Ekologiczne życie w Trębowcu

Mirzec

– Zysku wielkiego może z tego nie ma, ale satysfakcja, której nikt człowiekowi nie odbierze – jest! – Nie mają co do tego wątpliwości Krystyna i Tomasz Strycharscy z Trębowca w gm. Mirzec, którzy nie wyobrażają sobie innego życia niż to na wsi, gdzie uprawiają ziemię i hodują opasy.

Tomasz i Krystyna Strycharscy z Trębowca w gm. Mirzec na wsi mieszkają od urodzenia. Tu żyli ich dziadkowie i rodzice, po których przejęli pałeczkę. Początkowo było mieli 6 ha ziemi uprawianej na własne potrzeby. Dziś inwentarz państwa Strycharskich liczy ponad 15 ha łącznie z dzierżawą łąk, których nie może zabraknąć, kiedy w obejściu są zwierzęta.

Będąc w sile wieku, hodowli przez lata świnie (nawet 30 sztuk), których głównym odbiorcą był właściciel zakładu mięsnego z sąsiedniej gminy. Ponieważ świnie przestały być dochodowe a odbiorca przerzucił się na półtusze, gospodarze z Trębowca postawili na chów bydła opasowego. W przydomowej oborze od blisko 10 lat królują byki.

  • Zawsze trzymamy ok. 15 byków, aktualnie jest 12. Susza niestety zrobiła swoje i będziemy musieli zmniejszyć trochę nasz inwentarz – mówi pan Tomasz. – Kupujemy 6-tygodniowe opasy i hodujemy do 18 miesiąca życia. Taki byk 600-700 kg jest najlepszy, ma najlepsze mięso, ale są odbiorcy, którzy życzą sobie nawet 800 kg. Czasem trudno takiego byka wyhodować, bo u nas mają wyłącznie naturalne żywienie bez żadnych wspomagaczy, samo zdrowie – zachwala pan Tomasz. – One tylko mają stać, jeść i rosnąć. Dwa razy dziennie dostają śrut, trzy razy kiszonkę. Z tego co zasiejemy i zbierzemy. Uprawiamy głównie pszenżyto i mieszkanki.

Młode byczki trafiają do gospodarstwa państwa Strycharskich dwa razy do roku, w gospodarstwie są jakby dwa roczniki: młodzież młodsza i starsza. Młodzież przedszkolna – jak mawia pan Tomasz – do 6 miesięcy stoi wolno, niewiązana. Dopiero te starsze idą na łańcuch. Czy bywają agresywne i niebezpieczne?

  • Jeszcze się nie zdarzyło, by zrobiły komu krzywdę – mówi pani Krystyna. – To zależy od podejścia do zwierzęcia. Wiadomo trzeba uważać, kiedy można podjeść to podchodzę a kiedy nie to nie. Ale one rozumieją, jak człowiek do nich mówi, nikt przecież nie chce im robić krzywdy. My nie podchodzimy do nich z batem. Jak człowiek traktuje je łagodnie, odwzajemniają to samo – dodaje pani Krysia, dla której życie na wsi to całe życie. – Zysku może z tego nie ma wielkiego, ale satysfakcji, którą mamy nikt nam nie odbierze. Osobiście nie wyobrażam sobie, żeby mieszkać w mieście, zamknięta w bloku. Tu człowiek za domem to swoje warzywa ma, maliny, dynie, które wspaniale obrodziły w tym roku. Drobiu nie brakuje: kury, kaczki, indyki, kaczko-gęsi. Jajka mamy swoje, na pewno nie kupujemy.

Hodowla zwierząt i uprawa ziemi to całe życie gospodarzy z Trębowca. Nawet, jak czasem sił brakuje i choroba zmorzy, to wstają co rano i doglądają inwentarza. Praca rozpoczyna się tu bladym świtem.

  • To praca od 6.00 rano do samego wieczora – nieograniczona. Czasem to człowiek nawet 12-16 godzin na słońcu, w upale 30 st., który w tym sezonie bardzo daje się we znaki. Przez to niestety zbiory słabe, kłosy niewielkie. Ale przecież na polu nie zostawimy, trzeba zebrać. Urobi się człowiek, ale jak, żeby ziemia odłogiem leżała – dodaje gospodarz.

Niezastąpioną pomoc w gospodarstwie, oprócz dzieci, które również pomagają, stanowią maszyny. Całe gospodarstwa państwa Strycharskich jest mechanizowane. Jest tu pług obrotowy, kombajn, dwa ciągniki, jeden z ładowaczem 75-konnym, owijarka do belotów, traktor.

  • Wszystko maszyna robi – mówi pan Tomasz, doskonale wiedząc, że w tym wszystkim niezbędny jest człowiek, który wszystkiego dopilnuje i zorganizuje. – Jakby cały dzień trzeba było grabiami machać, to by człowiek nie dał rady, ale z pomocą maszyn to inaczej robota idzie. Od leżenia nic nie będzie. Przyszłość w rękach dzieci i do nich należy decyzja. My chcemy utrzymać i ciągnąć to co jest – mówi gospodarz.

Ewelina Jamka

Dodaj komentarz

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.