Nocny koszmar szybko nie da o sobie zapomnieć

flash Paragraf

Poważny pożar dachu domu, w którym mieszkali doszczętnie zniszczył nie tylko plany, ale przede wszystkim nadzieje na lepsze jutro. – Zostaliśmy dotknięci tragedią, ale w tym momencie nie możemy załamywać rąk i mówić, że się „nie da” – twierdzi w rozmowie z TYGODNIK-iem 30-letni mieszkaniec Marcinkowa, w gminie Wąchock. W nocy z 29 na 30 grudnia spał w pomieszczeniu na górze, w którym wszystko się zaczęło.

TYGODNIK: – W którym momencie dowiedział się pan o pożarze?

30-LETNI MIESZKANIEC MARCINKOWA, KTÓREGO DOM ZNISZCZYŁ POŻAR: – Był środek nocy. Spałem na górze, na poddaszu. Mama była w tym czasie na dole. O tym, że dzieje się coś niedobrego powiadomił nas sąsiad, który notabene jest komendantem Ochotniczej Straży Pożarnej w Marcinkowie. Mieszka blisko remizy. Słychać było tylko huk strzelającej blachy. Stał mocno nagrzała się. Nie pomylę się jeśli powiem, że dach strzelał. Na górze było czerwono. Obudził mnie. Nie mogłem nic zrobić, jak tylko uciekać i ratować własne życie i matki. Strażacy jechali już w tym czasie. Na miejscu pierwsi zameldowali się ochotnicy.

– Przed wybuchem pożaru, nie było niepokojących sygnałów, że coś może się palić?

– Ze względu na wyjazd służbowy, w domu nie było mnie przez kilka tygodni. Mama została praktycznie sama. Musiała napalić w piecu. Ogrzanie domu było na jej głowie. Zapewne nie przypuszczała, że problemem może być nieszczelność przewodów kominowych. Ognisko ognia, w okolicach dachu musiało pojawić się wcześniej. Z pewnością przykro to mówić, ale być może pożar był tylko kwestią czasu. Rozmawiałem z doświadczonym strażakiem, który stwierdził, iż tlić w tym miejscu musiało się nie od dziś. Sytuacja była na tyle poważna, że z małej iskry zrobił się wielki pożar dachu.

– W mieszkaniu było wiele cennych przedmiotów, w tym m.in. telewizor, komputer, a nawet portfel z pieniędzmi, które spaliły się.

– W chwili kiedy z mamą wybiegliśmy z domu, nie myśleliśmy o tym. Najważniejszą informacją było dla nas to, że możemy dziś z panem rozmawiać i że jesteśmy wśród żywych. Pamiętam tylko panikę i strach. Na Sylwestra i Nowy Rok trzeba było organizować sobie miejsce zastępcze. Dobrze, że narzeczona mieszka blisko. Zatrzymałem się u niej. Śpię u niej. Mimo, iż od tego co się stało minęło kilka dni, nadal czuć jest charakterystyczny zapach spalenizny. W takich warunkach z pewnością nie da się mieszkać. Jest zima. W domu przez minimum cztery dni nie było palone. Mama przykrywa się kilkoma kołdrami i zasypia. Na zewnątrz jest taka sama temperatura jak w środku.

– Dach nadaje się tylko do wymiany.

– W poniedziałek, rozmawiałem z kilkoma  osobami, które zadeklarowały pomoc ze swej strony. Co ważne, mamy wsparcie najbliższych. Trzeba zamawiać materiały i czekać na ekipę remontową. Pomoc obiecał również burmistrz miasta i gminy Wąchock Jarosław Samela. Otrzymamy 3 tys. zł zapomogi. Za wszystkie ciepłe słowa, gorące serca i chęć wsparcia dla nas, chcielibyśmy serdecznie podziękować. Pokrycie domu od nowa kosztować będzie minimum 10 tys. zł. Warunki są trudne, a prognozy pogody na najbliższe, styczniowe dni niezbyt korzystne. Dach trzeba będzie zdjąć i zabezpieczyć folią. Przynajmniej na razie. Szczęście w nieszczęściu, że nam nic się nie stało.

– Na wypadek srogiej zimy i ujemnych temperatur pańska mama ma gdzie mieszkać?

– Obok mieszka siostra. Wystarczy odrobina dobrej woli. Cieszymy się każdą chwilą, bo mamy świadomość, że pokoju w którym jesteśmy dziś też by nie było. Strażacy spisali się na medal. Dom nie jest zalany wodą. Ogień gasili pianą. Warto podkreślić ich sprawność i to w jaki sposób działali. Po ugaszeniu pożaru, mieszkanie sprawdzane było kamerą termowizyjną. Budynek ma wiele lat. Jest ocieplony m.in. trocinami, bo taka była kiedyś technika. Strażacy mówili, że w ścianie gdzieś może się jeszcze tlić. By uniknąć zagrożenia należałoby rozbierać  ścianę. W Nowy Rok wezwaliśmy strażaków ponownie. Ok. godz. 8 zauważyłem, że coś może być nie tak. Tak naprawdę chodzę na górę co chwila i sprawdzam czy się nie pali.

Mówi dla TYGODNIK-a
MARCIN NYGA, OFICER PRASOWY KOMENDY POWIATOWEJ PAŃSTWOWEJ STRAŻY POŻARNEJ W STARACHOWICACH: – Zgłoszenie o pożarze domu w Marcinkowie, dotarło do powiatowego stanowiska kierowania ok. godz. 1 w nocy. Poddasze zapaliło się najprawdopodobniej na skutek wady przewodu kominowego. Oprócz zawodowych strażaków z Jednostki Ratowniczo-Gaśniczej, z żywiołem walczyli także druhowie z OSP Marcinków, OSP Wąchock, a także OSP Wielka Wieś. Pożar gaszony był z dwóch stron: od dachu i pomieszczenia znajdującego się na górze. Po opanowaniu zagrożenia i oddymieniu, dom sprawdzany był przy użyciu kamery termowizyjnej.

 

Dodaj komentarz

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.