Świąteczny koszmar łatwo nie da o osobie zapomnieć

Brody Starachowice

Czwartek, kilkanaście minut po godz. 8. Od przykrego w skutkach zdarzenia mija ponad trzy doby. Niewielki, jednorodzinny budynek z zewnątrz nie wygląda, tak jakby kilka dni wcześniej miała rozegrać się tu tragedia.

– To młodzi ludzie, którzy niezwykle emocjonalnie przeżywają to, co się stało. Zawsze mili i uśmiechnięci. Powiedzą „dzień dobry”, „do widzenia” – twierdzi w rozmowie z TYGODNIK-iem mieszkanka Krynek Zakanale (gm. Brody). Kobieta podkreśla, że dzień wcześniej widziała się z jednym z domowników. – Przeprowadził się tutaj kilka miesięcy temu. Rozmawialiśmy krótko, bo Wielka Sobota to szczególny dzień, który każdy chce spędzić w rodzinnym gronie. Podobnie zresztą jak święta wielkanocne. Nigdy nie przypuszczałabym, że kilka godzin później niebezpieczny żywioł sprawi, że ten dzień zapamiętamy na długo. Sama doskonale wiem, co to znaczy walka z ogniem. Kilka lat temu pożar łąk o mały włos nie dostałby się na teren mojej posesji – wspomina.

Niedziela, 16 kwietnia. Przed godz. 7 dyżurny powiatowego stanowiska kierowania Komendy Powiatowej Państwowej Straży Pożarnej w Starachowicach odbiera zgłoszenie o pożarze budynku mieszkalnego w Krynkach.  Na miejsce kieruje zastępy Jednostki Ratowniczo-Gaśniczej, OSP Krynki oraz OSP Brody.  Pożar i kłęby dymu pojawiają się w kotłowni domu. Jego mieszkańcom, na szczęście przed przybyciem jednostek ochrony przeciwpożarowej udaje się uciec i schronić w bezpiecznym miejscu.  Zadanie przed jakim stają strażacy, nie należy do najłatwiejszych. W pierwszej kolejności należy zabezpieczyć miejsce, a następnie przy użyciu sprzętu ochrony dróg oddechowych przeszukać kolejne pomieszczenia.

– Pożar pojawił się w przybudówce ze znajdującym się w środku piecem. Z naszych wstępnych ustaleń wynika, że płomienie sięgnęły dachu przybudówki. Częściowo także naruszyły konstrukcję dachu całego domu – powiedział Marcin Nyga, oficer prasowy KP PSP Starachowice. – Domownicy byli w tym czasie w bezpiecznym miejscu. W porę udało się zahamować niebezpieczny proces, dzięki czemu ogień nie rozprzestrzenił się na cały budynek. Pożarem objęte było przede wszystkim wyposażenie kotłowni – podkreśla Nyga.

Po ugaszeniu ognia, ratownicy przewietrzyli dom, a jego wnętrze sprawdzili kamerą termowizyjną, tak aby wykluczyć ukryte zarzewia ognia. Życie, kilka dni później dopisało kolejny rozdział scenariusza. Mężczyzna, który mieszkał w domu, przeprowadził się do rodziców w Krynkach.

Mówi dla TYGODNIK-a
BEATA SZUSTAK, GMINNY OŚRODEK POMOCY SPOŁECZNEJ W BRODACH: – Licząca osiem osób rodzina z Krynek od pewnego czasu objęta jest pomocą naszej placówki. Wsparcie otrzymywała w momencie, kiedy najmłodsi jej członkowie uczęszczali do szkoły podstawowej. Rodzina korzystała również ze wsparcia, pochodzącego z tzw. banku żywności. Z informacji jakie posiadamy wynika, iż dom, w którym w święta wielkiej nocy doszło do pożaru był wynajmowany przez jednego z członków rodziny. Po tym co się wydarzyło, ojciec rozmawiał z naszym pracownikiem socjalnym na temat dalszej pomocy pogorzelcom.

 

Dodaj komentarz

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.