Po którym zostały tylko zdjęcia

Historia

Ochranianie wycofywanych z użycia i nieczynnych obiektów produkcyjnych nie było kiedyś w zwyczaju. Rozbierano je lub burzono, a na ich miejscu lub tuż obok wznoszono nowe. Znikały budynki i urządzenia techniczne, choć niektóre mogły pozostać do dziś jako świadectwo dawnej techniki i przykład poszanowania tradycji. Pozytywnym przykładem, że mogło być inaczej, jest zachowanie i umocnienie kamiennego fragmentu zapory wodnej dawnego stawu fabrycznego w Brodach Iłżeckich.

Na temat starachowickiego hutnictwa w 19 stuleciu dowiadujemy się się wiele ciekawych rzeczy z opracowania inż. Władysława Rogowskiego. Napisał on m.in.

„W roku 1870 dwa starachowickie wielkie piece, o pojemności 60 metrów sześciennych każdy, dawały produkcję po 9600 kg surówki na dobę. Pracowano wyłącznie na rudach własnych i węglu drzewnym. Rudę ilastą prażono w dwóch piecach prażakowych, używając drewna jako opału. Siłą wody miejscowego stawu poruszano koło wodne (60 KM), to zaś uruchamiało miechy cylindryczne do wdmuchiwania powietrza do wielkich pieców i urządzeń do podnoszenia materiałów na wyciąg.”

Taki rodzaj fabrykacji był możliwy dzięki obecności pokładów rudy żelaznej, drzewa opałowego, węgla drzewnego i energii wodnej rzeki Kamiennej, spiętrzonej w czterech stawach. A także taniej sile roboczej okolicznych mieszkańców. Dodajmy, że wielkie piece na terenie Zagłębia Staropolskiego budowano wówczas w okolicach zalesionych, zasobnych w drewno opałowe. Starachowice miały zaplecze leśne o powierzchni prawie 24000 ha.

Po roku 1875, z chwilą powstania Towarzystwa Akcyjnego Starachowickich Zakładów Górniczych, rozpoczęto stopniową modernizację tej fabryki dla zwiększenia produkcji i obniżenia kosztów wytwarzania.

Ogromne znaczenie dla rozwoju starachowickiego hutnictwa miało zbudowanie i oddanie w 1885 roku do użytku linii kolejowej, gdyż można było od tej chwili dowozić z Zagłębia Dąbrowskiego bardziej kaloryczne paliwo, zastąpić węgiel drzewny koksem. Przyczyniło się to nie tylko do dalszego wzrostu produkcji, ale także ocalenia okolicznych lasów, które przestały być obiektem nadmiernej eksploatacji.

Pierwszy wielki piec, przystosowany do opalania koksem, został zbudowany w Starachowicach w 1899 roku. Zaś dotychczasowy, ostatni już z serii pieców przystosowanych do opalania węglem drzewnym, stał jeszcze nieczynny przez parę lat. I jest rzeczą dyskusyjną czy należało go wówczas wyburzać, gdyż znajdował się kilkadziesiąt metrów od nowego miejsca wytopów i niewiele przeszkadzał. Był już wówczas niewątpliwym zabytkiem, a gdyby ocalał, z pewnością należałby dziś do unikatów.

Zachowały się po nim tylko zdjęcia, z których jedno prezentujemy w dzisiejszym odcinku.

Gdy mowa o zanikaniu zabytków przytoczmy jeszcze jeden cytat, tym razem ze wspomnień Aleksandra Zaczyńskiego z Michałowa:

„Jako chłopak zapamiętałem koło wodne, leżące na brzegu Kamiennej i stanowiące pozostałość po zniszczonej w 1903 roku falą powodziową fabryczki. Leżało tu do chwili, gdy ktoś zadecydował o przeznaczeniu go na złom. Dziś żałuję, że tak się stało. Powinno było, odpowiednio zabezpieczone, pozostać tu nadal jako pamiątka po tamtych czasach. Ten mały michałowski zakład nie kłócił się z otoczeniem lecz stanowił element zgodnego współżycia człowieka z przyrodą.”

A wracając do sprawy dawnych starachowickich wielkich pieców dodajmy, że współczesne się bardzo od nich różnią. Wysokość dzisiejszych dochodzi do 30 metrów, pojemność użyteczna do 2800 metrów sześciennych, a wydajność największych nawet do ponad 5000 ton surówki na dobę. Czynności związane z ważeniem, ładowaniem materiałów wsadowych, pomiarami i kontrolą procesu metalurgicznego są w nowoczesnych piecach zautomatyzowane i sterowane za pomocą komputera.

I również dlatego starachowicki wielki piec, ten co nam pozostał, mimo że już dwudziestowieczny, stanowi dziś cenną pamiątkę i atrakcję dla zwiedzających.

Aleksander Pawelec

Dodaj komentarz

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.