Zielono-czarnym brakuje serducha na boisku

flash Sport

– Nie chce wierzyć w to, że zawodnikom Staru po prostu nie chce się grać. Na boisku widać jednak, że za klub umierać nie mają zamiaru – twierdzi w rozmowie z TYGODNIK-iem przebywający na Wyspach Brytyjskich Konrad Rączka, były wiceprezes zielono-czarnych.

TYGODNIK: Zamieszanie związane z wypłatą wynagrodzenia dla byłego trenera Rafała Lipińskiego, strata punktów w meczu z ostatnią ekipą tabeli i na dodatek trudna sytuacja kadrowa zespołu nie napawają optymizmem. Kibice Staru w ostatnich tygodniach za wielu powodów do radości nie mają.

K. RĄCZKA, B. WICEPREZES ZIELONO-CZARNYCH: – Mimo, iż nie jestem już tak blisko klubu jak kiedyś, sytuacja w jakiej znalazł się obecnie Star wcale mnie nie dziwi. Kilka lae temu, w momencie kiedy m.in. z Danielem Falkiewiczem przejmowaliśmy klub było jeszcze gorzej. Nasz poprzednik Mirosław Szwugier złożył wniosek do Starostwa Powiatowego o likwidację. Stanęliśmy murem i powiedzieliśmy stanowcze „nie”. Wniosek został wycofany, a drużyna miała na koncie zaledwie 11 punktów. Groził jej spadek. Nie było trenera, który podjąłby się trudnej misji. Udało nam się namówić Rafała Lipińskiego by przejął zespół. Pracował za darmo. Ktoś powie dziś, iż nie ma sensu wracać do przeszłości. Liczy się co tu i teraz. O.K., ale to co działo się wcześniej, nie było przecież oderwane od rzeczywistości. Dziwi mnie stanowisko obecnego zarządu, który twierdzi, że pieniądze trenerowi Lipińskiemu się nie należą. Mam inne zdanie na ten temat. Należy uszanować to, co zrobił w czasie pracy w Starze. Nie było przecież przypadku w tym, że drużyna awansowała z A klasy do okręgówki.

Dlaczego zatem obie strony przez ponad pół roku nie były w stanie się dogadać, a sprawa musiała ostatecznie oprzeć się o Wydział Dyscypliny Świętokrzyskiego Związku Piłki Nożnej?

– Nie dziwię się trenerowi Lipińskiemu, który nie godzi się na brak wypłaty. Na jego miejscu postąpiłbym tak samo. Ze Starem związany jest od lat. Obecny zarządu klubu, obrał taką strategię, na którą nie zdecydowałby się poprzedni. Jaką? Wybrał politykę ściągnięcia byłych zawodników Juventy. Niektórzy z byłych już piłkarzy Staru nie godzili się na takie rozwiązanie. Nie godzili się na odejście Lipińskiego, a co za tym idzie wybór nowego szkoleniowca.

Dlaczego?

– Z informacji jakie do mnie docierają kilku zawodników nie była w stanie dojść do porozumienia z obecnym zarządem. Kadra z powodu kontuzji i kartek z tygodnia na tydzień się kurczy. Kiedy my pracowaliśmy w klubie, nikt nie pobierał wynagrodzenia. Nie było w ogóle mowy, by trener czy zawodnicy liczyli na jakąkolwiek gotówkę. Mimo braku dotacji z miejskiej kasy, byliśmy w stanie utrzymać klub. W Starze grali ludzie, ściągnięci z amatorskich lig piłkarskich, tacy jak Tomasz Opozda czy Marcin Krawczyk, który później przejął opaskę kapitana. Mieli serce do gry. Na treningi przyjeżdżali za własne pieniądze. Teraz tego nie widać. Jeśli taka sytuacja dalej będzie miała miejsce, na 90-lecie klubu Star zamiast grać w IV lidze, spadnie do A klasy. Tabela niestety nie kłamie. Nie od dziś wiadomo, że wiosną punkty zdobywa się trudniej.

To czarny scenariusz. Kibice są jednak zdania, że będzie zupełnie inaczej niż mówisz.

– Między obecnym zarządem a piłkarzami nie ma chemii. Na domiar złego sytuacja zatoczyła koło, bo w klubie nie ma pieniędzy. Ci zawodnicy, którzy są w drużynie trenera Zdzisława Spadło nie mają tego, czym charakteryzowała się ekipa Lipińskiego. Brakuje im serducha i waleczności. Nie chce wierzyć w to, że zawodnikom Staru po prostu nie chce się grać. Na boisku widać jednak, że za klub umierać nie mają zamiaru. Nie chcę żeby było to odebrane jako mój atak na piłkarzy. Wielu z nich znam i szanuję. To jednak innego typu zawodnicy, którzy byli kilka lat temu w Starze. Tamci nogi w każdym spotkaniu nie odstawiali.

Rozmawiał Rafał Roman

Dodaj komentarz

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.