Wieś rządzi się swoimi prawami

Brody flash

Hodowla trzody chlewnej i bydła mięsnego – w tym specjalizuje się gospodarstwo rolne państwa Kawalców w Stawie Kunowskim. Pracy mają pod dostatkiem, bo i wymagania stawiane rolnikom są ogromne. Wieś jednak rządzi się swoim prawami a przywiązanie do polskiej ziemi bierze górę.

Jolanta i Sławomir Kawalec gospodarstwo rolne w Stawie Kunowskim (gm. Brody, pow. starachowicki) prowadzą od 2003 roku. Zajmują się hodowlą trzody chlewnej i bydła mięsnego. Oboje ukończyli Szkołę Główną Gospodarstwa Wiejskiego w Warszawie, gdzie się zresztą poznali. On ze Starachowic, ona z Ostrołęki, połączyły ich rodzinne tradycje rolnicze.

  • Rodzina Kawalców jeszcze przed wojną zajmowała się ogrodnictwem, dlatego tradycje rolnicze, zamiłowanie do ziemi były kultywowane w mojej rodzinie od dziecka – mówi pan Sławomir.

Startując w dorosłe życie, ziemi jako takiej jednak nie posiadali. Po ukończeniu studiów, zamierzali zająć się ogrodnictwem. Po zmianach, jakie następowały w Polsce w latach 90. ta gałąź gospodarki także zaczęła się zmieniać. Ogrodnictwo przestało być dochodowe. Ponieważ koszty rosły i zaczęły przewyższać zyski, państwo Kawalcowie zdecydowali się pójść inną ścieżką rozwoju.

Od pola do stołu

  • Na początku lat 90. wyjechałem na dwa lata do Stanów Zjednoczonych, gdzie ukończyłem podyplomowe studia z zarządzania biznesem. Po powrocie do kraju związałem się z przemysłem mięsnym, rozpocząłem pracę w zakładach mięsnych. Wspinając się po szczeblach drabiny zawodowej, widziałem, jak wygląda łańcuch produkcyjny, od pola od stołu. To, plus tradycje rodzinne zaowocowały podjęciem działalności w tej branży – dodaje S. Kawalec.

W 2003 roku państwo Kawalcowie kupili 89 ha ziemi leżącej odłogiem po byłej spółdzielni rolniczej. Istniejące budynki inwentarskie pozwoliły na wznowienie prowadzonej tu wcześniej produkcji świń. Poza tym grunty o niskiej bonitacji (IV-VI klasa) powodowały, że produkcja roślinna z góry była skazana na niską opłacalność. W istniejącym areale, 40 ha stanowiły naturalne użytki zielone. Nie pozostawało nic innego, jak dostosować produkcję do warunków naturalnych. Dlatego, trzy lata po rozpoczęciu gospodarowanie pojawił się pomysł hodowli bydła francuskiej rasy mięsnej (Limusione). Hodowla tych zwierząt nie wymaga dużego nakładu pracy ludzkiej: nadzór, żywienie, kontrola wycieleń. Nie wymaga dojenia – mówi pan Sławomir.

  • W przypadku trzody chlewnej, kupujemy warchlaka ok. 25 kg i tuczymy go do ok. 120 kg. Na to potrzeba ok. 4 miesięcy. Z taką wagą sprzedawane są do Zakładów Mięsnych „Animex” w Starachowicach oraz „Sokołowa” w Jarosławiu. W jednym cyklu hodowlanym jest ok. 1400 sztuk. A takich cyklów w roku jest 2-3. Tucz świń jest w dużej mierze zmechanizowany. Są autokarmniki i silosy, gotowa pasza trafia bezpośrednio do świń. Udział pracy ludzkiej jest w tym przypadku również niewielki. To przede wszystkim nadzór weterynaryjny i sanitarny, tj. utrzymanie kojców w czystości.

Bydło niewymagające?

Jeśli chodzi o bydło, to gospodarze ze Stawu Kunowskiego posiadają ok. 30 krów matek i jednego buhaja zarodowego. Hodowla sprowadza się do zacielania i uzyskania cieląt o dobrej genetyce. Kiedy uzyskają odpowiednią wagę, ok. 200 kg są sprzedawane do dalszego chowu, wśród okolicznych rolników.

  • Bydło hodowane jest w systemie ekstensywnym, wolnostanowiskowym. W okresie letnim, od maja do listopada zwierzęta są wypasane na pastwiskach. W okresie zimowym pasza zadawana jest dwa razy dziennie. Wykonuje to jeden człowiek, prowadzi się systematyczną kontrolę wycieleń. Kiedy następuje spiętrzenie pracy, dodatkowo zatrudniamy osobę do pracy dorywczej – mówi S. Kawalec.

Trudności w działalności

Pani Jolanta odpowiada głównie za papierkową i logistyczną stronę działalności, chociaż nie ma dnia, by nie było jej na gospodarstwie. Jak trzeba na ciągnik też wsiądzie i pojedzie…

  • Na rok przed wejściem do Unii Europejskiej, kiedy rozpoczynaliśmy działalność, możliwości w rolnictwie wydawały się ogromne za sprawą dopłat. Dziś również je otrzymujemy, co gwarantuje pewną stabilność finansową, bo bez tego byłoby fatalnie. Ceny sprzedaży świń stanowią zawsze ogromną niewiadomą i trudno przewidzieć, co wydarzy się na rynku za dwa czy trzy miesiące. Obecna hodowla zwierząt wymaga wiele obowiązków formalno prawnych (choćby rejestracja i identyfikacja każdego zwierzęcia). Hodowla jest pod stałym nadzorem służb weterynaryjnych i Agencji Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa – mówi pani Jolanta. – Pracy jest pod dostatkiem, 24 godziny na dobę, 12 miesięcy w roku. Dyspozycyjność jest konieczna. Przez to trudno wygospodarować wolny czas i coś zaplanować, ale staramy się przynajmniej dwa razy do roku zorganizować sobie wyjazd latem i zimą.
  • Gdybym jeszcze raz miał w to wejść, to raczej bym się nie zdecydował – mówi z przekonaniem pan Sławomir. – Oczekiwania były duże, na pewno większe niż realia: mniej biurokracji a więcej wsparcia, nawet nie finansowego. Chodzi o większą stabilizację cen. Ponieważ wahania cen są tak duże, rodzi to niepewność jutra. Cały proces to jedna wielka niewiadoma. Oprócz czynnika rynkowego jest ryzyko produkcyjne. Zwierzę w każdej chwili może zachorować, trzeba tego pilnować, powziąć w tym kierunku wszelkie środki ostrożności. Ponieważ od 25 lat zajmuję się przetwórstwem mięsnym, znam tę branżę od podszewki i wiem, że rolnik w tym całym łańcuchu jest w najtrudniejszej sytuacji. Tylko dzięki wsparciu unijnemu, można równoważyć stale rosnące koszty produkcji. Inaczej ziemia leżałaby odłogiem.

  • Mimo że praca w rolnictwie jest niezbędna i wszyscy z tego korzystamy, nastawienie społeczne też pozostawia wiele do życzenia – uważa pani Jolanta. – Sąsiedztwo jest negatywnie nastawione do hodowli, chociaż była tu prowadzona od lat. Przecież gdzieś te zwierzęta muszą żyć. Każdy by chciał, by jak najdalej od niego a przecież wieś rządzi się swoimi prawami.

 

Dodaj komentarz

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.