Przeziębiony, ale bez serca dla rywali

Sport

Jak na głównego faworyta rywalizacji przystało, odniósł zwycięstwo w kapitalnym stylu. Mateusz Borowski – bo o nim mowa – reprezentujący barwy Ludowego Klubu Biegacza Rudnik (gm. Brody), w Spale podczas halowych mistrzostw Polski juniorów wywalczył prestiżowy tytuł. Bieg na dystansie 800 metrów ukończył z czasem 1:51.03. Drugi był Marcin Kuliga z Krosna z rezultatem 1:51.18. Jak ocenia swój, pierwszy tak poważny występ, w tym roku?

O problemach zdrowotnych…

– Jadąc do Spały byłem przekonany, jak trudne czeka mnie zadanie. Nie chodziło już tylko i wyłącznie o dyspozycję moich najgroźniejszych konkurentów. Patrzyłem przede wszystkim przez pryzmat przygotowania do startu. Byłem mocno przeziębiony, a choroba dała się już we znaki po powrocie do Ostrowca Św. Większość moich kolegów, z którymi trenuję chorowała. Myśląc o sukcesie w Spale trzeba było zacisnąć zęby i nie zważać na przeciwności losu. Dobrem nadrzędnym było to by skupić się na starcie. Już pierwsze minuty pobytu w hali nie było dla mnie najlepsze. Czułem się osłabiony, a mimo to postanowiłem stanąć na starcie.

O oczekiwaniach i nastrojach…

– Presja i czynnik ludzki jak bywa zwykle przy startach na najważniejszych imprezach w sezonie, także mają wpływ na formę. Nie inaczej było w moim przypadku. Inaczej biega się w roli faworyta, a inaczej kiedy ma się świadomość o walce o najwyższy stopień podium. Nie zmienia to faktu, że mnie ta rola zawsze odpowiadała i w większości przypadków byłem w stanie świetnie sobie z nią poradzić. Mimo młodego wieku, jestem już na tyle doświadczonym lekkoatletą, który wie jak radzić sobie z rolą faworyta. Wytrzymałem ciśnienie, a nagroda przyszła sama. Medal to ukoronowanie ciężkiej pracy, jaką wykonałem w ciągu kilku ostatnich tygodni. Trzeba było się mocno natrudzić.

O smaku złota…

– To wyjątkowe uczucie, kiedy ma się świadomość, że oczy opinii publicznej skupione są tylko i wyłącznie na mnie. Plan na bieg był taki, by zachować pozycję lidera. Od początku do końca. Stanąłem na wysokości zadania. Kolega z Krosna naciskał, zaatakował 150 metrów przed metą, ale nie dałem się wyprzedzić. Cieszę się, że obroniłem tytuł mistrza Polski. Celem minimum na krajowy czempionat w Spale było wywalczenie krążka. Złoto, po które sięgnąłem jeszcze w takim stylu smakuje jak żaden inny medal. Końcówka biegu była świetna. Wiele osób pospieszyło mi z gratulacjami. Otrzymałem wiele telefonów i smsów z gratulacjami. Dla mnie i dla klubu, którego jestem reprezentantem to spore wyróżnienie. Rok 2016 zaczyna się dość mocno. Ciekaw jestem jaki będzie miał zakończenie (śmiech).

O napiętym terminarzu…

– Musiałem pogodzić nie tylko treningi czy starty, ale przede wszystkim sport z nauką. W międzyczasie byłem gościem gali z udziałem najpopularniejszych sportowców regionu świętokrzyskiego. Wyjazdy, obozy. Ostatnie dni to życie na walizkach. Zmęczenie z pewnością dało o sobie znać. Nieczęsto zdarza się przecież tak, że praktycznie startowałem co tydzień. Po mistrzostwach Polski będzie czas na odpoczynek i regenerację. 800 metrów do mój koronny dystans, ale na 1,5 km zamierzam nadal walczyć.

Mówi dla TYGODNIK-a
SYLWESTER DUDEK, PREZES I TRENER LKB RUDNIK: – Cieszymy się z kolejnego złotego medalu Mateusza. Bieg był trudny, ale najważniejsze, że zakończył się dla nas sukcesem. Borkowski po raz kolejny potwierdził jak wartościowym jest lekkoatletą. Mierzy wysoko. Trzymamy za niego kciuki. Jest na najlepszej drodze do tego by znaleźć się w ścisłej światowej czołówce.

 

Czy wiesz, że…
Mateusz Borkowski, jeszcze przed startem w halowych mistrzostwach Polski juniorów, wygrał bieg na 1500 metrów podczas zawodów Polskiego Związku Lekkiej Atletyki w Spale. Uzyskał czas 3.53,61. – Cieszę się z kolejnego udanego startu i z następnych rekordów. Tym razem życiówki i rekordu województwa w kategorii juniorów. Poprawiłem go o dziesięć sekund – powiedział.

 

 

Dodaj komentarz

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.