Latające owady przerwały walkę na murawie

Sport

Do niecodziennej sytuacji doszło podczas niedzielnej konfrontacji ŁKS-u Łagów z Kamienną Brody. Po tym, jak ekipie beniaminka IV ligi udało się objąć prowadzenie, futbolówka przypadkowo trafiła w ławkę rezerwowych. Nikt nie przypuszczał, że za chwilę arbiter będzie zmuszony przerwać, na ponad 10 minut mecz. Dlaczego?

– Zdajemy sobie sprawę z tego jak trudne czeka nas zadanie, ale postaramy się przywieźć z trudnego terenu punkty – mówił przed pierwszym gwizdkiem sędziego szkoleniowiec Kamiennej Brody Adrian Sobczyński. Jego drużyna – patrząc tylko na tabelę – nie była faworytem niedzielnego starcia z ŁKS-em Łagów. Trener beniaminka IV ligi z jednej strony musiał zmobilizować swoich zawodników, po ostatniej porażce przed własną publicznością. W trakcie mikrocyklu, okazało się, iż przeciwko ekipie Krzysztofa Dziubela nie będą mogli zagrać Jan Szymański (przymusowa pauza za kartki) oraz Karol Garbala, którego zatrzymały sprawy zawodowe.

Pierwsze minuty zapowiadały, ciekawe widowisko. Do momentu kiedy… – Z jednej strony sytuacja wyglądała nieco komicznie, z drugiej wcale nie było nam do śmiechu – opisywał, to co działo się w pierwszym kwadransie Mirosław Piątek, kierownik Kamiennej. Wykopana za linię boczną piłka, naruszyła gniazdo latających owadów. Zawodnicy i sztab szkoleniowy, nie mieli innego wyjścia jak tylko oddalić się z „niebezpiecznego” miejsca. Przyjezdnym do śmiechu nie było jednak kilka minut później, kiedy drugą żółtą, a w konsekwencji czerwoną kartką ukarany został Karol Gruszka, podstawowy stoper. Mimo gry w osłabieniu, drużynie Sobczyńskiego udało się wywalczyć punkt. – Remis jest jak najbardziej sprawiedliwym rezultatem – powiedział kierownik Piątek.

Radek w gazie

Były napastnik GKS-u Górno, który tydzień wcześniej przeciwko Alitowi Ożarów, także przed własną publicznością wpisał się na listę strzelców, ponownie dał o sobie znać. Dzięki trafieniu Roberta Radka, ekipa z Rudek objęła prowadzenie. – Musieliśmy rywalizować w trudnych warunkach, na mokrym i grząskim boisku. Podział punktów jest jak najbardziej sprawiedliwym wynikiem, choć nie ukrywaliśmy tego, że chcieliśmy sięgnąć po pełną pulę. Stało się inaczej – ocenił pojedynek z Nidą Pińczów trener GKS-u Rudki Dariusz Świetlik, który w ataku postawił na mieszankę doświadczenia (Mariusz Jaros) z młodością, przebojowością i fantazją (Robert Radek).

– Robert świetnie zachował się w sytuacji sam na sam, kiedy zdołał znaleźć sposób na pokonanie golkipera gości – dodał opiekun „Gieksy”. Pińczowianie wyrównali jeszcze w pierwszej połowie. – To oni dominowali. Swoich szans szukaliśmy w kontratakach. Po zmianie stron było więcej walki. Szkoda, że Jarosowi lub Dawidowi Dawidowiczowi nie udało się zaskoczyć bramkarza Nidy. Jedno oczko też należy uszanować – stwierdził szkoleniowiec GKS-u.

IV liga świętokrzyska
6. kolejka (20 września)
GKS RUDKI – NIDA PIŃCZÓW 1:1 (1:1)
1:0 Robert Radek (2)
RUDKI: Wróblewski – Borowiec, Gawlik, Ł. Kowalski Ż, Dawidowicz, Kosmala (57. M. Kołodziejski), Barucha, B. Wiecha Ż, Zakrzewski (75. Cieślik), Jaros Ż (80. Salwerowicz), Radek (90. Treska). Trener: Dariusz Świetlik.
ŁKS ŁAGÓW – KAMIENNA BRODY 1:1 (0:1)
0:1 Konrad Kijanka (2)
KAMIENNA: Bidziński – Jagieła, Gruszka Ż CzK 28 min., Sado Ż, Kozera, Kijanka, Kotwa, Kidoń Ż (85. Soboń), Gajewski (75. Maciejczak), Skwarliński, Kosowski (63. Dąbrowski). Trener: Adrian Sobczyński.

 

Dodaj komentarz

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.