Była podopieczna Marka Jasińskiego z medalem mistrzostw świata

flash Sport

Do stolicy Serbii jechała jako jedna z faworytek do uplasowania się na najwyższym stopniu podium. – Pierwszą, wygraną walką rozbudziłam apetyt, ale ostatecznie skończyło się na brązowym medalu, który z jednej strony cieszy, z drugiej można przy nim postawić duży znak zapytania – twierdzi w rozmowie z TYGODNIK-em Joanna Walkiewicz. Wychowanka Dragona Starachowice uplasowała się na 3. miejscu, podczas zakończonych kilka dni temu mistrzostwach świata w kick boxingu, w formule low kick.

TYGODNIK: Po powrocie z mistrzostw globu, nie tylko ty, ale także twój obecny szkoleniowiec Marek Soboń, mówił otwarcie o dużym niedosycie. Dla wielu kibiców takie słowa mogą być sporym zaskoczeniem, tym bardziej jeśli mowa jest o medalu przywiezionym z najważniejszych zawodów sezonu.

J. WALKIEWICZ, B. ZAWODNICZKA DRAGONA STARACHOWICE, OBECNIE REPREZENTANTKA SKKB KIELCE: – Nie dla mnie. Jestem osobą ambitną i zawsze staram stawiać sobie poprzeczkę wysoko. Nie inaczej było i w Serbii. Dlaczego słowo niedosyt ma kluczowe znaczenie? W drodze do finału, a co za tym idzie możliwości sięgnięcia po najważniejsze trofeum stanęła Rosjanka, z którą kiedyś już walczyłam. Tak tym razem, jak i wcześniej rywalka okazała się lepsza. Walka była jak najbardziej do wygrania. I nie jest to tylko i wyłącznie moje zdanie. O dwóch, pierwszych rundach powinnam jak najszybciej zapomnieć. Dopiero w trzeciej, wróciła Asia Walkiewicz, jaką pewnie moi kibice chcieliby oglądać. Rundę wygrałam, ale było zbyt mało czasu na odrabianie strat.

Wasz pojedynek branżowe portale internetowe okrzyknęły mianem przedwczesnego finału. Naprzeciw siebie stanęły bowiem broniąca wywalczonego przed dwoma laty tytułu mistrzyni świata oraz mistrzyni Starego Kontynentu z 2014 r.

– Rosjanka czuła do mnie respekt. Zapewne zdawała sobie sprawę, iż jeśli wygra w półfinale, w walce o złoto może mieć łatwiejsze zadanie. Scenariusz sprawdził się co do joty. Po zakończeniu walki finałowej, Rosjanka podeszła do mnie i powiedziała, iż w przyszłym roku to ja sięgnę po złoto. Nie wiem jak odbierać jej deklarację. Czy podjęła decyzję, by zakończyć przygodę ze sportami walki czy może była to z jej strony zasłona dymna. Oceniając występ na chłodno, jest spory niedosyt.

Czego zabrakło by móc cieszyć się z 1. miejsca?

– Co by nie powiedzieć, brązowy medal też może być odbierany w kategoriach sukcesu. Może źle to zabrzmi, ale zabrakło serca do walki. Sportowa złość obudziła się we mnie za późno. Agresja i przede wszystkim determinacja były cechami, którymi jeszcze do niedawna górowałam nam przeciwniczkami. W 2. rundzie miałam świadomość tego, że nie ma mnie w ringu i, że nie walczę. Swoje zrobiło zapewne zmęczenie i niemal do końca pilnowanie wagi. W ciągu trzech pierwszych dni, pobytu w Belgradzie musiałam zbijać wagę, nie wiedząc kiedy po raz pierwszy wyjdziemy do ringu. Organizm to nie maszyna, która szybko jest w stanie dostosować się do nowych warunków. Przy takim wyniku musiało się to odbić. Mocy nie straciłam. Kondycyjnie byłam dobrze przygotowana. Po walce nie czułam zmęczenia. Jedyny mankament to nastawienie i pomysł jak zaskoczyć rywalkę.

Nie byłaś zaskoczona decyzją sędziów?

– W rundzie nr 2, Rosjanka zaczęła mocno punktować, co przełożyło się później na werdykt. Nie był dla mnie zaskoczenie. Plan na ostatnią odsłonę pojedynku był taki, by zasypać ją ciosami od początku. Rosjanka broniła się przed atakami, ale co najciekawsze klinczowała i unikała półdystansu. Mistrzostwa była de facto ostatnią, tak ważną i prestiżową imprezą w tym roku w jakiej brałam udział. Pragnęłam złota, bo wiedziałam na co mnie stać. Niestety stało się inaczej. Czeka mnie krótki odpoczynek, na to by wyciągnąć wnioski po mistrzostwach i zastanowić się jeszcze raz, co nie zagrało w Serbii. Niewykluczone, że kibice zobaczą mnie w Starachowicach, podczas mistrzostw Polski w formule oriental rules. Jeśli zdecyduje się w nich wystartować, czeka mnie krótkie przygotowanie. Krajowy czempionat rozpocznie się 5 grudnia. Czasu zostało niewiele. Start w nich to otwarta karta.

Rozmawiał Rafał Roman