Pierwszy pośród założycieli TPS

Historia

Ci, którzy odgrywali w naszym mieście doniosła rolę, często pochodzili z innych stron. Do takich należał Franciszek Bródka, który urodził się i młodość spędził w Pakosławiu, a do Starachowic przybył w 1948 roku.

Był on głównym organizatorem zawiązanego 19 września 1978 r. Towarzystwa Przyjaciół Starachowic i pierwszym jego prezesem. M.in. poprzez tę nową organizację społeczną starał się przyczynić, aby nasze miasto uzyskało odpowiednią rangę.

Należał do mych bliskich znajomych przez wiele lat. Podczas spotkań opowiadał mi o swych przeżyciach i doświadczeniach. Najbardziej zapamiętanym przez niego życiowym wydarzeniem było uczestnictwo w ostaniej bitwie Polskiego Września, bitwie pod Kockiem, stoczonej z hitlerowskim najeźdźcą przez Samodzielną Grupę Operacyjną „Polesie”.

A oto niektóre z zapamiętanych przez niego faktów i epizodów:

– Krwawe boje stoczyliśmy w rejonie Kobrynia, Brześcia, Włodawy i Kocka. Generał Kleeberg, po uzyskaniu możliwej jeszcze łączności z dowództwem, ustalił, że linia obrony powinna przebiegać między Brześciem, Pińskiem i granicą ZSRR. 250 kilometrów, czyli o wiele za dużo jak na możliwości podległego mu wojska.

Najsilniejszym punktem naszej obrony był Brześć, stanowiący twierdzę już podczas pierwszej wojny światowej. Zachowane tu umocnienia, łącznie z cytadelą, nadawały się jeszcze do użytku. W warunkach pośpiechu organizowane były dodatkowe punkty ogniowe. Nasi wykorzystywali do tego archaicznych już czołgów Renault, zakrywając je częściowo ziemią.

Punktem oporu stał się Kobryń, którego miała bronić najlepsza i najlepiej zorganizowana dywizja płk. Adama Eplera. Zakładano początkowo, że Niemcy, zanim uderzą na Brześć, muszą wcześniej złamać opór naszych wojsk usadowionych w Kobryniu. Ale tak się nie stało.

Nasze główne utrapienie stanowiło panujące niepodzielnie lotnictwo nieprzyjaciela, któremu niewiele mogliśmy przeciwstawić. Ono przede wszystkim niweczyło każdą inicjatywę dowództwa, szerzyło chaos i dezorganizację. Ale odpieraliśmy skutecznie ataki wroga. Sytuacja stała się krytyczna dopiero wówczas, gdy na polu bitwy pojawiła się kolejna wielka jednostka hitlerowska. Była nią 29 Dywizja Piechoty Zmotoryzowanej. I dopiero 5 października, a więc już po upadku Warszawy, generał Kleeberg rozkazał nam złożyć broń.

Jako jeniec przebywałem początkowo w offlagu Colditz, potem w innych. Karmiono nas podle, ale dzięki paczkom Polskiego Czerwonego Krzyża udało się przeżyć.

Franciszek Bródka, przedwojenny absolwent Seminarium Nauczycielskiego w Łowiczu, pracował przed wojną jako nauczyciel na Polesiu, w zapadłej wiosce Wilio, w czteroklasowej szkółce, gdzie przeważała słabo mówiąca po polsku młodzież białoruska. Po przyjeździe w 1948 roku do Starachowic uzyskał zatrudnienie w działe gospodarczym UM. A dodatkowo, zgodnie z profesją, prowadził zajęcia w szkole zawodowej.

Po powstaniu w 1978 roku Towarzystwa Przyjaciół Starachowic starał się przede wszystkim, aby miało ono wpływ na rozwiązywanie lokalnych problemów i spełniało w środowisku rolę integracyjną. Pod jego kierunkiem utworzono szereg sekcji, zajmujących się na m.in. sprawami higieny i estetyki miasta, porządku, popularyzacji postępu technicznego i ludzi dobrej roboty, kultury i ochrony zabytków. Szczególną uwagę przypisywał jednak do organizowania spotkań ludzi różnych profesji, z udziałem kompetentnych przedstawicieli władz miejskich. Spotkania te przekształciły się z czasem w Wieczory Starachowickie.

Do ostatnich niemal lat był społecznie aktywny. Zmarł w 2006 roku, mając 94 lata.

 

Aleksander Pawelec

Publikacja: Listopad 2013r.