedzić Polskę i zobaczyć miejsca związane z historią ich narodu. Tova oprowadzała ich po miejscach i opowiadała o historii Żydów w Wierzbniku – dodaje K. Daniszewski.

 

Dodaj komentarz