W świetle dokumentów i opinii (2)

Historia Starachowice

Nieprzytomny Józef Krzos został przywieziony bryczką przez Stanisława Marciniaka do szpitala w Iłży 5 kwietnia przedpołudniem. Lekarz, który go zbadał, stwierdził, że nie daje on oznak życia.

Wiadomość o zatrzymaniu J. Krzosa rozeszła się w Starachowicach bardzo szybko. Toteż już tego dnia przed budynkiem starostwa powiatowego ( w którym mieściła się także komenda policji ) zebrał się dwutysięczny tłum robotników Zakładów Starachowickich, żądający zwolnienia J. Krzosa i ukarania winnych aresztowania . Komendant posterunku wezwał wówczas zgromadzonych do powrotu do swoich zajęć, komunikując przy tym , że wyłoniona 30-osobowa delegacja otrzymała stosowne wyjaśnienia.

Gdy od S. Marciniaka nadeszła wiadomość, że J. Krzos nie żyje, miejscowe władze, w przewidywaniu rozruchów, podjęły odpowiednie działania wyjaśniające i zapobiegawcze. Miejscowy sędzia śledczy, Twaróg, zarządził na wczesne godziny ranne następnego dnia (tj. 6 kwietnia) sądowo-lekarskie oględziny zwłok w iłżeckim szpitalu. Natomiast starosta, działając w porozumieniu z komendantem powiatowym, zażądał od władz kieleckich przysłania posiłków policyjnych z sąsiednich miast. W przewidywaniu możliwości rozruchów na dużą skalę, brano pod uwagę także ewentualność sprowadzenia z DOK Przemyśl grupy żołnierzy z kulomiotem.

W skład komisji sądowo-lekarskiej, która dokonała oględzin zwłok, weszli: lekarz powiatowy dr Stanisław Lamparski, lekarz szpitalny dr Sołtysik i felczer Tomikowski. W protokole podano m.in. że zmarły , wzrostu 168 cm, o prawidłowej budowie ciała i miernej podściółce tłuszczowej, miał plamy pośmiertne i stężenia zachowane w zupełności. W prawym kącie zewnętrznego oczodołu zdarcie naskórka wielkości 10 fenigów, jak również na ciele w miejscu odpowiadającym prawemu guzowi czołowemu, także lekkie zdarcie naskórka. Plamy pośmiertne umiejscowione na uszach, karku, barku i ramionach o barwie sinej – rozległe . Źrenice równomiernie rozszerzone. Poza tym na ciele obrażeń nie stwierdzono. W ostatnim zdaniu członkowie komisji orzekli , że ze zmian patologicznych stwierdzonych przy sekcji, nie ma możliwości z całą ścisłością podać przyczyn śmierci, gdyż zmiany anatomiczne oddzielnie i razem wzięte dają ujemny wynik sekcji. Żołądek zmarłego wraz zawartością przekazano do analizy, być może nie wykluczając zatrucia.

Ze sporządzonego przez nadkomisarza Zygmunta Noska raportu, przeznaczonego dla komendanta okręgowego PP w Kielcach, wynika, że w pogrzebie J. Krzosa, odbytego 9 kwietnia 1922r. po godzinie 15, uczestniczyło około 2000 miejscowych robotników oraz delegacje związków zawodowych z Radomia, Skarżyska i Ostrowca. Najpierw przeniesiono trumnę do kościoła, w którym miejscowy proboszcz pokropił ją i odprawił modły.

Potem, wśród śpiewów o czerwonym sztandarze, żałobnicy ruszyli na cmentarz w Wierzbniku. Niesiono jedną chorągiew kościelną i kilka sztandarów związkowych. Nad grobem zabierało głos sześciu mówców, a treść tych przemówień była skierowana przeciw policji, w której rękach zmarł Józef Krzos. Po pogrzebie tłum rozszedł się i żadnych ekscesów nie było. Policjanci ściągnięci z Kielc, Ostrowca i Radomia jeszcze tego samego dnia powrócili do swych miast. Wyjazd przybyłych z Częstochowy i Sosnowca zaplanowano na 10 i 11 kwietnia.

Zwłoki Józefa przywiózł z Iłży furmanką jego młodszy brat Janek. Zdaniem rodziny, oprócz zasinień jakie stwierdził zespół lekarzy, widniały na nich także inne obrażenia. W następnych dniach do wyjaśnienia sprawy włączyli się posłowie i prasa. W czasopiśmie „Robotnik” ukazał się artykuł, którego autor jednoznacznie wskazywał na prawdopodobieństwo śmiertelnego pobicia J. Krzosa przez policję. Poseł Antoni Pączek już 14 kwietnia wysłał pismo do Ministra Sprawiedliwości, żądając ekshumacji i ponownej sekcji zwłok. Tym razem przy udziale przedstawicieli środowiska i lekarzy niezależnych, wskazanych przez organizacje związkowe. Poseł ten 26 kwietnia wysłał do Ministra Sprawiedliwości ponowną interpelację, jako że na poprzednią nie dostał odpowiedzi.

Wśród kserokopii dokumentów, udostępnionych mi przez p. Marka Kamińskiego, nie ma takich, które ilustrują dalszy ciąg przedmiotowej sprawy. Nie można jednak wykluczyć, że takowe w archiwach jeszcze istnieją i zostaną kiedyś opublikowane.

Aleksander Pawelec
Z kart rodowodu (odc. 779/2012)

Dodaj komentarz

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.