Pomóżmy spełniać marzenia

Starachowice

Postępujące stwardnienie rozsiane odebrało pani Elżbiecie zdolność samodzielnej egzystencji. Przykuta do szpitalnego łóżka i zdana na innych, ma jednak swoje marzenia i pragnienia. Pomóżmy jej czerpać radość z życia, które jest tak bardzo ograniczone chorobą.

O pani 53-letniej Eli i jej chorobie, która z dnia na dzień coraz bardziej odbiera radość życia pisaliśmy już na łamach Tygodnika. Wówczas kobieta przebywała w Domu Pomocy Społecznej w Starachowicach. Umieszczenie jej w placówce opiekuńczej – choć dla bliskich bardzo trudne –  było koniecznością. Zarówno mąż, jak i dorosły syn stali się bezradni wobec postępującej choroby.

Wykształcona i aktywna niegdyś zawodowo kobieta, żyła pełnią życia, odnosiła sukcesy sportowe. Pierwsze symptomy choroby pojawiły się po urodzeniu dziecka, ponad 20 lat temu. Zaczęło się od trudności z chodzeniem. Wnikliwa diagnostyka i szczegółowe badania nie pozostawiały złudzeń – to stwardnienie rozsiane. Rokowania były jednak dobre. Lekarze zapewniali, że nie będzie leżeć w łóżku, ewentualnie jeździć na wózku. Początkowo tak było, ale z czasem było już tylko gorzej. Choroba czyniła spustoszenie na całym ciele, zaczęły zanikać nerwy, mięśnie. Były problemy z równowagą, pani Ela nie była w stanie utrzymać się w pozycji siedzącej na wózku inwalidzkim. Łóżko stało się codziennością a kobieta zaczęła wymagać całodobowej opieki. Choroba odebrała jej podstawowe funkcje życiowe: w nogach porobiły się przykurcze, zaburzona jest mowa. Jedyne co pozostało to oczy, choć i wzroku choroba nie oszczędza. Pocieszające jest to, że nie cierpi fizycznie, bo nie czuje bólu. Ale ból pozostaje w sercu… że nie może żyć, tak, jak mogłaby, jak chciałaby…

Bo przecież pani Ela żyje i czuje, jak my wszyscy. Ma swoje marzenia i pragnienia, których chciałaby doświadczyć.

– Od miesiąca Ela przebywa na Oddziale Paliatywnym starachowickiego szpitala. Ma wspaniałą opiekę, personel robi, co może walcząc z odleżynami – mówi pani Ania, przyjaciółka rodziny. – Na wyleczenie i powrót do zdrowia nie ma szans. Teraz najważniejsze to zatrzymać postęp choroby. Udało nam się dla Eli zdobyć lek, który zniwelował napięcie mięśniowe i ograniczył przykurcze. Ważna jest rehabilitacja. W planach jest wyjazd do sanatorium w Dąbkach, gdzie jest jedyny w Polsce ośrodek dla osób z problemami neurologicznymi, które nie chodzą. Mają tam specjalne łóżka pionizujące, dzięki którym Ela mogłaby inaczej spojrzeć na świat.

Marzeniem pani Eli jest wyjechać nad morze: posłuchać szumu fal, poczuć morską bryzę. Jej bliscy mają nadzieję, że uda im się to pragnienie zrealizować. Codzienna opieka, leczenie (lek, który wystarcza na ok. 6 tygodni kosztuje ok. 4 tys. zł) i rehabilitacja są jednak bardzo kosztowne. Wszyscy, którzy mogliby i chcieliby pomóc kobiecie mogą kierować wpłaty na konto „Caritas” 45 1240 3259 1111 0000 2989 1757 z dopiskiem „Elżbieta Kwiatkowska”.

Ewelina Jamka